Czy można zostać Misjonarzem nie wychodząc z domu?

echo1

Pragnienie czynienia dobra, dzielenia się z innymi jest powołaniem chrześcijanina. W tym sensie wszyscy jesteśmy misjonarzami, bo wszyscy jesteśmy powołani, by nieść pomoc w najdalsze zakątki świata. Co więcej, możemy być prawdziwymi misjonarzami nie ruszając się z domu. Możemy, jednak czy warto pomagać innym, obcym, dalekim, których prawie nie znamy?

Suzan, Owen, Jackob, Katrin i wiele innych imion. Pod każdym z nich kryje się dziecko. Za każdym dzieckiem podąża jego historia. Nierzadko pełna bólu. Taka jak ta, posłuchaj:

„Mam na imię Suzan. Jeden chłopiec próbował uciec, ale został złapany. Związali mu nadgarstki, potem kazali nam go zabić kijem. Zrobiło mi się słabo. Znałam tego chłopaka, bo byliśmy z tej samej wioski. Nie chciałam go zabijać i próbowałam stawić opór, ale oni powiedzieli mi, że zabiją i mnie. Wymierzyli we mnie pistolet i nie miałam wyboru. (…) Śni mi się jeszcze ten chłopak z mojej wioski, którego ja sama zabiłam…”

Relacje byłych dzieci-żołnierzy pełne są dramatyzmu, nikogo nie trzeba przekonywać, że warto było pomóc Suzan, choć trudne wspomnienia pewnie nigdy jej nie opuszczą. A niepełnosprawny Owen? Pamiętasz jego opowieść?

echo2„Moim największym marzeniem jest to, by móc kiedyś razem z nią (siostrą) pójść do szkoły. Mieć kolegów, koleżanki, móc się z nimi bawić, grać w piłkę i robić to wszystko, co oni… Niestety nie umiem chodzić… Nie umiem też mówić, choć wszystko doskonale rozumiem, co inni mówią do mnie. Mama powiada, że to choroba i że wcale nie jestem gorszy od innych dzieci, a w oczach Pana Boga jestem piękny. Jeżeli to choroba, to przecież kiedyś muszę wyzdrowieć, lecz ja wciąż nie czuję się lepiej.”

Czy taką przyszłość zapewniłbyś własnemu dziecku? Z pewnością warto pomóc Owenowi. W jego rodzinnych stronach powstała szkoła, wybudowano studnię. Wraz z misjonarzami dotarły leki, żywność, szansa na edukację. A Jackob? O czym marzy Jackob?

„W mojej rodzinnej wiosce, w południowym Sudanie, walki toczyły się właściwie wszędzie. Nie było szkoły i cały czas spędzałem na zajmowaniu się zwierzętami i zabawie. Przez długi czas marzyłem o ucieczce do miejsca, gdzie nie ma wojny, gdzie mógłbym chodzić do szkoły, gdzie byłoby jedzenie. (…) Trzy godziny później dotarliśmy do obozu. Jest w nim wielu takich ludzi jak ja, z Sudanu. To miejsce, o którym marzyłem. Teraz znowu chodzę do szkoły. W obozie jest jedzenie i lekarstwa. Dźwięk samolotów nie budzi już mojego przerażenia, bo wiem, że na ich pokładach jest żywność, a nie bomby. Ale kiedy słyszę samoloty, pamiętam o moim ojcu i braciach, którzy zostali w mojej wiosce i robi mi się smutno. Myślę, że tego dnia, kiedy uciekłem, oni mogli pomyśleć, że ich nie kocham. Chciałbym wrócić do domu”.

W wojnach, które toczą się w Sudanie cierpią dzieci. Wojny kiedyś się kończą. Jackob jest już bezpieczny, może kiedyś wróci do domu…

echo3Jest jeszcze historia Katrin. Historia tragiczna. Katrin nie udało się nam pomóc, choroba głodowa zbyt mocno wycieńczyła organizm. Mimo to wspólnie podjęliśmy trud ratowania Katrin. Środki zebrane na ratowanie życia dziewczynce pomogły innym dzieciom. Pomagamy, bo warto.

Są także inne historie i jest ich wiele. Piszą dzieci objęte fundacyjnymi programami „Adopcji Serca”, młodzież z programu „Bilet do Świata”. Są wdzięczni swoim opiekunom, dzięki dobrodziejom z odległej Polski nie borykają się z problemem głodu, braku lekarstw, dzięki nim mogą ukończyć szkołę, studia, zdobyć zawód.

„Jestem ogromnie wdzięczna osobom, które wspierają moją edukację, za to kim staję się dzięki szansie jaką mi podarowali” pisze do Fundacji Dzieci Afryki Mabel Boateng z Ghany.

Piszą też Misjonarze listy pełne wyrazów wdzięczności. Dzięki naszemu wsparciu mają czym nakarmić puste brzuszki niemowląt, cierpiących z niedożywienia, zapewnić leki chorym, rehabilitację niepełnosprawnym, pomoc starcom. Są na miejscu, to przez nich Twoja pomoc dociera do potrzebujących.

echo4„Z Bożą pomocą mamy 220 uczniów. Otworzyliśmy dodatkową klasę CM1, aby dzieci mogły się lepiej przygotować do egzaminów kończących edukację na poziomie podstawowym. Od stycznia wznowimy działalność „zerówki”. Piec do chleba, który w ubiegłym roku wybudowali uczniowie najstarszej klasy, przetrwał porę deszczową i wizytę rebeliantów i każdego dnia wychodzi z niego 250 smakowitych bułeczek, a w czwartki nawet ponad 300, którymi uczniowie podczas przerwy wzmacniają swoje siły. Przecież najlepszym lekarstwem na bolącą głowę, czy brzuch jest smakowita, pachnąca, jeszcze lekko ciepła bułeczka ze szkolnego pieca. Najmłodsi uczniowie, gdy pierwszy raz spróbowali szkolnego wypieku, mówili jeden do drugiego: mapa so a yeke a hon ti mapa ti marcher; Chlebek ten jest wiele lepszy niż ten z targu.” – tak relacjonuje Gosia Kiedrowska, misjonarka z Republiki Środkowoafrykańskiej.

Stanąć przy boku misjonarza nie wychodząc z domu to dać mu do ręki worek ryżu, pieniądze na lekarstwa, dać mu do ręki przybory szkolne. On w Twoim imieniu zaniesie pomoc potrzebującym, podzieli się tym, on zrobi z tego wielką rzecz. Mieszkańcy Afryki wyrażają swoją radość i wdzięczność za okazaną pomoc bardzo spontanicznie – tańcem, śpiewem, uśmiechem. Dla nas wielką radością jest to, że możemy czuć się potrzebni. I pomagamy z misją! A Ty, czy chcesz zostać misjonarzem?

zdj.1Nie bądź obojętny!
Podziel się 1 procentem podatku z ubogimi mieszkańcami Afryki

W imieniu najbiedniejszych tego świata – Dziękujemy!

Elżbieta Wolska
przedruk z ECHO Łomianek i Bielan
nr 6 (310) z dn. 9 kwietnia 2018 r.

 


 

Opracowano na podstawie zasobów Fundacji Dzieci Afryki (relacja Suzan, Owena, list Mabel, relacja s. G. Kiedrowskiej), materiałów edukacyjnych www.wioskiswiata.org (historia Jackoba) oraz wywiadu z T. Stachowicz
i ks. Z. Sobolewskim (https://www.facebook.com/ziemianiebotvp/videos/2072855102956053/).