7.MISJONERA (część 2) Djouth...

7.MISJONERA (część 2) Djouth…

Fundacyjni podróżnicy „z misją” są już w komplecie. 3 stycznia udajemy się w całodzienną podróż do Djouth. Na misję, otuloną równikowym lasem, docieramy  po zapadnięciu zmroku. Siostry Duszy Chrystusowej, w tym odległym zakątku świata, prowadzą misyjny ośrodek zdrowia, przedszkole, szkołę podstawową oraz wspierają pracę pastoralną miejscowego kapłana.

Jedna z sióstr jest rodowitą Kamerunką. Spacerując po wiosce w towarzystwie s. Simeony Koulpita – urodzonej właśnie w Djouth – otwierają się przed nami wszystkie drzwi. Możemy swobodnie obserwować codzienne czynności oraz warunki życia miejscowych. Na wschodzie Kamerunu biedna jest bardzo widoczna. Ludzie mieszkają w gliniankach lub w prostych chatach zbudowanych z desek. Zajmują się uprawą roli na wykarczowanych w dżungli poletkach.

Wokół wiosek coraz częściej osiadają się rdzenni mieszkańcy lasu. Pigmeje Baka należą do najprymitywniejszych plemion afrykańskich. Nie znają języka francuskiego, nie posyłają dzieci do szkół, żyją ze zbieractwa i łowiectwa. W lesie czują się doskonale, on wieków jest ich domem. W ostatnich latach zdążyli poznać dobrodziejstwa świata poza leśnego. Przy drodze, z czerwonej ziemi łączącej ze sobą poszczególne wioski, spotykają innych Kameruńczyków, wymieniają się artykułami spożywczymi, alkoholem, odzieżą. Wiedzą już, że w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia mogą zwrócić się o pomoc do ośrodka zdrowia. Misjonarki chętnie odwiedzają Pigmejów w ich leśnych osadach. Nie okazują im wyższości, mimo iż ci ledwo sięgają im do ramion. Pigmeje są wykorzystywani i poniżani przez inne plemiona.

Z Pigmejami Baka umawiamy się dwukrotnie na wizytę. Zawsze przybywamy tuż po zapadnięciu zmroku, gdyż wtedy wszyscy przebywają w osadzie. Gospodarze zamieniają się wówczas w tancerzy, śpiewaków, czarowników. Przy rozpalonym ognisku, przybrani trawą i gałęziami, wykonują dzikie tańce, za pomocą których opowiadają leśne historie z polowania, ze spotkania z duchami. Przyglądając się widowisku uświadamiamy sobie w jak niezwykłym jesteśmy miejscu. Przebywamy w sercu afrykańskiej dżungli. Wokół wspaniały koncert cykad a my uczestniczmy w tajemniczym i obcym dla naszej kultury obrządku. To bezcenny czas, rzadkie chwile w życiu, które zapamiętuje się na zawsze.

W Djouth s. Donata Krupa prowadzi misyjny ośrodek zdrowia. Fundacyjni podróżnicy „z misją” przybywają właśnie do niej. Misjonarka w 2014 roku, będąc w Polsce na urlopie, skierowała prośbę do fundacji o wsparcie jej ośrodka i pomoc w dożywianiu głodujących dzieci. Na miejscu przekonujemy się osobiście jak dramatyczna jest sytuacja niewielkiego ośrodka zdrowia. Z zewnątrz dwa budynki robią dobre wrażenie. Wewnątrz, poza skromnym wyposażeniem, też całkiem niezłe. Na ścianach ułożone są kafelki, widać kilka kranów ale… brakuje w nich wody(!). Mimo przygotowanej przed laty infrastruktury nie podłączono dotąd wody. Żadna pompa nie jest wstanie doprowadzić jej z najbliższej studni. W ośrodku nie ma też elektryczności. Kilka solarnych lamp oświetla ciemnawym światłem wnętrze budynku, ale… gdy przyjmuję poród, na krótko, uruchamiam oświetlenie z lampy na akumulator – wyjaśnia misjonarka. W budynku położniczym stoją porządne łóżka szpitalne, są moskitiery, ściany pomalowane, jest przytulanie. W budynku głównym straszy sufit z przegniłych dykt. Remontu wymagają także ściany i podłoga. Łóżka też nadają się do wymiany, ale zakup nowych, rozkładanych jest zbyt kosztowny – martwi się polska misjonarka. W ośrodku, poza s. Donatą, pracuje dwóch pracowników; technik laboratoryjny oraz pielęgniarz. Potrzeby personalne są znacznie większe. Stale proszę władze, by przysłano do Djouth nowych pracowników. Ci jednak, po kilku dniach wyjeżdżają, poddają się. Warunki ośrodka nie zachęcają do pozostania w Djouth na dłużej, doskwiera brak wody, prądu oraz zasięgu telefonii komórkowej, która jest największą niedogodnością dla kameruńskich pracowników. Misjonarka chętnie przyjmie polskiego wolontariusza, z jakimkolwiek przygotowaniem medycznym, znającego podstawy języka francuskiego, odpornego na stres, samodzielnego w pracy (szczegóły: fundacja@dzieciafryki.com). Siostra apeluje o pomoc w dostarczeniu drobnego sprzętu medycznego, leków, pieluch. Jest bardzo wdzięczna za skromny ich zapas jaki przywieźliśmy ze sobą.

Misjonarki w Djouth poświęciły nam wiele czasu. Przełożona domu s. Gabriela Zaręba troszczyła się o nas jak o własnych synów. Towarzyszyła fundacyjnej ekipie od początku do końca pierwszego etapu MISJONERY. Z nią dotarliśmy do wielu domostw, uczestniczyliśmy w obrzędach pigmejskich, dotknęliśmy dziewiczej dżungli dziesiątki kilometrów od ludzkich osad i wreszcie odnaleźliśmy dziewczynkę ze skrajną robaczycą (której historia poruszyła dziesiątki osób w Polsce – czytaj). Przypadek 8.letniej Katrin na nowo otworzył nasze oczy oraz serca na problem cierpiących, zaniedbanych i głodujących dzieci.

POMOC OŚRODKOWI ZDROWIA W DJOUTH – czytaj

Z całego serca dziękujemy
gościnnym Siostrom Duszy Chrystusowej w Djouth
oraz Siostrom Karmelitankom Dzieciątka Jezus w Abong Mbang, dzięki których życzliwości
mogliśmy dojechać do odległej misji
oraz powrócić z niej do cywilizacji.