3. misjonera – Burundi

Jak co roku zimą, na przełomie lutego i marca, przez trzy kolejne tygodnie Paweł Werakso i Robert Noga podróżują po Czarnym Lądzie, by … pomagać.
Tym razem na mapie podróży pojawiają się cztery afrykańskie kraje zamknięte w trójkącie jezior Wiktoria, Tanganika i Kiwu. Podróżnicy odwiedzają polskich misjonarzy oraz dzieci pośród których pracują.

Podróżowanie środkami komunikacji publicznej tylko pomogło integrować się z mieszkańcami środkowej Afryki. Wielogodzinne trasy w ścisku, szeroka gama wszelkich zapachów niekoniecznie przyjemnych, hałas i upał rekompensowane były przepięknymi widokami zza szyb niebezpiecznie mknących  afrykańskich busów i autokarów. Modlitwa często gościła na naszych ustach; …aby tylko nie zjechać z drogi, …aby nie wpaść w przepaść, …aby nie potrącić uciekających przed busem dzieci, …aby nie złapać gumy w środku nocy, …aby obecni w lasach rebelianci nie ostrzelali nas, jak jadący przed nami autokar.
Wszystkie cztery etapy podróży zakończyły się szczęśliwie. Wierzymy, że dzięki Aniołom!

Etap I  – Burundi

Siostry Kanoniczki Ducha Świętego oprowadzają nas po ośrodkach zdrowia jakie prowadzą w trzech miejscowościach. Widać dobrego gospodarza oraz ogromny trud w zorganizowaniu dobrze funkcjonujących placówek. Wszędzie czysto, nad łóżkami moskitiery, dobre wyposażenie. Bardzo wielu pacjentów, liczny personel ale brak lekarzy. W poważnych przypadkach chorych trzeba transportować do szpitala rejonowego. Siostry nie spoczywają. W Buraniro – okolice Gatara, budują kolejny budynek. Obecnych  blisko 300 łóżek już nie wystarcza.

W Gatara poznajemy Felicien`a. Ma 23 lata, mieszka w małej wiosce Gakemke. Jego rodzina – jak większość w okolicy – jest bardzo biedna. Pomyślnie zdał maturę, ale nie dostał się na studia prawnicze, zabrakło kilku punktów. Od pół roku pomaga w ośrodku zdrowia. Siostra Gwidona jest z jego pracy bardzo zadowolona, chwali go; zdyscyplinowany, pracowity, uczciwy. Przekonuje, że warto mu pomóc. Felicien w rozmowie z nami twierdzi, że w ośrodku odnalazł swoje powołanie. Pragnie, jak siostry, pomagać chorym. Marzy o studiach medycznych. Tłumaczy, że liczba uzyskanych punktów na maturze wystarczy, aby rozpocząć naukę. On sam i jego rodzina nie ma jednak pieniędzy, aby pokryć koszty siedmioletnich studiów. Decydujemy się pomóc.

Felicien od września rozpocznie studia w Bujumbura – stolicy kraju, będzie mieszkał u brata, to zawsze taniej. Felicien z radością przyjmuje od nas opaskę na rękę z napisem „Dzieci Afryki”. Z wdzięcznością godzi się zostać ambasadorem Fundacji DZIECI AFRYKI w Burundi. Za kilka lat, w naszym imieniu, będzie leczył burundyjskie dzieci.

W Gatara spotykamy się z osieroconymi dziećmi. Grupka maluchów przyniosła na główkach świeżą trawę dla misyjnych zwierząt. Dostają coś do zjedzenia – zapracowali, umieją o siebie zadbać. Rozmawiamy z s. Natanaelą – opiekunką tutejszych sierot, tłumaczymy że chętnie zaopiekujemy się dziećmi.

Kolejnego dnia dokonujemy nagrań muzycznych grupy bębniarzy. Burundi słynie z bębnów. Grupę tworzą dzieci, głównie gimnazjaliści. Okazuje się, że część z nich również jest sierotami. Nie wszyscy chodzą do szkoły, bo nauka w szkole ponadpodstawowej jest płatna, sierot na to nie stać. Decyzja nie jest trudna, bierzmy ich. „Bilet do Świata” stworzy im szansę na szkołę, na lepszy start w dorosłe życie.

Spacerując po miasteczku spotykamy chłopca wracającego z boiska. W dłoniach trzyma własnoręcznie wykonaną piłkę do gry. Proponujemy wymianę. Przywieźliśmy ze sobą kilkanaście pięknych piłek z Polski. Chłopak jednak chce 10 tys. franków (25 zł). Wszyscy śmieją się z niego, nie wierząc, że tyle możemy dać za zwój folii opasanej sznurkiem. Podpowiadają: weź 1 lub 2 tys. franków. Ostatecznie kupujemy piłkę za 2 dolary. Chłopak błyskawicznie ucieka. Za udaną transakcję nie zdążyliśmy nawet podziękować.  Piłka jest w Warszawie, będzie nam towarzyszyć podczas „niedziel misyjnych” oraz w spotkaniach z dziećmi w szkołach. Foliowa piłka ma swoją historię.

Zawartość jednej z walizek z dobrodziejstwami przywiezionymi z Polski przeznaczona była dla dzieci w Burundi. Przybory szkolne i toaletowe, piłki, skakanki, pluszaki  przekazujemy misjonarkom aby same rozdysponowały między ubogimi dziećmi.  Nie oddajemy zielonej żabki. Żabka udaje się z nami na wieczorny spacer. Działa na dzieci jak lep na muchy. Po kilku minutach marszu wszystkie dzieciaki z ulicy podążają za nami w radosnym pochodzie. Podziwiają, dotykają, uśmiechają się do żabki. Żabka ma jednak swoje ukryte przeznaczenie. Ma trafić do przypadkowo napotkanej, ubogo odzianej malutkiej dziewczynki. Zaskoczona wybranka nie może uwierzyć, została dostrzeżona, wybrana, nagrodzona… tylko dlatego, że jest ubogą dziewczynką. Szukamy mamy. Jest. Mama szczęśliwa, ma pilnować, aby żabka nie opuściła dziewczynki.

Sierotami w Bujumbura opiekuje się s. Gabriela. Z wdzięcznością przyjmuje od nas ponad 30 dziewczęcych strojów kąpielowych. Dla dzieci z dzielnicy slumsów, gdzie zlokalizowany jest dom misyjny, proponujemy wycieczkę nad Jeziora Tanganika. Siostra organizuje transport i opiekunów dla 48 dzieci. Wszyscy cudem mieścimy się w może 30. osobowym busie. Czy jest nam zbyt ciasno? Nikt o tym nie myśli. Na pewno jest mega głośno. Rozśpiewany do granic możliwości autobus mknie na światłach awaryjnych najpierw przez slumsy, potem przez stołeczne aleje i ulice, aby w końcu  promenadą triumfalnie dojechać nad brzeg najdłuższego Jeziora Świata Tanganika (660 km). Na brzegu odpytujemy dzieci. Większość z nich po raz pierwszy opuściło dzielnicę nędzy, po raz pierwszy jechało autobusem, po raz pierwszy zobaczyło gigantyczny zbiornik wodny. Nie wchodzą do wody dalej niż na odległość 5-6 metrów. Boją się. Pomagamy dmuchać w gumowe zabawki, odpinamy metki ze strojów, cieszymy się nieskrywaną radością kilkudziesięciu, w tym dniu, najszczęśliwszych dzieciaków z Trzeciego Świata! Po kąpieli zabawy na plaży z czworgiem muzungu* – siostry Kanoniczki i my, Fundacja DZIECI AFRYKI.  Gra w piłkę, biegi, tańce. Ale to jeszcze nie koniec. Zgłodniałe brzuszki trzeba nakarmić. Dla wszystkich kupujemy po „fancie” oraz talerzu frytek (z ketchupem!).

W tych dniach niebo zstąpiło na uliczkę w Gatara i plażę w Bujumbura – także dzięki Tobie!

* muzungu znaczy „biali”