Dziewczęta z Bouar

dziewczeta350Bouar jest miastem wojewódzkim, leży na zachodzie Republiki Środkowoafrykańskiej w regionie graniczącym z Kamerunem, ma około 40 tysięcy mieszkańców. W mieście funkcjonuje Centrum Świętego Kizito dla dziewcząt, którego działalność wspiera Fundacja Dzieci Afryki.
 
Zosia Zaremba i Ela Ciesielska – wolontariuszki fundacji i opiekunki programu „Bilet do Świata dla dziewcząt w Bouar” przeprowadziły interesujący wywiad z s. Renatą Paluch – misjonarką ze Zgromadzenia Sióstr Pasterzanek, pełniącą posługę w żeńskiej szkole zawodowej.
 …
Jak wygląda życie codzienne mieszkańców? Czy są tu wyczuwalne niepokoje społeczne, wzajemną wrogość grup etnicznych, religijnych w związku z wojną w 2013 roku?
… 
Wojna w 2013 została przedstawiona w mediach jako wojna religijna, jednak według mnie, w życiu codziennym mieszkańców tych napięć nie było wtedy widać, również teraz tego nie zauważam. Wprawdzie był pewien moment kryzysu, ale nie mam poczucia, że wciąż on wpływa na relacje między grupami wyznaniowymi. Miasto jest rozległe, ale poziom życia nie jest wysoki, wiele ludzi mieszka w lepiankach. Prąd jest tylko w stolicy kraju i to tylko przez kilka godzin. W Bouar prądu nie ma, korzystamy z agregatów a mieszkańcy głównie z solarów, więc mogą używać telefonów, latarek. Woda jest dostępna właściwie tylko z rzeki. Jeśli chodzi o dostępność miejsc, gdzie można by wartościowo spędzić czas, rozrywki, to nie bardzo można je znaleźć w mieście i okolicy, a jeśli już, to na wątpliwym poziomie. Istnieją kina, ale puszczają tam albo filmy pornograficzne, albo z przemocą. Nie ma świetlic, domów kultury, lukę tę nieco wypełniają grupy organizowane przy wspólnotach religijnych, kościołach. Prowadzący organizują dzieciom i młodym czas, np. uczą ich piosenek, tańców, a przy okazji przemycają im wiedzę o prawach dziecka. Jednak ze strony państwa, jedyną ofertą jest edukacja szkolna.
… 
Poprosimy siostrę o krótkie przedstawienie się. W jakich okolicznościach zdecydowała się siostra na misyjną pracę w szkole dla dziewcząt w odległym Bouar?
… 
Pomysł wyjazdu na misję pojawił się w dość nietypowy sposób. Kiedy studiowałam chemię, na drugim lub trzecim roku opuściłam wykład z fizyki i przechodziłam obok lubelskiego kościoła akademickiego. Zdecydowałam się posłuchać fragmentu mszy św: „Ruch po okręgu, dwie siły, odśrodkowa i dośrodkowa”. Uciekłam z wykładu z fizyki, a tu też jakaś fizyka! Misjonarz z Irlandii chciał przez to przekazać, że w polskim Kościele jest wyraźna siła dośrodkowa, dużo ludzi się modli, a wspólnota katolicka jest mocna. Jednak na zewnątrz nie głosimy naszej wiary, jest niewielu polskich misjonarzy. To spowodowało że zaczęłam myśleć o otwarciu się na misję i okazało się, że nie jestem jedyna. Wkrótce na kapitule zgromadzenia sióstr podjęto decyzję, że można by spróbować zorganizować misję. Przez kilka miesięcy uczestniczyłam w kursach przygotowawczych i języka francuskiego, m.in. w centrum misyjnym, jednak wciąż nie znałam dokładnego kierunku mojej przyszłej misji. Obecny biskup, wtedy jeszcze ksiądz Mirek, pojawił się w Bouar w trakcie swojego urlopu i zauważył, że w tamtejszej diecezji potrzeba sióstr. A skoro my akurat się przygotowywałyśmy, otrzymałyśmy zaproszenie. Przed nami w szkole działały siostry oblatki z Francji, a my przyjechałyśmy na ich miejsce. Przy pomocy języka francuskiego musiałyśmy opanować miejscowy, najpopularniejszy język sango.
… 
Ile czasu istnieje szkoła, z czyjej inicjatywy została wybudowana?
Szkoła istnieje od 2000 roku, jest to szkoła diecezjalna. Na samym początku uczyło się w niej tylko kilkanaście dziewczyn, skupiano się na szyciu ręcznym, wyszywaniu i przygotowaniach do roli matki i żony. Obecnie zajęć jest znacznie więcej, a dziewczyny uczą się już szycia na maszynie. Od początku dyrektorką szkoły jest pani Beatrice, Środkowoafrykanka, która ma całkiem dobre przygotowanie do prowadzenia placówki. Jest ona stale obecna w szkole, dobrze zna uczennice i wiele problemów rozwiązuje samodzielnie.
Siostra nie jest na miejscu cały czas i wymienia się z inną siostrą raz na kilka miesięcy?
Tak wyszło, że wymieniamy się mniej więcej po roku, niektóre siostry przechodzą do innych placówek. Każda z nas uczy nieco innych rzeczy, druga siostra Renata dobrze szyje, więc uczyła dziewczyn wyszywania, pokazała im coś nowego. Ja z kolei prowadzę kurs biblijny, przygotowanie do życia w rodzinie
Z jakich osób składa się grono pedagogiczne?
Dyrektorką jest pani Beatrice, w szkole uczą miejscowi nauczyciele i my, siostry. Są nauczycielki od wyszywania ręcznego, jest pan nauczyciel od szycia na maszynie, nauczycielki od alfabetyzacji, francuskiego i ksiądz diakon, który prowadzi zajęcia biblijne. Ja niekiedy muszę przypilnować nauczycieli, w tym jak oni uczą, czuwać nad nimi.
A czy nauczyciele chętnie przyjmują porady?
Akceptują porady, jednak z początku ciężko było zachęcić ich do wysuwania własnych pomysłów, propozycji. Tu niestety mają przekonanie, że jeśli siostra doradza, to należy jej tylko słuchać, bo skoro jest biała, to mądrzejsza. Swoje zrobiły lata kolonializmu. Jednak po jakimś czasie już nieco lepiej się znamy, więc bardziej się otwierają. Dobrze sobie radzą też jeśli da im się konkretny obszar, o który mają zadbać, wtedy starają się wywiązać z zadania. Nie powinno się ich jednak poganiać, co zauważyłam na naszych zebraniach rady pedagogicznej. Te zebrania odbywają się raz na trzy miesiące, omawiamy na nich postępy każdej z dziewczyn. Trzeba im dać czas, żeby mogli się oswoić i sobie przegadać temat, ktoś się wypowie, ktoś doda coś swojego, mimo że dla mnie już dawno jest jasne która dziewczyna z czym ma problem. Łatwiej też jest im się wypowiadać w języku sango, a kiedy rady odbywały się po francusku, niektórych nauczycieli to hamowało w wypowiedzi, bo nie do końca swobodnie umieją go używać. W rozmowach trzeba też mieć nieco delikatności, bo jeśli czują się niepewnie, to na pytanie albo nie odpowiedzą, albo odpowiedzą to co chcesz usłyszeć.
W jakim języku uczy się w szkole?
Zarówno my, siostry, jak i reszta kadry nauczycielskiej, porozumiewa się z uczennicami w sango, języku miejscowym. Jednak z językiem tym jest tak, że kiedy pojedzie się na wieś, to czysty sango nie jest używany, spotykamy się z ogromną liczbą narzeczy i dialektów sango. W kraju obowiązuje też język francuski, który jest nauczany w szkole, ale wiele dziewczyn słabo go zna, jako że większość z nich nie ukończyła nawet szkoły podstawowej. Język angielski jest nauczany w szkole jako język obcy.
Według danych UNICEFU z 2017 roku edukacja w Republice Środkowoafrykańskiej jest darmowa, a obowiązek szkolny obejmuje dzieci w wieku 6–14 lat. Wśród mężczyzn w wieku 15–24 lat wskaźnik alfabetyzacji wynosi 72,3%, a wśród kobiet w tym samym przedziale wiekowym 59,1%, czyli widzimy dużą, 12% różnicę w procencie wykształcenia kobiet i mężczyzn. Dlatego też edukacja zawodowa kobiet jest tak ważna dla procesu wyrównywania szans rozwoju społecznego, budowania niezależności kobiet. Czy w szkole uczą się wyłącznie dziewczyny, które ukończyły szkolę podstawową, potrafią czytać i pisać?
Edukacja w szkole podstawowej jest darmowa, ale każdy uczeń, żeby zostać przyjętym do szkoły, musi mieć zakupione zeszyty, mundurek i buty, ubezpieczenie… Te wydatki już przerastają możliwości niektórych rodziców. Poza tym dziewczynki posyła się do szkoły rzadziej niż chłopców, chętniej przyucza się je do prac domowych, taka sytuacja ma miejsce szczególnie na wsi. Z powodu takiej sytuacji społecznej w naszej szkole jedynie około 30% nowych uczennic umie się wykazać umiejętnością czytania i pisania, część ledwo rozpoznaje litery. Dzieci w Europie od małego są zachęcane do próbowania różnych zabaw, poznawania, rysowania kredkami, mają różne zabawki… A w tym regionie dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej. Dzieci mają takie zabawki i rozrywki, jakie same sobie zorganizują. Bardzo długo matki noszą dziecko w chuście na plecach i zabierają je ze sobą na pole. Nie mają w zwyczaju pokazywania dzieciom zabaw, a najwygodniejsze jest dla nich, gdy dziecko śpi. W szkole funkcjonuje żłobek dla dzieci uczennic, gdzie mogą one zostawić swoje maluchy na czas lekcji. Staramy się zachęcić opiekunki w żłobku, żeby podsuwały dzieciom zabawki, próbowały je zainteresować zabawą, zadbały o ich podstawowy rozwój.

Jak wygląda program i jaki jest ogólny cel dydaktyczny szkoły? Jakie kwalifikacje powinna posiadać dziewczyna po jej ukończeniu?

Najważniejszym przedmiotem w szkole jest krawiectwo, oprócz tego nauka gotowania, kurs biblijny, przygotowanie do życia w rodzinie, elementy domowej ekonomii i przedsiębiorczości, nauka o prawach kobiety i człowieka, zajęcia sportowe. Oprócz tego uczennice są podzielone na klasy pod względem znajomości języka francuskiego. Dwie grupy mają zajęcia z francuskiego na mniej i bardziej zaawansowanym poziomie. dziewczeta1Trzecią grupę stanowią dziewczyny, które nie potrafią pisać, dlatego uczestniczą one na zajęcia z alfabetyzacji. Dla niektórych z nich jedną z najważniejszych kwalifikacji po szkole jest umiejętność trzymania ołówka w dłoni i podpisania się. Dla przykładu, przed nauką w szkole wiele tych dziewcząt umie podpisać się na dokumentach za pomocą kółeczka lub krzyżyka, a nieumiejętność napisania własnego imienia jest dla nich zawstydzająca. Dzięki szkole jest też w stanie przeczytać proste napisy w codziennych sytuacjach, np. kierunkowskazy w szpitalu, czy zalecenia lekarskie (np. ile tabletek leku podać dziecku). dziewczeta3Z kolei umiejętności krawieckie dziewczyn po szkole wcale nie są bardzo wysokie. Szkoła wypełnia lukę w podstawowej edukacji, a szycie jest przedmiotem wiodącym, jednak to przedmioty uczące podstawowej zaradności życiowej okazują się być najważniejsze. Dziewczyny dostają na koniec certyfikat ukończenia szkoły, mają jakiś papier potwierdzający edukację. Sam fakt chodzenia do szkoły, noszenie mundurka podnosi im pewność siebie, daje poczucie dumy i swojego miejsca w świecie. Dziewczyna w tym regionie jest wychowywana do uległości, a w szkole dowiaduje się o swoich prawach, prawie do nietykalności i własnego zdania. Wielu z nich dopiero w szkole otwierają się oczy, pierwszy raz słyszą, że mają jakieś prawa i dowiadują się, gdzie mogą się zgłosić, gdy te prawa są łamane.

Jak wyglądają zajęcia?

Dla niektórych dziewczyn zajęcia z krawiectwa stanowią wyzwanie. Przed uszyciem potrzebne jest zrobienie wykroju materiału, obliczenie potrzebnej długości, co samo w sobie jest dla nich trudne. Na samym początku czasami trzeba wyjaśnić np. czym jest centymetr i z czego wynika różnica między 10 a 20 centymetrami. Kolejny krok stanowi nauczenie obsługi maszyny do szycia, a dopiero później prostego szycia. A ich radość z zajęć zauważyłam na zajęciach biblijnych, kiedy czytaliśmy razem Biblię w języku sango. Są zafascynowane samą książką i tym jak się przewraca strony, niektóre pewnie na zajęciach pierwszy raz mają książkę w ręku. Próbują powoli składać litery w słowa, dziewczyna, która umie czytać, czyta na głos, a reszta śledzi słowa. Później omawiamy to co przeczytaliśmy, czasem muszą coś przepisać z tablicy. Wszystko to jest dla nich nowe i podchodzą do tego z zapałem, są chłonne. Oprócz tego, na niektórych zajęciach, np. z języka francuskiego, najlepiej sprawdza się nauka przez zabawę.

Jak często odbywają się zajęcia?

Lekcje odbywają się 5 razy w tygodniu, 3 bloki po półtorej godziny, a w jedną sobotę w miesiącu jest organizowane dodatkowe spotkanie – formacja i np. wychodzimy wtedy do muzeum.

Ile jest uczennic w całej szkole?

Z pewnością chętnych jest dużo więcej niż miejsc. Miejsc jest 90. Są 3 roczniki po jednej klasie i mniej więcej po 30 osób na jedną klasę, tylko że dziewczyny z różnych roczników są wymieszane na zajęciach z francuskiego. Na zajęciach z szycia to idzie po kolei pierwszy rok, drugi rok, trzeci rok, tu dziewczyny z różnych roczników się nie mieszają. W tym roku zrobiliśmy tak, że mają dwa dni francuskiego lub alfabetyzacji więc wtedy są inaczej podzielone. W trzy pozostałe dni mają krawiectwo.

W jakim wieku dziewczyny zaczynają szkołę?

Najmłodsza ma 13 lat, a najstarsza dwadzieścia parę.

Uczennice pochodzą z miasta Bouar czy z okolic?

Różnie, są dziewczyny, które na przykład dochodzą do szkoły na piechotę. Kilka dziewczyn dochodzi tak około 7 kilometrów w jedną stronę. Niektóre dziewczyny są z małych miejscowości i jeżeli mają dużą odległość, której nie są w stanie przejść pieszo, to wtedy się przenoszą gdzieś na stancje do Bouar i tam mieszkają. Większość z nich jest u rodziny, czasami też im pomagamy w utrzymaniu się, żeby mogły ukończyć szkołę. Ja też wyszukuję takie dziewczyny z małych miejscowości. Jak widzę taką dziewczynę, która nie umie czytać, nie umie pisać, a jeszcze wiem, że jest szansa, że może do tej szkoły pójść, to wtedy proponuję zapisanie się do szkoły i na przykład wtedy opłacam szkołę a rodzina musi już tylko ją utrzymać.

Czy dziewczyny są tylko wyznania katolickiego?

Jest kilka muzułmanek, ale też sporo z kościołów protestanckich. W Republice Środkowoafrykańskiej jest około 60% protestantów.

Czyli dziewczyny o innych wyznaniach nie uczestniczą w lekcjach biblijnych?

Uczestniczą, nawet muzułmanki. Mamy lekcje biblijne, przez dwa lata ja je prowadziłam, potem ksiądz. Zawsze staramy się, żeby te zajęcia były przystępne dla katolików i dla protestantów. Opieramy się na Piśmie Świętym, żeby wszyscy mogli wspólnie uczestniczyć. Zapytałam tych kilku muzułmanek, czy też chcą chodzić na te zajęcia. Mówię im, że “nie musicie na to chodzić, ale jak chcecie to możecie. Przecież Koran i Pismo Święte mają wspólne korzenie.” Opowiedziały że jak najbardziej chcą chodzić, nie ma dla nich problemu, że są to głównie zajęcia dla chrześcijan i też uczestniczą. Są otwarte.

Czy podzieli się siostra jakąś szczególną historią którejś z dziewczyn?

Jest jedna dziewczyna, która skończyła szkołę kilka lat temu i teraz sama w niej uczy podstaw szycia ręcznego, wyszywania. Była też taka dziewczyna, którą do szkoły wysłał tata. Tata był szefem ośrodka zdrowia i razem z całą rodziną bardzo ją wspierał. Dobrze sobie radziła w szkole i widać było, że ma też zdolności do szycia. Ona miała męża, dwójkę dzieci i była w ciąży z trzecim. Wtedy to inne dziewczyny zaproponowały, że w trymestrze, w którym któraś z dziewczyn urodzi, dostanie od pozostałych prezent w postaci drobnych pieniędzy. Ja do prezentu dokładam jakieś ubranka. Sylvia, dziewczyna o której wspomniałam, była w zaawansowanej ciąży i kończył się już trymestr. Zażartowałam sobie: “No Sylvia, kiedy ty w końcu urodzisz? Bo jak nie urodzisz w tym trymestrze to będziesz musiała czekać następne 3 miesiące żeby dostać prezent”. Następnego dnia przychodzę a Sylvii nie ma: “Siostra powiedziała, że ma urodzić, to wróciła do domu i urodziła.” Później jej mama przyszła podziękować, że jej córka może się uczyć w naszej szkole, zarówno jak była w ciąży, jak i po porodzie. Bardzo to sympatyczne, że Sylvię cała rodzina wspierała i po niej też widać było autentyczną radość że może się uczyć.

A są takie historie, że dziewczyny przerywają naukę?
 
Teraz coraz rzadziej, ale zdarza się. Na przykład zmieniają miejsce zamieszkania i już nie ma możliwości żeby kontynuować naukę. Jednak to niekoniecznie od nich zależy. Na przykład mąż dostaje pracę w stolicy i wtedy cała rodzina się przenosi. Często jest też tak, że dziewczyna wychodzi za mąż i mąż nie chce żeby kontynuowała naukę, więc ją przerywa. Czasami dziewczyny się zakochują i szkoła przestaje je interesować. Jednak u nas sytuacja, gdy dziewczyna zajdzie w ciążę lub urodzi, nie jest problemem, bo może kontynuować naukę po porodzie a dziecko zostawiać w szkolnym żłobku. Więc to tylko od nich zależy, czy będą dalej się uczyć. Także to różnie z nimi jest, ale czasami te, które przerwały naukę, wracają. W zeszłym roku była taka dziewczyna u której właśnie pojawił się chłopak i ona przerwała naukę na drugim roku, ale teraz wróciła po pięciu latach. Ma już dwoje dzieci, z którymi została sama, bo chłopak od niej odszedł. Stwierdziła, że skoro została sama w domu z tymi dziećmi to wróci do szkoły, coś przynajmniej będzie robić. I wróciła.
 …
Jakie są relacje pomiędzy uczennicami?
 …
Czasami zdarzają się kłótnie, bywa, że się nawet pobiją i istnieją jakieś grupki, jednak to nic dziwnego w kręgu młodych dziewczyn. Pomijając to, na ogół trzymają się razem i samo to, że wymyśliły tę akcję ze składaniem się na prezent dla tej, która w danym trymestrze urodzi, świadczy o tym, że bardzo się wspierają i łączą je przyjacielskie relacje. Muzułmanki, chrześcijanki uczą się wspólnie i nie widać wśród nich konfliktów na tle religijnym. Przy szkole została też założona platforma religijna, żeby mieszkańcy miasta różnych wyznań mogli się spotkać, porozmawiać, dzięki czemu udaje się rozładować ewentualne napięcia. Jeśli pojawia się jakiś problem w relacjach między dziewczynami, to pani dyrektor Beatrice szybko się tym zajmuje i go rozwiązuje. Czasami też prosimy o pomoc pana z takiej organizacji, który interweniuje w razie większych konfliktów. Dziewczyny opiekują się niepełnosprawnymi koleżankami, głuchoniemymi. W mieście na ulicy jest niebezpiecznie, bo jeździ dużo motorów, dlatego zawsze towarzyszą niesłyszącym koleżankom w drodze do domu ze szkoły. Pomagają im też, kiedy któraś nie wie jak trafić do sali lekcyjnej. To ich wsparcie jest szczególnie budujące, ponieważ w tym kraju nie jest ono oczywistością. W tym społeczeństwie niepełnosprawni są raczej spychani na margines albo oskarżani o czary itd. Jednak w przypadku naszych niesłyszących uczennic, fakt, że zostały przyjęte do szkoły, stanowi komunikat, że są na równi z innymi.
… 
Niesłyszącym dziewczynom pewnie jest bardzo ciężko uczestniczyć w zajęciach razem ze zdrowymi koleżankami?
 
Tak, ale dla nich to jedyna szansa żeby w ogóle wyjść z domu. Nie słyszą, ale mimo to mogą iść do szkoły, próbować pisać. Noszą mundurki tak jak inne dziewczyny. Są między ludźmi, są traktowane na równi z innymi i widać, że one po prostu kwitną. Poza nauką, w szkole organizowane są również akcje, jak np. odwiedziny w miejscowym więzieniu, kiermasz rzeczy uszytych przez kursantki.
… 
Jakie jeszcze? Jakie były ostatnie akcje?
 …
Na koniec roku zawsze jest duże spotkanie i dziewczyny przygotowują coś od siebie, jakieś scenki, tańce. Ostatnim razem przygotowały pokaz mody w strojach uszytych przez siebie. Mamy tam taki amfiteatr, dziewczyny przechodziły przez scenę i dla mnie najbardziej wzruszające było jak wychodziły dziewczyny głuchonieme. One po prostu szły jak prawdziwe modelki, mimo że nie słyszą. Dziewczyny lubią się tak właśnie pokazać. Raz, że pokazują się w tym, co same uszyły, dwa, że wszyscy z okolicy je oglądają. Przyjechało nasze radio diecezjalne, zaprosiliśmy też organizacje charytatywne, przedstawicieli z samorządu, więc one chętnie się pokazały. Były bardzo dumne, że coś same zrobiły, że ukończyły szkołę, dostały maszyny. Poza tym w roku 2019 odbyła się wycieczka do Polski. Pani Beatrice i trzy dziewczyny były w Polsce. Były bardzo pozytywnie zaskoczone gościnnością, tym, że wszędzie były ciepło przyjęte, tym że wszędzie jest tak czysto, jest inne jedzenie, wszyscy biali, żadnego czarnego na ulicach, wielkie miasta, dużo samochodów, zupełnie inaczej. Były zaskoczone też życiem kościoła, że wszystko jest tak dobrze zorganizowane. Uczestniczyły w pielgrzymce i też były zaskoczone, że nawet ubikacje są po drodze, to wszystko było dla nich nowe.
 …
Na zakończenie nauki dziewczyna dostaje maszynę do szycia i podstawowe przybory. Gdzie zazwyczaj znajdują zatrudnienie po ukończeniu szkoły? Prowadzą „jednoosobową działalność gospodarczą” czy zatrudniają się w zakładach krawieckich?
… 
W kraju nie ma żadnych poważniejszych pracowni, w których mogłyby się zatrudnić. Jest trochę małych, miejscowych szwalni, w zasadzie są to takie budki, w których krawiec szyje, ale zwykle pracują tam sami mężczyźni. Jeśli taką szwalnię prowadziłaby młoda dziewczyna, nie byłoby to zbyt dobrze widziane. Ewentualnie dziewczyny mogłyby się zatrudnić u jakiegoś krawca. Ważne dla otoczenia jest, aby to mężczyzna był na kierowniczym stanowisku. Kilka dziewczyn próbowało razem założyć swój zakład krawiecki, ale jest to trudne. Są to dziewczyny, kobiety, a tam jest inna kultura niż u nas, więc jeśli same kobiety czegoś się podejmują, to prawdopodobnie mężowie będą przeciwko temu, a to właśnie oni mają decydujące zdanie. Często jednak ci mężowie znikają, opuszczają je. Dlatego też jeśli dziewczyna ma wsparcie od rodziny, ma większą odwagę coś samej zorganizować, ale kiedy pojawia się mąż, jest jej trudniej. Z drugiej strony są to jednak dziewczyny, które nie pokończyły innych szkół, więc przerastają je takie rzeczy jak rachunkowość, planowanie. Zauważam to na zajęciach z przedsiębiorczości, ekonomii domowej. Nie radzą sobie z projektami, w których muszą ustalić ile pieniędzy zainwestować, aby na końcu mieć zysk. Dziewczyny przychodzą do mnie po pożyczkę, żeby robić i sprzedawać pączki. Mówię im więc: “W takim razie musisz sobie policzyć ile wydasz na mąkę, olej, cukier, policz ile mniej więcej zrobisz z tego pączków i kiedy już je sprzedasz, to czy przynajmniej ci się zwróci za to, co wydałaś”. Jak już sprzedadzą te pączki, przychodzą zadowolone i mówią, że zarobiły na przykład 10 tysięcy franków. Pytam: “A ile wydałaś na produkty?” i okazuje się że też 10 tysięcy franków. Więc tłumaczę im, że de facto nie zarobiły nic, ale tu nasza rozmowa się kończy. One skupiają się tylko na pieniądzach, które mają w tej chwili w ręku i zapominają, że wcześniej wydały tyle samo. Dla nich istnieje tylko tu i teraz.
 …
Ale te zarobki wynikają z tego, że ona ustaliła za niską cenę pączka, czy ktoś ją oszukał?
… 
Różnie, czasami np. rozdają połowę, nie licząc tego, że dla nich to strata. Innym razem niesprzedane danego dnia świeże pączki na następny dzień nie nadają się do sprzedaży, więc znów tracą. Oprócz tego, na targu jest sporo innych osób, które tak samo sprzedają ciastka, pączki, więc mają dużą konkurencję.
 …
Czyli część dziewczyn po szkole nie idzie dalej w krawiectwo?
Tak, nie każda jest też w stanie się tego nauczyć. Niestety poza tym nie mają wielkiego wyboru branży. Dla tych dziewczyn, które nie mają matury, zostaje tylko sprzedawanie jedzenia, szycie albo pole. Ewentualnie mogą też być fryzjerkami, mogą pleść warkoczyki, ale to akurat każda dziewczyna umie. Prace manualne generalnie są dla nich najprostsze. Robienie na drutach, na szydełku. Robią ubranka dla dzieci z wełny i to sprzedają, ale teraz jest dużo tak zwanej “chińszczyzny” na bazarze i na każdym rogu, co stanowi dużą konkurencję. Sam koszt wyprodukowania ubrania przez dziewczynę, poświęcony czas, powodują, że ona musi ustalić adekwatną cenę. Jeśli jednak obok niej jest stoisko z ciuchami z Chin, które są o wiele tańsze, nikt od niej nic nie kupi.
Czy jeśli dziewczyna nie jest zaadoptowana to czeka na opiekuna i w tym czasie się nie uczy? Czy biorąc pod uwagę ewentualne zarobki rodziców/samej dziewczyny, byłoby możliwe zapewnienie im choć w części naukę w szkole? Jeśli tak, to czy rodzina próbuje w granicach możliwości przynajmniej trochę opłacić szkołę?
Każda dziewczyna ma obowiązek zapłacić wpisowe, jest to taka symboliczna suma. Albo dziewczyna sama sobie to wpisowe organizuje, na przykład sprzedając coś przez wakacje, albo jej rodzina pomaga. Gdy pytam dziewczyn skąd miały pieniądze na szkołę, to zazwyczaj się okazuje, że albo babcia dała albo wujek dał. Także często członkowie rodziny pomagają dziewczynom żeby poszły do naszej szkoły. Część funduszy mamy z innych źródeł, czy to ze zbiórek przy kościołach, czy od osób adoptujących. Część pieniędzy z adopcji idzie na zakup maszyny, zakup materiałów do szycia dla dziewczyny. To co one płacą, to jest naprawdę mało, nie wystarczy nawet na pensję dla nauczycieli, no, może dla jednego. Oprócz tego trzeba jeszcze zakupić materiały. One uczą się szyć więc muszą na czymś pracować. Maszyny, materiały, igły, nici, to wszystko się zużywa. Maszyny się psują bo one się uczą, więc nie mają jeszcze delikatności i wprawy, dlatego maszyny co jakiś czas trzeba naprawiać albo wymieniać. Dwa lata temu powstał nowy budynek szkoły, a teraz ogrodziliśmy szkołę murem, czyli to kolejna inwestycja i wydatek. Potem powstał żłobek dla dzieci uczennic, więc trzeba zapłacić pani zatrudnionej do opieki nad dziećmi. Później zdecydowaliśmy, że będziemy dawać coś do jedzenia dzieciom w trakcie lekcji i za to same dziewczyny też nie płacą. Na zajęciach mają za darmo zeszyty, długopisy, kredę do tablicy. Suma, jaką płacą, jest naprawdę niewielka, głównie po to, żeby poczuły, że jakoś sobie na szkołę zapracowały, że to nie z litości ją tam przyjęliśmy. Kiedy sama trochę zapłaci, bardziej to sobie ceni.
… 
Ile dziewczyn czeka na wsparcie finansowe?

Włączonych w program adopcji finansowej jest chyba 11 dziewczyn więc na adopcję czeka jeszcze 80. Pieniądze dostajemy z różnych zbiórek w Polsce i fundacji. Każda dziewczyna na koniec szkoły dostaje maszynę do szycia, niezależnie od tego, czy jest adoptowana, czy akurat nie miała tego szczęścia. One też dokładnie nie wiedzą która z nich jest w adopcji, a która nie. Jest kilka dziewczyn chorych na AIDS i wtedy centrum medyczne, które je leczy, opłaca im szkołę. Parę dziewczyn przyszło do nas z wioski SOS (SOS Wioski Dziecięce) więc wtedy ta wioska za nie płaci. Jest kilka dziewczyn niesłyszących albo z bardzo biednych rodzin, wtedy nie każemy im płacić, jednak są to szczególne przypadki.

dziewczeta2

Zapraszamy do wsparcia indywidualnego dziewcząt w Bouar

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.