Kraj tysiąca wzgórz i tysiąca problemów

Siostra Natanaela Worzała – polska misjonarka ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego, którą założyciele Fundacji DZIECI AFRYKI odwiedzili w Gatara w lutym 2011 roku w liście do Darczyńców pisze o swojej drugiej ojczyźnie:

AMAHORO – przesyłam pozdrowienia pokoju z kraju „tysiąca wzgórz i tysiąca problemów” – Burundi.

Pragnę podziękować wszystkim, którzy w duchu solidarności wspierają nasze misje w Burundi – szczególnie w Gatara. To dzięki Waszym otwartym sercom i dzięki Waszej pomocy nasza posługa ewangelizacyjna i charytatywna dociera do wszystkich, którzy w naszym regionie są bez środków do życia. To przede wszystkim sieroty, wdowy, samotne matki, ubodzy, chorzy, ludzie najbiedniejsi i najbardziej zapomniani.

Burundyjczycy ciężką pracą na roli starają się zapewnić utrzymanie swoim rodzinom. Na malutkich poletkach uprawiają fasolę, banany, ziemniaki oraz kawę i herbatę. Z powodu powtarzających się długotrwałych susz bądź ulewnych deszczów mieszkańcy często doświadczają kęski głodu i braku wody.

Wraz z problemem głodu doświadczamy ogromnej kruchości życia i bezradności. Uderzają nas dramatyczne sytuacje rodzinne. Pewnego dnia przyszedł do naszej misji zdesperowany mężczyzna z ósemką dzieci, z których najmłodsze liczyło zaledwie dwa miesiące. Prosił nas o pomoc, bo dzień wcześniej zmarła mu 38. letnia żona.

Malaria mózgowa i AIDS bezlitośnie dziesiątkują miejscową ludność, osierocając tysiące afrykańskich dzieci każdego dnia. Będąc w Gatara założyciele fundacji codziennie widzieli przed misją grupkę kobiet oczekujących na pracę. Misjonarki w miarę możliwości oraz potrzeb chętnie umożliwiają im zarobkowanie.

s. Natanaela w dalszej części listu pisze:

Kiedy w Europie trwają wakacje – większość dzieci odpoczywa, wyjeżdża na obozy, kolonie czy wczasy z rodzicami to dzieci w Burundi szukają różnorodnej pracy, aby zarobić na mundurek do szkoły, zeszyty czy zapłacenie czesnego. W miarę możliwości staramy się pomóc tym dzieciom, jest ich bardzo dużo (w trzech szkołach podstawowych uczy się ponad cztery tysiące uczniów). W wakacje organizujemy akcję „obornik”. Jedne dzieci przynoszą w dużych liściach bananowca nawóz obornikowy, inne w kanistrach wodę. W ten sposób mogą zarobić na zeszyty do szkoły, które są tutaj bardzo drogie. Kiedyś z ciężkim ładunkiem obornika przyszedł zaledwie 5. letni malec. Kiedy zapytałam dlaczego dźwiga taki ciężar, odpowiedział, że jego starszy brat zachorował i teraz płacze, że straci możliwość zapracowania na zeszyty, więc chciałem pomóc .

Często dotyka nas ich szczerość i prosta prośba. Trudna rzeczywistość przyspiesza dojrzewanie, uczy odpowiedzialności za najbliższych. Nie tak dawno 7. letni Pascali, poprosił o pracę dla swojej mamy – wdowy, która sama wychowywała siedmioro dzieci.

Kiedy organizujemy wspólne święto i dzieci otrzymują małe chlebki, to żadne nie zjada całego. Obserwuję jak chowają część chleba, aby zanieść do domu i podzielić się z rodzeństwem. Bieda uczy solidarności.

W Afryce każde dziecko musi radzić sobie samo. Rodziny są wielodzietne, często liczą po 10-12 dzieci. Z tego powodu tylko część ma możliwość korzystania z edukacji, reszta pozostaje w domu, musi pracować.

Potrzeby w Burundi są ogromne i to pod każdym względem. Wiadomo, że nie rozwiąże się wszystkich bolączek na tej afrykańskiej ziemi. Zapewniam Was Drodzy Darczyńcy, że z Waszą pomocą można zrobić to COŚ, aby zmniejszyć morze ludzkiej biedy – afrykańskiej nędzy.

Siostra Natanaela wspomina o blisko już 30. letniej pracy Sióstr Kanoniczek w Burundi. Siostry pracują w trzech placówkach, które odwiedziliśmy: Gatara, Buraniro i Bużumbura. W każdej prowadzą całodobowe misyjne ośrodki zdrowia, troszczą się o miejscowe sieroty, pomagają w zdobywaniu środków do życia dla ubogiej ludności.

Nasi czarni bracia, którzy żyją po drugiej stronie równika inaczej przeżywają to co się dzieje. Trzeba wziąć pod uwagę to, że Kościół w Burundi ma zaledwie 100 lat. Jest to niewiele wobec dwutysięcznej historii całego Kościoła. Jest to wciąż Kościół ubogi, który oczekuje na pomoc i wsparcie.

Na koniec listu misjonarka dzieli się osobistymi refleksjami – tak bardzo bliskimi założycielom fundacji – których owa prawda przekonała do jej powołania:

Afryka każdego dnia uczy mnie szacunku dla drugiego człowieka „innego” pod względem koloru skóry, mentalności, języka, sposobu myślenia, postrzegania świata. Uczy, że nie trzeba dużo posiadać, aby być szczęśliwym. Uczy być bezinteresownym darem dla drugiego człowieka. Uczy żyć, kochać i rozdawać się innym. Uczy cierpienia, samotności, a także niejednokrotnie bezradności.

Warto nadmienić, że nędzę kraju spotęgowała trwająca przez 14 lat wojna między dwoma dominującymi plemionami (Tutsi 15% i Hutu 65%). Sprawiła ogromne straty materialne i moralne. Sytuacja w kraju, również ta polityczna, ciągle jest niestabilna. Paweł Werakso i Robert Noga, odwiedzając Burundi, odczuwali niepokój i „wiszące” w powietrzu napięcie. Rebelianci, którzy od wielu lat żyją w górach dokonują grabieży i gwałtów, nękają zwykłych mieszkańców tej pięknej krainy. Po godz. 16.00 na drogach ustawiane są bariery wojskowe a podróżowanie po nich wszystkim odradzane.

Siostra Natanaela, razem ze współsiostrami, każdego dnia rozpoczyna walkę o lepsze jutro dla swoich czarnych braci. Misjonarki łączą szarą żmudną codzienność z przykładem życia Ewangelią, by mimo tysiąca problemów, niewyobrażalnej biedy i wielu niebezpieczeństw głosić Chrystusa z prostotą i optymizmem. Siostra Natanaela podkreśla, że to czego świat najbardziej potrzebuje to miłość Boga i otwarte kochające serce drugiego człowieka.