Katrin

Katrin

Nocne niebo nad równikową dżunglą rozjaśnia pełnia księżyca, w tle dzika i niedostępna dla obcych ściana lasu a tuż przed nią zarys pigmejskich chat. Uszy napajają się nocnym koncertem cykad. W centrum widowiska ognisko, przy którym kilkudziesięciu Pigmejów Baka; dorosłych i dzieci tańczą oraz śpiewają dla podróżników „z misją”.

Wizycie towarzyszą siostry ze zgromadzenia Duszy Chrystusowej; Polka s. Gabriela Zaręba oraz Kamerunka s. Simeona Koulpita. Ludzie lasu z dumą prezentują tradycyjne tańce oraz śpiewy. Wydaje się, że godzinami mogliby wyśpiewywać podobnie brzmiące, na głosy, monotonne dźwięki. Są jakby w transie. Gospodarze cieszą się z podarowanych chemicznych opasek świecących różnymi kolorami. Po pewnym czasie włączamy się do zabawy, tańczymy. Najwytrwalszy kilkunastoletni tancerz otrzymuje koszulkę „Dzieci Afryki”, którą ktoś zakupił dla niego w sklepiku misyjnym, co za radość! Atmosfera iście karnawałowa. Przed północą żegnamy się serdecznie, dziękujemy za wspaniały wieczór. Na koniec obiecujemy jeszcze wizytę z upominkami o poranku.

We wtorek 6 stycznia dotrzymujemy słowa. Społeczność wioski otrzymuje worki z ryżem, puszki z sardynkami, szare mydło. Dzieci cieszą się z zabawek podarowanych przez Patryka – syna jednego z podróżników. Teraz za dnia, z bliska, przyglądamy się ich lichym domostwom zbudowanym z liści lub gliny.

Jeden z mężczyzn informuje s. Gabrielę o chorej córce. Zaglądamy do wnętrza chaty. Widok cierpiącej z bólu dziewczynki paraliżuje nasze serca. Nabrzmiały do granic możliwości brzuszek, nawet przy najdelikatniejszym dotknięciu, sprawia jej ogromny ból. Na dobre zalęgły się w nim robaki, wyniszczając organizm 8. letniej Katrin. Opuchnięte stopy zdradzają ostatnią fazę choroby głodowej. Decyzja o próbie ratowania dziewczynki zapada natychmiast. Zabieramy Katrin i jej ojca do misyjnego ośrodka zdrowia w Djouth. Prowadząca, skromnie wyposażoną, placówkę s. Donata Krupa jest bardzo zmartwiona. Podobnych przypadków mamy wiele, ale ten jest skrajnym, źle rokuje. Nie musimy nalegać, misjonarka obiecuje, że uczyni wszystko, aby ratować życie Katrin, my że pokryjemy wszelkie koszty leczenia oraz kilkumiesięczną dietę, która pozwoli wrócić do pełnego zdrowia. Pielęgniarka podaje antybiotyk, leki na odrobaczanie oraz zbicie gorączki. Już po kilku godzinach organizm dziewczynki opuszczają glisty ludzkie, przez nos, zaś inne robaki wraz z kałem. Dramat trwa, cierpienie nie ustaje. Katrin przyjmuje w niewielkich ilościach pokarm bogaty w proteiny – cieszy s. Donata – to dobry sygnał, ale sytuacja nadal jest bardzo poważna a jej życie pozostaje w rękach Boga.

Nazajutrz żegnamy się z Djouth, żegnamy Katrin. Cierpienie z twarzyczki dziewczynki nie znika, na ułamek sekundy nie pojawia się uśmiech. Tylko na widok upominku pochyla główkę, by nałożyć na nią kolorowy drewniany naszyjnik. W rączce pozostawiamy miniaturkę zielonej żabki – maskotkę misjonerską. Odjeżdżamy z nadzieją w sercach oraz ogromnym pragnieniem życia dla Katrin.

Będąc już w zasięgu Internetu informujemy sympatyków fundacji o dziewczynce, prosząc o pomoc w ratowaniu jej życia. Los Katrin poruszył wiele polskich serc. Będąc w Afryce często otrzymywaliśmy zapytania o stan jej zdrowia. Niestety nie mieliśmy możliwości skontaktowania się z misją w Djouth, w której nie działają telefony komórkowe. Dopiero po powrocie do Polski, 22 stycznia, otrzymaliśmy smutną wiadomość o śmierci Katrin. Teraz cieszy się ze spotkania ze swoją mamusią, która zmarła osiem miesięcy wcześniej.

Wierzmy, że spotkanie z Katrin nie było przypadkowe. Los dziesiątek a może i setek dzieci żyjących w ubogich wioskach tropikalnych lasów, borykających się z robaczycą i głodem leży w naszych rękach. Ośrodek zdrowia w Djouth, który fundacja wspiera od kilku miesięcy, może ratować dziecięce życie, ale potrzebuje stałego wsparcia. Pilną potrzebą jest wybudowanie studni – apeluje misjonarka, brakuje bowiem dostępu do bieżącej wody.

Siostra Donata Krupa z całego serca dziękuje dr Annie Chałupczak – WiniarskiejDermatologowi Dzieci Afryki” oraz Michałowi Wierzbickiemu realizującemu projekt „Leki dla afrykańskiej apteki” za przekazane lekarstwa na rzecz jej ubogich pacjentów, zapewnia że są drogocennym i bardzo potrzebnym darem.

Fundacja dziękuje wszystkim, którzy przekazali środki na ratowanie życia Katrin. W czasie kilkudniowej akcji internetowej wpłynęło 2.842 zł. Podarowana kwota oraz każda kolejna złotówka z tytułem K12 zostaną przekazane m.in. na rzecz jej pigmejskich braci i sióstr, by jak najwięcej dzieci z okolic Djouth uwolnić od robaczycy i ratować od śmierci głodowej

 

Dziękujemy za wszelką pomoc
okazaną potrzebującym dzieciom
i wsparcie pracy ośrodka zdrowia w Djouth:

Fundacja DZIECI AFRYKI
al. Zjednoczenia 13, 01-829 Warszawa
78 2490 0005 0000 4600 9165 1606
tytuł: K12 – ośrodek zdrowia w Djouth