Czarna Afryka z listy marzeń

lista marzen1

„Są różne kontynenty, co wiedzą podróżnicy, lecz ten jest najciekawszy – tam żyją ludzie dzicy. Są czarni jak fortepian i zawsze uśmiechnięci. Wśród nich rozpocznę życie, już mnie ten pomysł kręci! Afryka, Afryka jest czarna i dzika, nie musisz mieć auta, komórki i budzika…”

Ta dziecięca piosenka w wykonaniu formacji Tridulki została mi pokazana przez przyjaciół, jak tylko usłyszeli, że jednak skończyło się moje gadanie i jadę do Afryki. Kilka słów zebranych w piosenkę dla dzieci, a jak wiele stereotypów w niej przekazanych. Przed wyjazdem wielokrotnie pytano mnie, czy oby na pewno chce jechać, czy poradzę sobie z tą jakże przytłaczającą biedą, głodem, brudem, chorobami, gorącem, lokalnymi zamieszkami. Przecież jest tyle innych miejsc do których mogłabyś jechać, słyszałam dookoła… A mi Afryka, ta czarna Afryka od dawna chodziła po głowie – była na liście marzeń do spełnienia, tyle że przecież marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia!

lista marzen2Dlatego też pewnego dnia postanowiłam spełnić swoje marzenie i wyruszyć na czarny ląd, aby samej się  przekonać jak to z tą Afryką jest w rzeczywistości. Na początku listopada zeszłego roku wsiadłam w samolot i rozpoczęłam swoją wielką podróż. Celem była wioska Amhara i Bodo w regionie Gamo Gofa w Etiopii – tam Fundacja Dzieci Afryki od kilku lat wspiera uczniów lokalnej szkoły podstawowej. Z dziećmi miałam spędzić półtora miesiąca, ucząc ich angielskiego.

Po wyjściu z samolotu na lotnisku w Arba Minch,  z dwoma wielkimi torbami, zapakowano mnie do niewielkiego tutejszego tuk – tuka i się zaczęło… Dookoła przepiękne widoki, zieleń bardziej zielona od naszej, po piaszczystych drogach beztrosko chodzący ludzie. Wszyscy ubrani w kolorowe ubrania, uśmiechnięci, nigdzie się nie śpieszący. Brak wieżowców, w zamian za to rozlatujące się stragany, zamiast wszechobecnych u nas supermarketów, ludzie sprzedający świeże owoce przy ulicy. Pomimo wielu moich wcześniejszych podróży, w przeróżne zakątki świata poczułam się wyjątkowo inaczej, uśmiech na  twarzy tak jakby się przykleił, a oczy śmiały się same do siebie. Już od pierwszych chwil wiedziałam, że w tym miejscu poczuję się dobrze. I tak też się stało. Nasz fundacyjny partner – Tsehai Bogale zawiózł mnie do wioski Amhara i Bodo, która znajduje się na wysokości prawie 2500 m n.p.m. Ze wzgórza  rozpościera się widok na miasteczko Arba Minch i jeziora Abaya i Chamo połączone tzw. „Mostem Boga”, za jeziorami zaś widać park narodowy Nechisar National Park, a za nim góry. Widok, który jest magiczny i nigdy się nie nudzi.

lista marzen5Ale Afryka to dla mnie nie tylko widoki (pomimo tego, że zapierają dech w piersiach) – to dla mnie przede wszystkim ludzie. Ludzie, którzy pomimo tego, że mają tak niewiele, wszystkim się dzielą, pomagają sobie. Ludzie, którzy są kolorowi i uśmiechnięci. To dzieci, które pomimo tego, że chodzą w brudnych, podartych ubraniach, mają gluta po pas, strasznie kaszlą, nie mają miliona zabawek ale.. są szczęśliwe. Na buziach dzieci praktycznie cały czas gości uśmiech, zaś umiejętność troszczenia się o siebie nawzajem jest godna podziwu.

Afryka to dla mnie niesamowicie silna więź rodzinna – odpowiedzialność za rodzinę wpajana od najmłodszych lat, to kolorowe targi tętniące życiem i zapchane minibusy, które teoretycznie mają miejsce na zabranie 12 pasażerów, a zabierają 23 i pół (taki był mój osobisty rekord jeśli chodzi o lokalny transport). To niesamowita różnorodność, kontrast, a do tego techniczna prowizoryczna kreatywność – tam wszystko naprawia się za pomocą młotka. Żeby pokochać Afrykę, trzeba ją poczuć. Nie poczujesz Afryki na dwu tygodniowym safari, mieszkając w hotelach czy turystycznych lodgach.

Afryka to czas spędzony z lokalnymi ludźmi, to kawa na którą zaprasza cię nieznajomy do swojego domu, to rozmowy łamanym angielskim, ale najczęściej na migi, to radość lokalnych, kiedy próbujesz powiedzieć kilka słów w ich języku. Ale zapominamy, że Afryka to nie jest jedno wielkie państwo. Afryka to 54 afrykańskie państwa, zupełnie od siebie różne. Mówiąc o Afryce jako całości to tak jakby mówić o Polsce porównując ją do Rosji, bo przecież leży niedaleko nas i częściowo w Europie. Afryka – Etiopia, tak mnie pochłonęła, że mój pobyt na czarnym lądzie zupełnie spontanicznie przedłużył się o kolejne półtora miesiąca. Już byłam praktycznie spakowana, pożegnałam się ze swoimi dziećmi, w sobotę miałam wsiąść w samolot powrotny do domu, kiedy w piątek podjęłam decyzję, że zostaję dłużej i ruszam dalej w głąb czarnego lądu.

lista marzen6I tak poza Etiopią udało mi się odwiedzić Kenię, Tanzanię i Malawi. Każdy z tych krajów jest zupełnie inny. To co jednak pozostaje wspólne to radość cieszenia się tym co tu i teraz, brak ciągłego wyścigu szczurów, to czas na spokojne pogawędki przy kawie z najbliższymi, czy też znajomi, to wszędzie brzmiące „pole, pole, hakuna matata” – „spokojnie spokojnie, nie ma problemu”. I kiedy wpadasz do takiego kraju na swój krótki dwutygodniowy urlop, oderwany prosto od komputera, w myślach mając jeszcze to czego nie udało Ci się w pracy skończyć, zerkając cały czas na kalendarz, żeby nie umknął ci jakiś termin – to do szału będzie doprowadzać cię ciągle spóźniający się autobus, czekanie na jedzenie, pomylone zamówienia, 15 minut – które okazuje się trwać półtorej godziny, brak bieżącej wody, nie wspominając o ciepłej, a do tego lasy wyciągniętych rąk krzyczących „give, give”. Ale jeśli wyłączyć swoje „europejskie” myślenie, dasz ponieść się panującej beztrosce, empatii, zarazisz się afrykańskim uśmiechem to tak jak ja nie będziesz mógł się doczekać żeby tam wrócić.

Sylwia Kilińska

lista marzen7