Mam na imię Owen

mam na imię Owen

Obudził mnie hałas – to tata i brat jak co dzień, wcześnie rano szykują się do wyjścia. Znowu ruszają na połów ryb, a mama jak zwykle pomaga im się wybrać. Zbierają sieci, które po wczorajszej wyprawie chyba mocno się splątały, bo tata znowu zrobił tę groźną minę, którą robi zawsze, gdy nie może sobie poradzić z ich rozplątaniem i ostatecznie całą sytuację bohatersko ratuje mój starszy brat.

Zawsze o poranku widzę ten sam obraz, na który tak bardzo lubię patrzeć, a później z niecierpliwością oczekuję na powrót taty i brata, by móc ujrzeć ile i jakie ryby tym razem udało im się złowić. Tata mówi, że mój brat w trakcie połowów świetnie sobie radzi, a ja jestem z niego bardzo dumny i marzę, by kiedyś być takim jak on, ale póki co muszę zostawać w domu.

Nasz dom… Bardzo go lubię. Zbudowany jest z gliny, ma drewniane drzwi i okna, a wewnątrz ma jedynie jedną izbę. Mam tylko ogromną nadzieję, że prędko nie będziemy musieli się z niego wyprowadzić, tak jak to było w przypadku naszych poprzednich domów. Tata mówi, że to jest konieczne, bo ławice ryb przemieszczają się w inne rejony jeziora, a my musimy podążać za nimi. Widać tak musi być. Ufam mojemu tacie. Zresztą mój brat mówi to samo. Dlaczego te ryby nie mogą być w jednym miejscu? Dlaczego musimy jak one ciągle zmieniać miejsce? Ledwie zdążę się przyzwyczaić do jednego domu, a już trzeba go opuszczać i szukać innego i tak ciągle, i ciągle. Mam tylko nadzieję, że tym razem ryby pozwolą mojej siostrze skończyć szkołę. Ach tak! Ona jest taka rozradowana, kiedy tam idzie, a gdy wraca do domu, przynosi wraz z sobą promyki szczęścia. Zawsze wtedy dzieli się z nami swoimi przeżyciami. Opowiada, jakie miała lekcje, czego się dowiedziała, a ja najbardziej lubię słuchać, kiedy z wielkim uśmiechem na twarzy mówi o różnych zabawach, w jakie bawiła się z innymi dziećmi. Moja siostra ma piękny uśmiech, promieniuje z niej ogromna radość. Jest bardzo mądra, kiedyś słyszałem, jak mówiła mamie, że gdy dorośnie to zostanie nauczycielką. Wierzę, że jej się uda. Moim największym marzeniem jest to, by móc kiedyś razem z nią pójść do szkoły. Mieć kolegów, koleżanki, móc się z nimi bawić, grać w piłkę i robić to wszystko, co oni… Niestety nie umiem chodzić… Nie umiem też mówić, choć wszystko doskonale rozumiem, co inni mówią do mnie. Mama powiada, że to choroba i że wcale nie jestem gorszy od innych dzieci, a w oczach Pana Boga jestem piękny. Jeżeli to choroba, to przecież kiedyś muszę wyzdrowieć, lecz ja wciąż nie czuję się lepiej.

Panie Boże, daj mi chociaż jednego kolegę, który by mnie odwiedzał – zawsze prosiłem Go o to wieczorami nim zasnąłem aż w końcu mnie wysłuchał. Pamiętam taki dzień, kiedy jeszcze byłem dużo młodszy i przyszedł do mnie pewien Pan. Był dziwny, bo inny od wszystkich, zupełnie jak ja, tylko że On nie był chory, miał po prostu białą skórę i jasne włosy. To wszystko, co zapamiętałem z tamtego dnia. Ale wczoraj stało się coś niewiarygodnego. Byłem w domu z rodzicami i nagle ktoś do nas zawitał. Tata wyszedł przed dom i rozmawiał przez chwilę z tym nieznajomym gościem. Nagle wrócił do środka, wziął mnie na ręce i wyniósł na dwór. Ku mojemu zdziwieniu, ogromnemu zdziwieniu, był to ten biały Pan, którego poznałem przed laty. Tak, to był On, mój jedyny przyjaciel znów mnie odwiedził. Gdybym umiał mówić, powiedziałbym, jak bardzo się cieszę. Ale On zrobił to za mnie. Uśmiechnął się i wraz z tatą chwycili mnie za ręce tak, że dzięki nim mogłem przez moment samodzielnie stać na własnych nogach. Widziałem w Jego oczach, że jest szczęśliwy, że do mnie przyszedł. Widziałem w Jego oczach coś więcej, widziałem w nich dobro i współczucie. A już najbardziej ucieszyłem się, kiedy zupełnie niespodziewanie dał mi pluszową zabawkę. Mama mówi, że to pluszowa żaba. Pierwszy raz w życiu dostałem zabawkę. Nigdy dotąd nie czułem się tak szczęśliwy. Później ten Pan pożegnał się ze mną i rodzicami i w końcu odszedł wraz z jakąś Panią, która mu towarzyszyła i która tak samo jak On miała białą skórę. Słyszałem, jak rodzice mówili, że nasi goście to ludzie, którzy przylecieli do nas z bardzo daleka i że tam wszyscy są biali i jeszcze, że przyjeżdżają do nas po to, by nam pomagać. Mama wspominała, że to Oni wybudowali tę szkołę, do której chodzi moja siostra. Może kiedyś pomogą mi wyzdrowieć… Teraz czekam, aż znów u nas zawitają, aż znów ujrzę swojego przyjaciela, ale póki co z niecierpliwością wpatruję się w drzwi, bo za chwilę nadejdzie jeden z moich ulubionych momentów – wrócą tata z bratem i mnóstwem ryb…

Adam Amine
kilka słów od autora – czytaj

Owen z przyjacielem

Owen z przyjacielem

przedruk
„Echo” Łomianek i Bielan
nr 6 z 7.04.2017