Dwa sposoby na koronawirusa

dwa350Rwanda i Tanzania dwa graniczące ze sobą państwa wschodniej Afryki. W obu Fundacja Dzieci Afryki, we współpracy z partnerami, stara się pomagać ubogim. Jakże inne to kraje. I nie wielkość zajmowanego obszaru czy liczba mieszkańców różnią je dziś najbardziej.

Państwa te w całkowicie, biegunowo wręcz, odmienny sposób potraktowały groźbę przerodzenia się epidemii koronawirusa w pandemię.

Rząd Rwandy podszedł do problemu bardziej niż poważnie. Wprowadzono 45-dniową pełną blokadę kraju, podczas której zamknięte były szkoły, małe i średnie biznesy, zakłady usługowe i oczywiście granice – także te pomiędzy regionami kraju. Działało tylko to, co niezbędne, nazywane przez rząd „strategicznym”. Ograniczono także możliwość przemiedwa1szczania się, a noszenie masek stało się obligatoryjne. Przede wszystkim obowiązywał ścisły, surowo egzekwowany przez służby porządkowe nakaz dystansowania się społecznego. Media na bieżąco informowały o zmianach sytuacji epidemiologicznej i edukowały Rwandyjczyków – co powinni robić, a czego pod żadnym pozorem nie. Ci zaś, mimo że odczuwali na własnej skórze i we własnych pustych żołądkach skutki wprowadzenia tak restrykcyjnych środków, zrozumieli, że to nie przelewki. W większym lub mniejszym stopniu. I zastosowali się do nich. Dobrowolnie lub niekoniecznie.

Teraz, półtora miesiąca później, wobec coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej (powodującej szybkie zwiększanie się obszarów biedy, w tym skrajnej) z jednej strony i nie tak bardzo alarmujących statystyk nowych zakażeń – z drugiej, zdecydowano się na stopniowe luzowanie przepisów.

Co obecnie jest dozwolone, co nadal zakazane, jakie są plany wychodzenia z blokady i jak w tym wszystkim znajdują się ludzie? Mamy na ten temat informacje z pierwszej ręki.dwa2 Skontaktowaliśmy się bowiem z Samuelem Uwiragiye, młodym prawnikiem, któremu Fundacja Dzieci Afryki pomogła sfinansować studnia.

Oto jego relacja:

Zarówno publicznym jak i prywatnym firmom zezwolono na wznowienie działalności. W okrojonym zakresie i z minimalną liczbą pracowników. Otworzono bazary. Nie całe, nie dla wszystkich, nie na raz –  limitami objęto i sprzedających, i kupujących. Wreszcie można uprawiać sport! Stadiony i hale pozostaną zamknięte, więc tylko na świeżym powietrzu, w otwartych przestrzeniach. Dobre i to. Przywrócono także prywatny i publiczny transport. By z niego skorzystać, należy mieć na twarzy maskę i nie zbliżać się do współpasażerów. Dotyczy to jednak wyłącznie przemieszczania się w obrębie poszczególnych regionów. Ich granic nadal przekraczać nie można. Szkoły zaś będą zamknięte do września, a miejsca kultu do odwołania. Będziemy też musieli poczekać na otwarcie granic kraju. Na razie wpuszczani będą powracający z zagranicy Rwandyjczycy. Czeka ich 14-dniowa kwarantanna. A nas wszystkich: godzina policyjna od 20 do 5. Nie wolno poza domem, na ulicy przebywać bez sensownej przyczyny. Skutek może być przykry. Konsekwencje tak ścisłej blokady są oczywiście odczuwalne. Im mniej ktoś ma, tym mocniej odczuwa. A najbiedniejszych przybywa. Liczę jednak na to, że stan ten nie potrwa już długo. Że rząd wywiąże się z obietnicy przeprowadzania coraz większej liczby testów i dzięki temu szybko wrócimy do naszej przed COVID-owej codzienności…

Jak widać rwandyjskie władze postawiły rozprawić się z epidemią za pomocą systemu opartego na nakazach i zakazach, bezwzględnego zarówno dla wirusa, jak i (nierzadko) dla mieszkańców. Opartym natomiast na rozumie i dostępnej aktualnie wiedzy.

Na czym opierali się rządzący w sąsiedniej Tanzanii? Co nimi kieruje? Być może wiara, że epidemię najskuteczniej zwalczy… Wiara. A może mają inne kalkulacje.

„Jest to czas modlitwy do Boga, a nie uzależnienia się od noszenia masek na twarzy. Nie przestawajcie chodzić do kościołów i meczetów! Jestem pewien, że jest to, jak wiatr – powieje chwilę i przeminie” – to słowa prezydenta kraju Johna Magufuli.

dwa4OK, modlitwa na pewno nie zaszkodzi, często pomaga. Psychicznie też. Wiara przez duże W, ta w Boga, nie powinna się jednak kłócić z wiarą w pozytywne efekty działania opartego na zdrowym rozsądku i wiedzy. Z wiedzą władze Tanzanii też bowiem postanowiły zawalczyć. Wielu dziennikarzy straciło prawo wykonywania zawodu. Ich bardzo wielką winą było rzetelne informowanie społeczeństwa o koronawirusie, o tym, w jaki sposób się rozprzestrzenia i jak można uniknąć zakażenia.

„Podajmy ludziom fakty. Przestańmy wywoływać panikę” – wzywał pan prezydent.

Zapłacili za to nie tylko dziennikarze. Kolejnym krokiem walki z rozumem było zakwestionowanie wiarygodności testów na obecność koronawirusa. Prezydent polecił służbom bezpieczeństwa sprawdzenie ich przydatności. „Weryfikacja” polegała na tym, że pobrane do zbadania próbki pochodziły nie tylko od ludzi, ale też m.in. kozy, owcy i owocu papai, zaś pracownicy laboratorium nic o tym nie wiedzieli – każdej z nich, dla zmyłki, przypisano imię i nazwisko. Wyniki były pozytywne: i koza i papaja okazały się chore. Prezydent zaś mógł triumfalnie ogłosić, że skoro tak, to i ludzie zdiagnozowani jako zakażeni, są najpewniej zdrowi i w ogóle to nie ma się czego bać.

Trudno powiedzieć w co grają władze Tanzanii, o co im chodzi, po co i dlaczego? Możemy mieć tylko nadzieję, że społeczeństwo nie będzie w ten sposób nabierać odporności populacyjnej. Tanzania to nie Szwecja – jej służba zdrowia raczej nie jest na to przygotowana.

Tomasz Piontek

dwa3koronawirus w Afryce – raport (codzienna aktualizacja)

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.