Misja zakończona, szczęśliwie

Misja Afryka Wschodnia 2018   /TANZANIA/   część 3

tanz1Błękitne plaże Zanzibaru czy lot balonem nad Parkiem Narodowym Serengeti w poszukiwaniu „wielkiej piątki” nie tym razem dla fundacyjnych podróżników „z misją”. W Tanzanii walczyć będą z niekompetencją fachowców, uratują przed śmiercią głodową dwumiesięczną dziewczynkę a z atrakcji turystycznych zapewnią sobie kilka nocy pod gwieździstym niebem.

Masajski wojownik wita swoich przyjaciół już na lotnisku w Dar Es Salaam. Alex Sheng’ena Oleshao okazuje się sprawnym organizatorem ostatniego etapu wyprawy „Misja Afryka Wschodnia 2018”. Dwa miesiące wcześniej, podczas czterotygodniowego pobytu w Polsce, spędził najbardziej egzotyczne „wakacje”. „W swoim kraju macie wszystko, ale to nie jest mój świat” (czytaj).

W Tanzanii jest przewodnikiem Iwony Kreczmańskiej i Roberta Nogi. Organizuje nocleg w hotelu, rezerwuje miejsca w autokarze, błyskawicznie spełnia wszystkie ich potrzeby. Z opinią Masaja Alexa liczą się miejscowe władze, trafnie puentuje najróżniejsze sytuacje, szybko nauczył się języka angielskiego, zaczyna rozumieć język polski a naukę w szkole… zamierza rozpocząć już za kilka tygodni. I skończy ją z pewnością.

Kolana w Kwamneke,

mała wioseczka położona kilka kilometrów na południowy wschód od Handeni, jest domem masajskiej rodziny, której szefuje Alex. tanz.2Kilka metrów kwadratowych pod niewielką akacją, pod którą zwisają trzy moskitiery, staje się czasowym miejscem do spania fundacyjnych podróżników i Alexa, który dba o ich bezpieczeństwo. Społeczność masajska z Kwamneke znana jest już pewnej części Polaków m.in. z reportażu z cyklu „Dla siebie dla świata” emitowanego w roku 2017 na antenie Canal+ Discovery. Masajowie są beneficjentami pomocy polskich organizacji pozarządowych To Help Africa oraz Dzieci Afryki. Cieszą się już z wybudowanej dla nich, pośrodku sawanny, małej szkoły, która nadal się rozbudowuje, kolorowego – i zupełnie nie z tego świata – placu zabaw stale obleganego przez dziesiątki dzieciaków oraz z największego skarbu ich ziemi… studni – marzeniu wielu wcześniejszych pokoleń.

Studnia. Jest ona głównym celem wizyty przedstawicieli fundacji w Tanzanii. Znalezienie żyły wodnej, odwiert na głębokość 140 metrów, zainstalowanie wydajnej pompy, zakup agregatora prądotwórczego, montaż dwóch gigantycznych zbiorników – każdy dla 10 tysięcy litrów wody – oraz przygotowanie kanalizacji doprowadzającej wodę do czterech kranów zajęło Stowarzyszeniu To Help Africa, które na miejscu reprezentuje Alex – członek organizacji,  kilka miesięcy pracy. Właściwie wszystko było gotowe już w marcu. Niestety brak profesjonalizmu głównego wykonawcy i szereg zaniedbań z jego strony doprowadziło do awarii pompy mającej wydobywać wodę. Konsekwencją partactwa było zaklinowanie pompy na głębokości 140 metrów pod powierzchnią ziemi. W lipcu z pomocą przyszedł kolejny fachowiec. Udało się wydobyć pompę i naprawić. Podczas pobytu przedstawicieli fundacji miała zostać ponownie spuszczona wąską rurą do źródła wody oraz rozpocząć wydajną pracę, inaugurując uroczystość zakończenia inwestycji. tanz3Tak się jednak nie stało. Główny wykonawca przez trzy dni nie potrafił sprostać zadaniu… – w tym miejscu pominiemy opisywanie szczegółów, bo i tak żaden z czytelników nie uwierzy w to, iż tak można partaczyć robotę :-(

Cały pobyt Iwony i Roberta w wiosce Kolana podporządkowany był kontroli przebiegu prac przy studni. Mimo to, w międzyczasie, przedstawiciele fundacji spotkali się z lokalnymi władzami, ustalając kolejne formy wsparcia dla miejscowych dzieci. Najważniejszym tematem okazało się rozwiązanie problemu dzieci żyjących pod gołym niebem, stale narażonych na pogryzienie przez dzikie psy czy rany powstałe w wyniku głębszych skaleczeń. Dzięki fundacyjnemu projektowi „Leki dla afrykańskiej apteki” podróżnicy „z misją” mogli podjąć szybką decyzję o zaszczepieniu przeciw wściekliźnie oraz tężcowi 25. masajskich dzieci. Jednak opieszałość miejscowych decydentów nie pozwoliła na zaszczepienie dzieci podczas wyprawy. Stało się to możliwe miesiąc później.

tanz4Uczniowie szkoły przywitali przedstawicieli fundacji z nieskrywaną radością. Część z nich dumnie nosi na sobie koszulki Dzieci Afryki. Po oficjalnym przywitaniu i programie artystycznym Iwona z Robertem zaprosili wszystkich uczniów na odświętny obiad. Smakował wyśmienicie.

Wioska masajska, podglądanie codziennego życia jej mieszkańców, wspólne posiłki, noce przy ognisku pod gwieździstym niebem czy szukanie dyskretnego miejsca w buszu na toaletę to dla Europejczyka atrakcje same w sobie i do tego z domieszką suveviwru. Przyglądając się Masajom, z dumą ubierających się w tradycyjne szaty koloru czerwonego i czarnego zarezerwowanego dla mężczyzn oraz fioletowego i niebieskiego przeznaczonego dla kobiet, podróżników „z misją” zaintrygował fakt, iż niektórzy mali chłopcy ubierają się w odzież europejską. T-shirty i jeansy zakłócają tradycyjny wizerunek plemienia. Alex szybko to wyjaśnił. Otóż odzież europejską otrzymują w darach, jest za darmo. tazn5Dzieci wolą ubierać się w stroje tradycyjne, tak jak ich rodzice, krewni i dziadkowie ale materiały są kosztowne. Dla Roberta i Iwony decyzja, o zakupie tradycyjnych masajskich chust dla chłopców, zapadła bardzo szybko. I w ten właśnie sposób wielopokoleniowa tradycja ubierania się w masajskie szaty wróciła do wioski Kolana :-)

Mgolole,

wieś leżąca kilka kilometrów na wschód od Morogoro jest ostatnią przystanią na mapie miesięcznej wyprawy. Fundacja Dzieci Afryki, we współpracy z o. Williamem Mkalula ze Zgromadzenia Consolata, od kilku lat wspiera sierociniec, w którym mieszka ponad 60. dzieci. W tym roku kończy dofinansowywać działalność chlewiku wybudowanego dwa lata wcześniej z pomocą Ludzi Pięknych Serc. Podróżnicy zastali w nim ponad 90 świnek. To świetny wynik. Dzięki tej inwestycji wychowankowie każdego dnia jedzą mięso w różnych postaciach. Siostra Maria Pelagia – prowadząca dom dziecka, dobrze nim zarządza, inwestuje w nowe przedsięwzięcia. Właśnie wybudowała mały basen, w którym zaczęła hodować… ryby – to dla urozmaicenia diety dzieci – wyjaśnia z dumą tanzańska biznessister ;-)

Podróżnicy „z misją”, tak jak za każdym razem, gdy odwiedzają dzieci Mgolole, zaopatrują sierociniec w lekarstwa, które mają wystarczyć na 1o kolejnych miesięcy. Siostry są bardzo wdzięczne.

tanz5Spotkanie z wychowankami przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Wszyscy znają tu Roberta oraz Iwonę, pytali też o Sylwię i Teresę… wspominając „wycieczkę życia” do Parku Narodowego Mikumi jaką przeżyli podczas MISJONERY w 2017 roku.

Oczywiście największe emocje, wyciskające łzy, sprawiają małe dzieci. Lgną do Iwony, wyciągają rączki do Roberta… wszystkie pragną zainteresowania, przytulenia, miłości. Podróżnicy „z misją” znaczną część czasu poświęcają osieroconym maluchom. Noszą je na rączkach, karmią, bawią się.

Wreszcie s. Maria podaje Robertowi dwumiesięczną Yunisis. tanz7Maleństwo nie odrywa wzroku od jego oczu (potem podobnie także Iwony i Alexa), nie ma siły płakać – jak słusznie zauważa Masaj. Jest wygłodzone. Skóra, kości i chyba nic nie waży. Zakonnica wyjaśnia krótką historię – jest u nas od tygodnia, od początku odrzucała to co zjadła, wezwany lekarz zalecił mleko w proszku, nie od krowy. Siostra pokazuje puszkę mleka i wręcza butelkę, by goście pomogli w karmieniu. Każdy przez dłuższą chwilę próbuje karmić dziewczynkę, która mocno przyssała się do smoczka. Mleko schodzi bardzo wolno, inne dzieci dawno wypiły swoją porcję, Yunisis w tym czasie zaledwie ćwierć butelki. Z nią trzeba szybko do szpitala – Iwona trafnie ocenia sytuację. Następnego dnia podróżnicy „z misją” wiele godzin spędzają w szpitalu w Morogoro. Dobrze, że przywieźliście dziewczynkę, za kilka dni byłoby już za późno – zapewnia pani doktor.

Misja zakończona, szczęśliwie :-)

ps. studnia w Kolana też już działa :-)

tanz8

Iwona i Robert z dziećmi masajskimi