Helenka szła przez życie jak burza

helenka1W wielu krajach misjonarze są narażeni na niebezpieczeństwa. Ryzykują własnym życiem. Chrześcijanie są prześladowani, a możliwość dzielenia się wiarą – ograniczona lub prawie niemożliwa. 

Misjonarze posługują na terenach Afryki i Azji, gdzie łatwo wybuchają konflikty zbrojne, rebelie lub prześladowania mniejszości religijnych. Jednak wiara i poczucie odpowiedzialności za powołanie misyjne każe im trwać na placówkach, mimo świadomości zagrożenia życia. Wspierają uchodźców, ofiary wojen i napaści zbrojnych. Bywa nawet, że także niektórzy giną razem z wiernymi, wśród których pracowali duszpastersko. Po zakończeniu konfliktów zbrojnych misjonarze dążą do pojednania i przebaczenia zwaśnionych stron. Opiekują się sierotami, pomagają w odbudowie domostw oraz  powrocie do zwyczajnego życia.

Z niebezpieczeństwami spotykają się również misjonarze pracujący w Ameryce Łacińskiej. Padają tu ofiarą niesprawiedliwości społecznej, dyktatur i band rabunkowych lub dążących do obalenia władzy. Misjonarze są solą w oku handlarzy narkotyków i właścicieli ziemskich żyjących z nielegalnych upraw. Pomagają ludziom młodym w zdobyciu wykształcenia i znalezieniu pracy. Upominają się o poszanowanie godności i praw ubogich.

W ostatnich 17 latach (2000-2017) na świecie śmiercią męczeńską zginęło co najmniej 447 misjonarek i misjonarzy. Tylko w 2013 r. zabito 22 misjonarzy. Wśród nich było 19 kapłanów, siostra zakonna oraz 2 osoby świeckie.

W grupie misjonarzy-męczenników są również Polacy. W Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym prezentujemy sylwetkę misjonarki – męczennika – Helenę Kmieć.

Helena Kmieć urodziła się 9 lutego 1991 roku w Krakowie. Dużo radości dawała jej możliwość pomocy i tworzenia czegoś dla innych, dlatego też angażowała się w pomoc w nauce dzieciom w świetlicy Caritas i działalność w Katolickim Związku Akademickim w Gliwicach.

W 2012 roku znalazła swoje miejsce w Wolontariacie Misyjnym „Salvator” WMS, działającym przy zgromadzeniu zakonnym salwatorianów. Z ramienia wolontariatu dwukrotnie była posłana na krótkie kilkunastodniowe wyjazdy, podczas których w kilkuosobowej grupie prowadziła półkolonie dla dzieci przy salwatoriańskich parafiach – pierwszy raz w Galgahévíz na Węgrzech, za drugim razem w Timisoarze w Rumunii.

Pierwszy raz na misje wyjechała do Zambii w 2013 roku, gdzie przez dwa miesiące pracowała z dziećmi ulicy w ośrodku Salvation Home w  Lusace. 8 stycznia 2017 rozpoczęła posługę misyjną na placówce sióstr służebniczek dębickich w Cochabambie w  Boliwii.

24 stycznia podczas napadu na ochronkę dla dzieci Helena została ugodzona nożem przez napastnika. Pomimo prób ratowania życia, zmarła. 

Morderca Heleny Romualdo Mamio Dos Santos poprosił o skróconą formę procesową i przyznał się do winy. Otrzymał karę 30 lat więzienia, bez możliwości ubiegania się o skrócenie wyroku. Mężczyzna pochodzi z północy Boliwii. W polskich mediach można było przeczytać, że był wychowankiem ochronki, w której wolontaryjnie pracowała Helena Kmieć. Siostry prostują, że nie znały wcześniej tego człowieka. W czasie wizji lokalnej nie wyjaśnił, dlaczego popełnił tę zbrodnię. Wzruszył się, gdy siostry Boliwijki poczęstowały go jedzeniem i wręczyły ciepły koc oraz kiedy usłyszał, że siostry i rodzice Helenki mu wybaczyli oraz modlą się o jego nawrócenie. Wypowiedział słowo „przepraszam”, kiedy mówił, że nie jest godzien dobroci sióstr. – To wskazuje, że jakieś uczucia skruchy się w nim wzbudziły. Za to dziękuję Bogu, ponieważ gdy zobaczyłam jego fotografię tuż po aresztowaniu, a potem na naszym monitoringu, to już sam jego wygląd wzbudzał we mnie lęk. Ale do prawdziwego nawrócenia wciąż bardzo daleko – komentuje jedna z sióstr.

helenka3Uroczystości pogrzebowe Heleny rozpoczęły się 18 lutego 2017 r. w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini, a 19 lutego były kontynuowane w jej rodzinnym Libiążu. Mszy świętej pogrzebowej przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz. Uroczystość pogrzebowa miała charakter państwowy.

Siostra Heleny Kmieć przyznała, że trudno było nad nią nadążyć. „Uczyła się w Wielkiej Brytanii, potem studiowała dwa kierunki po angielsku, następnie zatrudniła się jako stewardessa. Cały czas była w drodze. Nigdy nie bała się podejmować wyzwań, szła przez życie jak burza” – wspominała.

Jej zdaniem, chęć wyjazdu na misję do Boliwii było czymś naturalnym dla Heleny. „Nigdy nie miałam czegoś takiego, że się o nią bałam. To był jej kolejny wyjazd za granicę. Wcześniej w ramach wolontariatu misyjnego pomagała na Węgrzech, Rumunii czy Zambii” – tłumaczyła. Zapytana o to czy wyobraża sobie beatyfikację własnej siostry odparła, że bierze taką możliwość pod uwagę. „Osobiście już dawno przestałam się modlić za Helenkę, bo wierzę, że jest w niebie. Jeśli kiedyś Kościół ogłosi moją siostrę świętą, będę z niej bardzo dumna” – wyznała Teresa Kmieć.

Helena posiadała wiele talentów i zainteresowań. Dla wielu ludzi pozostanie wzorem postępowania, inspiracją do czynienia dobra i całkowitego zawierzenia Bogu. 

Postać Heleny Kmieć coraz mocniej pojawia się w przestrzeni publicznej – zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Skłania to do zadania następującego pytania: czy obserwujemy oddolne upowszechnianie się opinii o świętości Heleny? Odpowiedź poznamy zapewne za kilka lat. Po 5 latach od jej śmierci może zacząć się proces beatyfikacyjny. Można domniemywać, że obserwowany oddolny kult skutecznie do niego doprowadzi.

opracowała:
Dżesika Haręzga

helenka2

 

Źródło:

https://deon.pl/kosciol/siostra-heleny-kmiec-mowi-o-jej-beatyfikacji-jesli-kiedys-kosciol-oglosi-moja-siostre-swieta,477038

http://helenakmiec.pl/zyciorys/

https://pl.aleteia.org/2018/02/07/santa-subito-czy-mamy-do-czynienia-z-oddolnym-kultem-heleny-kmiec/

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.