6. misjonera, Uganda

Tuż przed świtem, 5 stycznia, po całonocnej podróży docieramy na pierwszy afrykański nocleg. Odpoczywamy przed chatą. Gdy noc ustępuje dostrzegamy brzeg Jeziora Wiktorii. Za nami dostojnie przechadza się żyrafa, a ciszę zakłóca dziki krzyk małp… Lepiej nie mogliśmy rozpocząć kolejnego spotkania z Afryką. Pierwsze dwa dni mieszkamy w ogrodzie botanicznym w Entebbe.

Wieczorem sielanka kończy się. Telefon od o. Andrzeja Dzidy SVD – misjonarza z Sudanu Południowego, któremu za dwa dni mamy złożyć misjonerską wizytę, zwiastuje problemy: wioska opustoszała, mężczyźni poszli w głąb dżungli budować schronienie dla swoich rodzin, rebelianci są coraz bliżej, może będą chcieli zaatakować stolicę. Z każdym dniem w Lainya napięcie  rośnie, jest zbyt niebezpiecznie, abyście teraz przyjeżdżali. Z uwagi na próbę zamachu stanu i narastający konflikt wewnątrz kraju, od kilku tygodni sudański etap misjonery był zagrożony. Dramatyczne słowa misjonarza rozwiały nasze wątpliwości. Dwa dni przed przekroczeniem granicy musimy zmienić plany; pozostajemy w Ugandzie.

W Kampali wizytujemy dom Josepha Sserwadda Roberts`a, u którego mieszka 25 dzieci. Wszystkie z wielkim bagażem nieszczęść dzieciństwa. Piekło rodzinnego domu oraz koszmar życia na ulicy zamieniły na bezpieczne schronienie w Agape. Do Josepha zwracają się „tato”. Razem z żoną zapewnia im dach nad głową, ciepłe posiłki, możliwość uczęszczania do szkoły. W Agape czują się bezpiecznie, to jest ich dom, tu jest ich rodzina.

Pierwszego dnia dzieci witają nas z dystansem, ostatniego żegnają ze łzami w oczach, przytulając się do nas najmocniej jak potrafią. Wszystkim podarowaliśmy piórniki od polskich uczniów, zaprosiliśmy do zabawy w przyhotelowym basenie, w którym zamieszkaliśmy, zorganizowaliśmy niezapomniany misjonerski Dzień Dziecka w parku rozrywki.

Sprawianie radości ubogim i skrzywdzonym przez los dzieciom jest stałym elementem każdej misjonery. (Już wkrótce będzie możliwość wsparcia konkretnego dziecka z Agape poprzez duchową adopcję serc).

Prowincja kraju przypomina inne ubogie miejsca w Afryce. Brak elektryczności, skromne chaty, skąpo odziane dzieci. Wdzięczność ludzi niezwykła. Ubogim rozdajemy mydło oraz moskitiery, które zakupiliśmy w ramach realizacji jednego z fundacyjnych programów pomocy Dzieci Ugandy. Kobiety klękają na oba kolana – to dowód najszczerszej wdzięczności – przekonuje Joseph, są szczęśliwe, że ktoś o nich pamięta.

W latach 1943-1951, 60 km od stolicy kraju, na półwyspie Koja przy Jeziorze Wiktorii, mieszkało ponad trzy tysiące polskich Sybiraków. 96. z nich pochowanych jest na polskim cmentarzu, to głównie dzieci i starcy. 17. innych pożarły krokodyle – wyjaśnia o. Ryszard Jóźwiak SDB – polski misjonarz. Na cokole biało-czerwonego pomnika składamy wieniec, palimy znicze, modlimy się za zmarłych rodaków. W pobliskiej wiosce Mpunge mieszkają osoby pamiętające sąsiadów z Polski. Jeden ze staruszków wita nas w polskim języku: dzień dobry panu… Jego ubogim sąsiadom podarowujemy mydło – towar pierwszej potrzeby, zaś piękne piórniki wręczamy dzieciom, które chodzą do szkoły.  

Dwa lata temu Sybiracy zaczęli budować ośrodek zdrowia dla lokalnej społeczności. Po roku, z braku funduszy, prace budowlane zatrzymały się w miejscu. Na dokończenie inwestycji potrzebnych jest 20.000 USD (jesteś zainteresowany pomocą? skontaktuj się z Krzysztofem Bucholskim e-mail:chris@dzieciafryki.com).

W sąsiednim Ekirudu przy kaplicy, w której uczestniczymy w niedzielnej liturgii, dostrzegamy szopę z desek. To katolicka szkoła dla dwóch klas. Uczniowie dwóch pozostałych uczą się pod pobliskimi drzewami, jeszcze inna klasa mieści się w kaplicy. Miejscowy katechista wyjaśnia, że jest zgoda na budowę szkoły, ale nie ma na nią funduszy. Postanawiamy zatem, że właśnie tu powstanie druga szkoła DZIECI AFRYKI – w afrykańskim zakątku tuż przy polskiej ziemi (cmentarz należy do terytorium RP).

Na przedmieściach Kampali odwiedzamy sanktuarium 40. Męczenników Ugandyjskich. Wśród zamordowanych za wiarę jest 14. letni Kizito – dziś patron dzieci i młodzieży afrykańskiej. 3 czerwca 1886 r. przed południem młodzieniec przyjął sakrament chrztu, po południu spłonął na stosie za wiarę – nie wyrzekł się Chrystusa.