Koronawirus w Ugandzie

uganda350Nie jest to dobry czas dla Ugandy. Czas klęsk żywiołowych i biologicznych. Zaczęło się od powodzi, potem nastąpił zmasowany, nie widziany w takiej intensywności od lat, atak szarańczy, a teraz to co na całym globie – COVID 19.

Ten na szczęście nie dotknął Ugandy w szczególnie bolesnym stopniu. Nie odnotowano dotychczas żadnych ofiar śmiertelnych*, a liczba zakażonych (zwłaszcza w porównaniu z np. Ghaną czy Kamerunem)  jest raz – niewysoka, dwa – większość z nich to cudzoziemcy, głównie kierowcy przewożący towary z i do krajów sąsiednich.

coronavirus-ugandaNa zagrożenie zareagowano błyskawicznie. Zamknięto granice. I te zewnętrzne, i te pomiędzy regionami. Zamknięto szkoły, bary, targi… zamknięto właściwie wszystko. Służby porządkowe i organy bezpieczeństwa egzekwowały przestrzeganie wprowadzonych przepisów z całą stanowczością, graniczącą często z bezwzględnością.

Nad wszystkim czuwał zaś gospodarz kraju, miłościwie i miłosiernie panujący od 34 lat Yoweri Museveni. Z określeniem prezydenta „miłosiernym” mogliby co prawda nie zgodzić się ugandyjscy homoseksualiści, tępieni od lat z całą mocą prawa (dożywocie, w planach wprowadzenie kary śmierci) i z żelazną siłą uderzenia pięści członków organów ścigania. Ale to tylko odczucia mniejszości. Większość docenia wysiłki i działania Wodza, którego śmiało można nazwać autokratą i despotą, ale bardzo daleko mu przecież do poprzedników: krwawego komunisty Miltona Obote i szaleńca, jakim był bez wątpienia Idi Amin Dada.

Museveni co tydzień przemawia do rodaków tłumacząc, co można, czego nie, i dlaczego tak, a nie inaczej. Nie pisze kompulsywnie tweetów, ale z mediów społecznościowych korzystać potrafi. Zamieścił nawet nakręcony w swojej rezydencji filmik instruujący, jak zachować sprawność i kondycję fizyczną nie wychodząc z domu.

Pompki można przecież robić wszędzie, a biegi uprawiać na dystansach znacznie krótszych. Jeśli ma się nieco inne, skromniejsze warunki lokalowe.

Niewykluczone jednak, że już niedługo będzie można pobiegać na świeżym powietrzu. Przepisy lockdownu są bowiem stopniowo luzowane.

Przywrócono transport prywatny, na początku czerwca wznowiony zostanie publiczny. Oczywiście nadal z pewnymi ograniczeniami. Nie ma jeszcze oficjalnych informacji dotyczących otwierania granic, portu lotniczego, szkół czy kościołów(…) Jednym z ograniczeń związanych z epidemią COVID-19 był zakaz rozdawania żywności. Monopol mają na to instytucje rządowe. To nie wystarcza – jedzenia jest za mało, w niektórych częściach Ugandy problem głodu narasta i staje się coraz bardziej palący (…) Wiele osób straciło pracę lub nie może się do niej dostać. Skutek jest ten sam –  ci ludzie nie mają jak wyżywić siebie i swoich bliskich – napisał do Fundacji Dzieci Afryki franciszkanin o. Wojciech Kaggwa Szymczak.

Skontaktowaliśmy się także z ugandyjskim duchownym. Tak sytuację opisał nam o. Pius Kibunga:

„Środki podjęte przez rząd zadziałały (…) Pojawiły się jednak nowe problemy w codziennym życiu ludzi, niektóre ściśle z owymi środkami związane. Przedstawiciele organów bezpieczeństwa bywają nadgoruganda1liwi i brutalni. Zdarzało się, że działają na zasadzie „najpierw strzelaj, potem pytaj”. Co najmniej kilka osób (które w ten lub inny sposób nie przestrzegały zakazów) straciło przez to życie (…) Politycy, w tym posłowie do parlamentu, wykorzystują sytuację do wzbogacania się. Twierdzą, że wydają pieniądze podatników na „uwrażliwianie” mas, tymczasem uwrażliwiają głównie własne kieszenie (…) Wiele  osób ma utrudniony dostęp do leków. Dotyczy to zwłaszcza chorych na AIDS, czy matek w ciąży. Inni, nierzadko ciężko chorzy, nie mogą dostać się do szpitala. Nasze szpitale zresztą, nawet te najlepsze, nie są na wystarczająco dobrym poziomie.”

Odezwał się do nasi także franciszkanin o. Bogusław Dąbrowski, autor książki „Spalić paszport”. Zwierzył się ze swoich problemów, podzielił obawami:

„My, franciszkanie żyjemy teraz, jak w zakonie kontemplacyjnym nie mając kontaktu duszpasterskiego z ludźmi. Wszelkie nabożeństwa są zabronione. Z wyjątkiem pogrzebów, w którym może uczestniczyć tylko 10 osób (…) Z oczu spędza mi sen następująca sprawa: jak znaleźć pieniądze na wypłaty dla nauczycieli? Gdy uczniowie szkoły zawodowej nie wrócą wkrótce do szkoły i nie opłacą czesnego, to będzie to dla mnie WIELKI kłopot. Nauczyciele obecnie nie pracują, a żyć z czegoś muszą. Szkoła jest prywatna, to na mnie spoczywa obowiązek znalezienia pieniędzy, ponieważ od państwa żadnej pomocy nie dostajemy.
No to mam co robić i o czym myśleć…”

Koronawirus nie uderzył w Ugandę bardzo mocno. Duża część problemów społecznych ma tu charakter strukturalny. Inne, te nowe, lub stare ale teraz spotęgowane, są być może konsekwencją podjętych drastycznych kroków walki z zarazą. Zarazą, która przeszła bokiem. A może ominęła kraj, właśnie dlatego, że wdrożono tak surowe przepisy.

Nie wzbudziły one zresztą większych kontrowersji. Stanowisko rządu poparła także opozycja, w tym wielki gwiazdor muzyki reggae i dancehall Bobi Wine, obecnie poseł, który za rok zamierza rzucić wyzwanie Museveniemu i wystartować w wyborach prezydenckich. Muzyk nagrał utwór pt. „Corona Virus Alert” i wrzucił do sieci.

Przyjemne z pożytecznym, a na popularności nie stracił na pewno. W przeciwieństwie do wirusa. Który stracił, i tak niewielki, rozpęd. Oby na stałe.

Tomasz Piontek

*dane na dz. 3.06.2020 r.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.