Ach, cóż to była za akcja!

ach1

W Bouar, w Republice Środkowoafrykańskiej, znajduje się Centrum Kulturalne św. Kizito dla dziewcząt, które pod okiem polskiej misjonarki s. Renaty Grzegorczyk ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza uczą się samodzielności i  zdobywają zawód, który pomoże im w dorosłym życiu. 

Pewnego dnia na portalu społecznościowym natrafiłem na relację fotograficzną misjonarki z ukończenia kursu przez najstarsze uczennice. Na twarzach dziewcząt widoczne były łzy szczęścia oraz wielka radość. Fotografie były naładowane pozytywnymi emocjami, które natychmiast przeniosły się również na mnie. Natychmiast postanowiłem coś dla tych dziewcząt zrobić!

Szybko zrodził się w mojej głowie pomysł zbiórki materiałów krawieckich takich jak nici, włóczki, wełna itp. Akcja rozpoczęła się w pierwszych dniach lipca i trwała do 10 sierpnia. Polegała na zbiórce darów od ludności z mojej rodzimej parafii Kamionna. Miejscowy proboszcz ks. Marian Dobrowolski pomógł mi w propagowaniu akcji, a także udostępnił miejsce na terenie kościoła na składanie darów. Natomiast w zamian podjąłem się prac przy odnawianiu parkanu przy osiedlowej kaplicy. W okolicy rozmieściłem ulotki ogłoszeniowe przygotowane wcześniej z pomocą naszych wspaniałych koleżanek z biura fundacji – Kasi Trybockiej i Dżesiki Haręzgi.

Tymczasem zbiórka trwała. Początki jak łatwo można odgadnąć były skromne. W kolejnych dniach nastąpił jednak progres i odzew ludności parafii przekroczył moje oczekiwania. Dzięki rozpropagowaniu akcji przez moich najbliższych znajomych, których poprosiłem o pomoc i zaopatrzyłem w ulotki informacyjne, efekt był jeszcze większy.

Gdy 10 sierpnia nastąpił oficjalny koniec zbiórki, okazało się, że trzeba przygotować specjalne miejsce na zebrane dary w naszym domowym garażu. Przyszedł czas na segregację i pakowanie. Liczba darów była pokaźna. Z pomocą przyszła mi sympatyzująca z fundacją wspaniała koleżanka Beata Gołębiowska - od lat wspiera misje w Kamerunie i program „Adopcji Serca”. To prawdziwy „cichy bohater” wspierający wiele akcji. Praca poszła sprawnie i szybko, a w następnych dniach ogromny wkład dołożył również małżonek pani Beaty – Zbigniew.

Kurier przybył po gotowe paczki 12 września. Choć był to dzień deszczowy to jednak radość w moim sercu rozjaśniła go całkowicie. Na podwórku stał stos spakowanych darów, które wkrótce opuszczą Polskę i rozpoczną swą długą wędrówkę do jednego z najbiedniejszych krajów świata, by sprawiać radość i nieść pożytek podopiecznym ośrodka w Bouar.

Warto było zadać sobie trud i zorganizować tę akcję. Wspominam wiele szczęśliwych twarzy – kobiet, dziewcząt i starszych pań, które z entuzjazmem darowały „cząstki swego krawieckiego świata”. Były szczęśliwe, iż ktoś jeszcze nauczy się tej, jakże zacnej, profesji.

Pragnę jeszcze złożyć ogromne podziękowania dla wszystkich Darczyńców oraz dla Zarządu Fundacji Dzieci Afryki, bez którego naturalnie ta akcja nie mogłaby się urzeczywistnić.

Sławomir Jasiński

takie m.in. cuda wykonują dziewczęta z Bouar:

ach3ach2

możesz pomóc:
SA3