Kamerun w czasach zarazy

koronakam350Niewiele się pisze i mówi o epidemii koronawirusa w krajach afrykańskich. Rzeczywiście, wydaje się, że nie zostały one dotknięte nią zbyt mocno. Należy jednak pamiętać, że statystyki dotyczące Afryki (22 303 zakażeń, 1 125 ofiar śmiertelnych – stan na 20 kwietnia) są prawdopodobnie mocno niedoszacowane.

Przeprowadza się bardzo mało testów, a do wielu miejsc – zarówno tych na wsi, jak i w dzielnicach nędzy dużych miast – nie ma dostępu lub jest on bardzo utrudniony.

koronakam8Wprowadzono natomiast liczne ograniczenia, które – owszem – zapobiegają w znacznym stopniu rozprzestrzenianiu się wirusa, ale sprawiają również, że i tak biednym, żyjącym często na granicy nędzy (lub nawet poniżej niej) ludziom jeszcze trudniej jest przetrwać dzień, dzień kolejny, tydzień. Także możliwości pomagania im znacznie się teraz skomplikowały.

Chcąc mieć informacje z pierwszej ręki, postanowiliśmy zapytać współpracujących z fundacją misjonarzy w Kamerunie – kraju o najwyższej liczbie zakażeń (1017, w tym 42 śmiertelnych – na dz. 20.04.) spośród tych, w których pomagają Dzieci Afryki – jak wygląda sytuacja na miejscu.

Szczególnie interesowało nas, jak radzą sobie w tych warunkach dzieci. Czy mogą się nadal uczyć, jak reagują, w jakim stopniu przystosowują się do nowego życia pełnego zakazów i nakazów, czy mają dla siebie miejsce – jakiś bezpieczny azyl?

Tak jak się spodziewaliśmy obraz wyłaniający się z listów, które otrzymaliśmy, nie jest pokrzepiający. Szkoły zostały zamknięte, a dzieci pozostawione same sobie.

koronakam4.Dzieci i młodzież nie chodzą do szkoły. Jej teren to także miejsce na zabawę. Teraz jest nią ulica (…) Rodziny żyją z dnia na dzień, a dzieci zmuszone są do pomagania w tej krytycznej sytuacji. Sprzedają orzeszki ziemne czy cukierki na rynku, lub chodząc pomiędzy samochodami i narażając w ten sposób swoje życie” – dowiedzieliśmy się od s. Kolbeny Frąckiewicz ze Zgromadenia Sióstr Pasjonostek, budującej Centrum Dziecka w dzielnicy nędzy stolicy kraju Yaounde.

koronakam5.„Dzieci z internatu wróciły do domów. Przed wyjazdem zostały poinformowane co mogą robić, a czego nie. I co mają przekazać rodzicom oraz rodzeństwu na temat wirusa, w jaki sposób się rozprzestrzenia i jak zapobiec zarażeniu się nim. Były zaskoczone. Jechały do domów z poczuciem niepewności czy wrócą, a jeśli tak, to kiedy” – dowiadujemy się z listu Ewy Gawin - misjonarki świeckiej, zajmującej się niepełnosprawnymi dziećmi w szkole dla głuchoniemych w Bertoua na wschodzie kraju

koronakam6.Rzecz jasna obostrzenia wprowadzone w Kamerunie dotykają nie tylko dzieci. Prawie zamarło, tak intensywne zazwyczaj, życie społeczne. Ludzie nie pozdrawiają się, ani nawet nie rozmawiają na ulicy, nie ma takiej swobody jak dawniej” – napisała s. Orencja Żak ze Zgromadzenia Sióstr Pallotynek w Bafoussam (zachód Kamerunu).

Swoją drogą, wprowadzone przez władze przepisy i instrukcje nie zawsze są skuteczne, a często wręcz niewykonalne. W tym te tak dla nas oczywiste i łatwe – dotyczące zachowania higieny. W całym kraju brakuje bowiem wody pitnej. W miejscach „bogatych” jest ona racjonowana, w tych biedniejszych często po prostu jej nie ma, a jeśli jest, to zazwyczaj nie pierwszej czystości. Maseczki są drogie, tylko nielicznych na nie stać. Można kupić tańsze, chałupniczej roboty. Też pomagają – może nie chronią w wystarczającym stopniu, ale efekt psychologiczny, poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewniają także jest bardzo istotny. Początkowo zresztą Kameruńczycy nie brali na serio możliwości zakażenia. Myśleli, że wirus nie ma szans w takiej temperaturze. Z upływem czasu i wzrostem liczby zachorowań świadomość się jednak zmieniła.

Być może najtrudniejszy, przede wszystkim dla biedniejszej części społeczeństwa, jest wymóg ograniczenia kontaktów, bez których zarobienie na jedzenie, na życie, wydaje się niemożliwe. Mały handel jest zabroniony, szczególnie sprzedaż jedzenia w godzinach wieczornych. Wprowadzono też surowe przepisy dotyczące konserwacji produktów. Wszystko to uszczupliło kasę każdego domu, liczba posiłków zmniejszyła się do jednego dziennie. Czasami nawet i tego jednego nie ma” – pisze Ewa Gawin.

Nie tylko potrzebującym pomocy jest coraz trudniej, także Ci pomoc niosący postawieni zostali w zupełnie nowej dla siebie sytuacji. Co robią, jak sobie radzą, co planują?

koronakam.1„W Centrum Dziecka jest studnia głębinowa - tłumaczy s. Kolbena Frąckiewicz. Dzieci z baniakami na wodę ustawiają się przed nią od samego rana. Tak było wcześniej i tak jest teraz. Obecnie studnia otwarta jest cały czas, 24 godziny na dobę. Chcemy, by był do niej stały dostęp. Nie możemy przecież pozwolić na tworzenie się kolejek! (…). Pragniemy jak najszybciej zamieszkać wśród mieszkańców Carriere, w siedzibie Centrum i ponownie móc organizować zajęcia i gry dla dzieci”.

Misja jest sparaliżowana. Przestrzegamy zaleceń ministerstwa zdrowia, modlimy się i błagamy o Boże Miłosierdzie, o opiekę nad tym ludem” zapewnia s. Orencja Żak.

Ewa Gawin tonuje emocjePrzede wszystkim staram się nie panikować (…) Pracuję w ogrodzie i na polu – teraz to moje zadanie, więc w domu jestem tylko na noc. W normalnych warunkach jest to praca dzieci, część zajęć praktycznych”.

I właśnie jak najszybszego powrotu NORMALNYCH WARUNKÓW życzymy dzielnym polskim misjonarkom s. Kolbenie Frąckiewicz, s. Orencji Żak i pani Ewie Gawin, a także dzieciom i dorosłym w Kamerunie.

Tomasz Piontek 

KORONAWIRUS W AFRYCE – RAPORT
(codzienna aktualizacja)

koronakam2.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.