Częstochowskie świętowanie

czestochowskie1

18 czerwca Anno Domini 2016 w grodzie u stóp Jasnogórskiej Królowej i Pani od samego rana przy ul. Mąkoszy 1, w Domu Rekolekcyjnym św. Kaspra, ruch panował okrutny. Ze wszech stron świata oraz kraju nad Wisłą ciągnęli utrudzeni wędrowcy, by spotkać podobnych sobie miłośników i zapaleńców chętnych nieść pomoc i wsparcie maluczkim tego padołu. To nic, że dzieliły ich nieraz setki i tysiące kilometrów, bo tego dnia chcieli być razem, już po raz siódmy, by złożyć Swej Pani pokłon i uwielbienie oraz powierzyć jej problemy swoje i świata.

Przed siedmioma laty Ci najmniejsi i najbiedniejsi z Czarnego Lądu spotkali dwóch rycerzy o jasnych i zatroskanych licach. Od tego dnia już nie byli sami. Rycerzom w kolejnych latach przybywało giermków chętnych do pomocy, ale i maluczkich nie ubywało, a wręcz w ogromnym tempie pojawiali się kolejni, zaglądając w oczy i poruszając bijące serce szlachetnych mężów.

Tego dnia  po radosnych i gorących powitaniach przybyłych zacnych gości, co się i barwą skóry różnili, a serca w nich biły te same;
s. Lucy Mazurkiewicz – marylkę z Namibii, s. Assuntę Słysz i s. Maksymillę Igras – michalitki z Kamerunu, s. Renię Grzegorczyk – pasterzankę z Republiki Środkowoafrykańskiej oraz Tsehaia Bogale – partnera z Etiopii czekały nie lada atrakcje.

Rycerze Robert Noga i Paweł Werakso zdawali szczegółową relację z potyczek ze złem i nędzą tego padołu w ubiegłym Roku Pańskim 2015. Przedstawiali osiągnięcia własne i rzeszy giermków niosących  pomoc na miarę możliwości z całego kraju, a często i świata.

czestochowskie3W szczególności zaś  medycy; doktorowie Iwona Filipecka, Anna Chałupczak-Winiarska, Konrad Rylski oraz Dariusz Tuleja co się na oczach, zębach i skórze znają, gdy zaczęli swoje opowieści wzbudzali gromkie brawa i podziw. A publika nie miała dosyć.

Po sutym posiłku, co siły do życia przywrócił wędrowcom, na placu boju powitano, nie co dzień spotykaną, Rodzinę Łopacińskich z grodu toruńskiego, co to nie bacząc na działania w świecie zabrała swe dziateczki i wyruszyła w drogę daleką acz trudną i niebezpieczeństw pełną, a podziwu i zazdrości godną. Wysłuchali giermkowie i mieszczki, rozdziawiając dzioby i ukazując dziąsła historii ciekawych i czasami groźnych. Niektórzy obecni zamarzyli, by przygodę oną móc przeżyć.

Gdy wędrowcom sił do opowieści brakło na białym ekranie zabłysło, zahuczało i się ukazały Kroko Jonesa przygody. Świat odległy daleki, a w nim dziwy i czary,  buzie ciemniejsze i inne od znanych, a oczęta radosne mimo losu ciężkiego, które co dzień dotykają oblicza ciemnego.

Trudy życia i znoje każdy poczuł w sercu swoim i drgnęło do walki i nadzieję daje, że walka ze złem świata nigdy nie ustaje. Dobre czyny i myśli ze wszech stron popłyną, by odmienić złe losy tych co w tych dalekich stronach z głodu i od chorób giną. Misjonerą zwana – wyprawa coroczna – otwarła nam serca. Oczy przemokły. Serca chcą dawać od dziś tylko dobro.

Gdy przebrzmiały dźwięki ostatniej piosenki, posileni woje wyruszyli w drogę, by u stóp Swej Pani, co do Serca Swego przytula każdego, zostawić modlitwę. Zawierzyć sprawy co dręczą i smucą, ale też radości i dziękczynne pieśni, by czuwała ciągle i łask udzielała, by w tej dalszej drodze zapału nie brakło, aby tym maluczkim z Afryki zajaśniało światło miłości i łaski.

Po dniu pełnym wrażeń co w nockę się zmienił ucztowano jeszcze i każdy się dzielił swą wiedzą, przeżyciem i swym doświadczeniem, serca jednoczyło radosne wspomnienie.

Po tym świętowaniu już było wiadomo, że dnia następnego nikogo nie braknie przy misyjnym debatowaniu.

czestochowskie2

wrażenia z pierwszego dnia świętowania spisała i wszystkim je opowiedziała
Sylwia Słomczewska