9.MISJONERA oczami wolontariuszki

9m3Mam swoje miejsce w Tanzanii, do którego od półtora roku wracam codziennie myślami. Jest to dom dziecka w Mgolole.

Gdy byłam tam po raz pierwszy, przeżyłam największy szok w swoim życiu. Na brudnej podłodze siedziały maleńkie dzieci, płakały. Każde siedziało samotnie. Siostry, które się nimi opiekowały uwijały się jak w ukropie, nosiły po troje dzieci na raz, ale ich liczba była tak duża, że nie sposób było wszystkiego dopilnować. Wszędzie czuć było zapach uryny. Miałam poczucie rozpaczy i rozkładu, jak w jakiejś umieralni dla dzieci. Niektóre miały chorobę sierocą, kiwały się, lub bezsensownie chodziły zatopione w swoich maleńkich nieszczęśliwych myślach. Instynktownie wzięłam na ręce dwoje dzieci, na resztę jednak zabrakło mi już rąk. Przez cały czas płakałam tak, jak one. Jednak najgorszy moment przeżyłam, gdy spytałam przełożoną domu, siostrę Pelagię o  największe problemy ośrodka. Odpowiedziała: „Brakuje nam jedzenia, środków medycznych i pieluszek”. Dzieci były niedożywione, brakowało leków na malarię, choć koszt dawki dla jednej osoby to jedynie 6 zł. Wiedziałam, że region Morogoro notuje bardzo dużo zachorowań szczególnie wśród dzieci. To mnie złamało zupełnie. Wracałam z Tanzanii wiedząc, że muszę coś zrobić, ale byłam przekonana, że nie jestem w stanie. Nie sądziłam, że ktoś uwierzy w to, co działo się w tym miejscu nie będąc tam i nie widząc na własne oczy.

Ale uwierzyła mi Fundacja Dzieci Afryki i Wy. Dzięki temu podczas 9. Misjonery mogłam wrócić do tego miejsca. I zobaczyć radość. Radość z tego, że farma, która powstała dzięki Wam, dała dzieciom jedzenie, a ze sprzedaży niektórych świń siostry mogły kupić leki i szkolne mundurki dla dzieci. 9m4Radość z tego, że dzieci po raz pierwszy jechały autobusem, po raz pierwszy były na safari, po raz pierwszy były w restauracji. Radość z zabawek, które przywieźliśmy i przysłaliśmy. Doświadczenie radości w miejscu, które do tej pory kojarzyłam z najdramatyczniejszym miejscem na ziemi, jakie znam, to dla mnie najwspanialszy moment tej Misjonery i najwspanialszy prezent, jaki mogłam kiedykolwiek dostać.

To miejsce nadal chwyta za serce, ponieważ nadal dzieci nie potrafią bawić się zabawkami, żyją biednie. W czasie rozmów z 14-latkami dowiedziałam się, że największym marzeniem dorastającej dziewczyny jest posiadanie pieniędzy na comiesięczny przejazd ze szkoły w odległej Dodomie do domu dziecka, który traktuje ona jak rodzinny dom lub posiadanie butów do szkoły. Te małe marzenia spełniliśmy w czasie naszego pobytu, ale jeszcze wiele maleńkich marzeń pozostało niespełnionych. Dlatego też podjęliśmy decyzję o kontynuowaniu rozbudowy farmy, by te wszystkie maleńkie marzenia mogły się spełnić w przyszłości.

9m5

farma z 22 boksami dla ok. 70 świnek

Drugim etapem misjonery była podróż do Kwamneke, masajskiej wioski w regionie Handeni. Wiedziałam, że mamy tam budować studnie, ale bardziej intrygowało mnie życie plemienia Masajów, o którym wcześniej czytałam i wiele słyszałam. Traktowałam tę częśc bardziej turystycznie, jako ciekawostkę podróżniczą.

Gdy wysiedliśmy z autobusu, ujrzeliśmy tłum oczekujących na swe rodziny ludzi. Wśród nich stał najokazalszy i najoryginalniej ubrany, i … czekający właśnie na nas – morani – najprawdziwszy masajski wojownik we własnej osobie.

G9m6dy dotarliśmy do wioski, gdy poznawaliśmy członków jego rodziny, początkowo wszystko wydawało mi się tak egzotyczne i nieprawdopodobne, jak we śnie.

Po chwili jednak zorientowałam się, że jest to tylko kwestia stroju i wyglądu ich chat, które standardem odbiegają od nas o całe wieki. Sami ludzie jednak są tacy, jak my, śmieją się z tych samych żartów, płaczą z tych samych powodów. W tych samych sytuacjach okazują radość, wzruszenie oraz wdzięczność. Przyjęli nas bardzo serdecznie i gościnnie – poczęstowali obiadem, którym był ryż z ziemniakami z sosem z pomidorów.

Poprzebierali nas w swoje stroje, chętnie robili sobie z nami zdjęcia, chętnie ustawiali się do mojego aparatu typu polaroid, by uzyskać drukowaną fotkę. Było radośnie i sympatycznie do czasu, gdy nie poszliśmy obejrzeć przyczyny naszego przyjazdu.

9m7Poszliśmy nad staw, z którego ludzie z całej okolicy czerpią wodę. To, co miało być jednak stawem, okazało się w rzeczywistości nim nie być. Był to zbiornik obrzydliwego ścieku. Nie wierzyłam, że ktokolwiek może traktować taką ciecz, jako zaspokojenie pragnienia. Gdy jednak zobaczyliśmy dzieci biegnące ze szkoły, kucające na tym ściekiem i łapczywie pijące, zakręciło mi się w głowie. Każda polska matka odpędziłaby swoje dziecko od czegoś tak brudnego, nie pozwoliłaby tam nawet wejść. Jednak matki w Kwamneke nie mogą tego zrobić. Nie mogą zabronić pić zanieczyszczonej wody swoim dzieciom, muszą im ją codziennie podawać. Nie dlatego, że nie mają świadomości, ze to nie jest woda pitna – wiedzą o tym doskonale, ale nie mają dla nich innej wody. Cały region Handeni cierpi na brak wody pitnej.

W Kwamneke po raz drugi przeżyłam szok podobny do tego, gdy pierwszy raz zobaczyłam dom dziecka w Mgolole. Teraz jednak nie wracam załamana, nie mam poczucia bezradności.

Wracam zmotywowana i pełna nadziei na to, że i tym razem zmienimy jakąś maleńką część świata na lepsze. Nie zgodzimy się na to, by ludzie z wioski Kwamneke pili brudną wodę.

9. Misjonera była dla mnie niezwykłym przeżyciem. Doświadczyłam podczas niej całego wachlarza emocji – od smutku, wzruszenia, po ogromną radość. Chciałabym część tych emocji przekazać Wam, dzięki którym ta wyprawa była możliwa i dzięki którym miała ona sens. Dzięki hojnym wpłatom na Dzieci Mgolole mogliśmy realnie komuś pomóc, czego rezultaty widziałam własnymi oczami. 9m9Moje miejsce w Tanzanii – odmieniony dom dziecka w Mgolole oraz Wy, którzy zaufaliście mi i swoimi wpłatami oraz dobrymi radami, pomagaliście ratować to miejsce, pokazaliście mi, że razem możemy wszystko zmienić.

Jeśli ktoś mi mówi, że nie zmienimy całego świata, odpowiadam, że właśnie to zrobimy!


W 9.MISJONERZE /luty 2017 r./ wzięli udział także Teresa Stachowicz, Robert Noga i Kroko Jones. Projekt „Dzieci Mgolole” realizowany jest we współpracy z o. Williamem Walter Mayanda Mkalula natomiast działania na rzecz masajskiej społeczności we współpracy ze Stowarzyszeniem TO HELP AFRICA.
Dziękujemy wszystkim duchowym podróżnikom, którzy wsparli tegoroczną wyprawę. Dzięki Wam dzieci z sierocińca doświadczyły niezwykłych przeżyć m.in. podczas całodniowej wycieczki do Parku Narodowego Mikumi.

Mamy nadzieje, że pocztówka od tanzańskich dzieci sprawiła Wam dużo radości :-)  (jeśli jeszcze do Was nie dotarła to jej wyczekujcie)

9m1