Misyjne marzenia szczecinianki

gabriela1Wywiad z s. Gabrielą Jach ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Urodziła się w Szczecinie. W 1998 roku wstąpiła do Krakowskiej Prowincji Zgromadzenia. Śluby wieczyste złożyła w 2006 roku przyjmując tajemnicę od Serca Pana Jezusa. 30 maja 2015, wsiadając do samolotu do Accry, stolicy Ghany, rozpoczęła ostatni etap swojej drogi ku spełnieniu misyjnego „marzenia”.

E.K. Proszę Siostry, proszę powiedzieć kilka słów o Siostry zgromadzeniu?

Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu jest międzynarodowym Zgromadzeniem, założonym przez Bł. Franciszkę Siedliską w 1875roku. Siostry żyją i służą w 170 wspólnotach, w 13 krajach, na 5 kontynentach. Generalat  Zgromadzenia znajduje się w Rzymie. Najmłodszymi misyjnymi placówkami Zgromadzenia są domy w Kazachstanie i Ghanie. Zgromadzenie przygotowuje się również do założenia  placówek w Wietnamie i na Kubie.

Jako Siostry Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu, jesteśmy powołane do szerzenia Królestwa Bożego pośród siebie i pośród innych, żyjąc na wzór świętej Rodziny – Jezusa, Maryi i św. Józefa, których życie skupione było na miłości Boga i wzajemnej. Świadczymy o tej miłości służąc kościołowi i rodzinie.

E.K. Pewnie już nieraz słyszała Siostra to pytanie: „Dlaczego misje, dlaczego właśnie Afryka?” Czy wyjazd był Siostry marzeniem, pragnieniem „od zawsze” czy może przypadkiem, jakimś zbiegiem okoliczności? (choć podobno nie ma przypadków;-)

Wstępując do Zgromadzenia nie myślałam o misjach. Nazaretanki to nie zgromadzenie takie jak  Werbiści czy Salezjanie, w których niejako jest wpisana praca na misjach.

Kiedy Siostry podejmowały decyzję o misji w Ghanie, Matka Generalna wystosowała list otwarty do wszystkich Sióstr z zapytaniem o gotowość wyjazdu, gdyby była tak potrzeba. Na prośbę Matki pozytywnie odpowiedziało bardzo wiele Sióstr, co między innymi wpłynęło na to, że Siostry zdecydowały się na otwarcie misji w Ghanie. Początkowo nie planowałam zgłaszać swojej gotowości, ale serce nie dawało spokoju.  Było to tak silne jak przy podejmowaniu decyzji o wstąpieniu do Zgromadzenia. Wiedziałam, czułam, że nie da mi to spokoju dopóki się nie zdecyduję, a gdybym jednak spanikowała, że będę żałować. Wyraziłam więc swoją gotowość. Decyzja Matki o tym, że mam jechać, była dla mnie znakiem, że myśl i pragnienie było z Boga, ale również, że Bóg który to pragnienie w sercu złożył da także siły do wypełnienia Jego woli.

E.K. Jak liczbowo przedstawia się wspólnota Sióstr w Ghanie. Dlaczego akurat tutaj objęły Siostry placówkę?

Zarząd  Zgromadzenia od dłuższego czasu rozważał  możliwość  rozszerzenia misji  na kontynent afrykański. Wielokrotnie otrzymywał prośby od afrykańskich biskupów o podjęcie dzieł misyjnych przez Siostry naszego Zgromadzenia.

gabriela2Po konsultacjach i rozmowach z doświadczonymi misjonarzami Siostry odwiedziły sześć diecezji w Ghanie, aby zorientować się w potrzebach miejscowej ludności. Wizyta zakończyła się decyzją otwarcia placówki w Ghanie w maju 2011 roku. Obecnie pracuje tu 13 Sióstr na trzech placówkach. W 2015 udało  się nam otworzyć dwie szkoły w Yamfo i w Chiraa.  Jednak naszym pierwszym i podstawowym zadaniem jest pogłębianie wiary poprzez świadectwo życia i podejmowane apostolaty.

E.K. Jak długo jest Siostra na misjach?

Zaczęłam swój czwarty rok tutaj.

E.K. Jakie były pierwsze Siostry odczucia, wrażenia, gdy stanęła Siostra na afrykańskiej ziemi? Co Siostrę najbardziej zaskoczyło tak pozytywnie jak i negatywnie?

Po tym jak wysiadłam z samolotu  z jeszcze jedną Siostrą, z którą przyleciałam, pierwsza myśl była taka: „Ależ te silniki samolotu grzeją”! Było słychać,  że jeszcze pracują i szczerze byłyśmy przekonane, że gorąco bije od silników… Jednak idąc w stronę budynków lotniska i oddalając się od samolotu, swego rodzaju żar nie puszczał – takie było powietrze: gorące i wilgotne, ciężkie do oddychania. Noc spędziłyśmy w skromniutkim domu gościnnym w stolicy (nocą się nie podróżuje, bo to zwyczajnie niebezpieczne). Przespałyśmy się na prostych  posłaniach bez niczego do przykrycia. Choć to akurat w tej sytuacji nie było problemem, gdyż ostatnią rzeczą w tym upale była myśl o przykrywaniu się jeszcze czymkolwiek.  Rano, naprawdę rano, bo tak około czwartej obudził nas okropny hałas. To był radiowęzeł, który nadaje od rana na najwyższych decybelach ( a raczej wiele radiowęzłów nadających w tym samym czasie). Byłam pewna, że jakaś potężna demonstracja z równie potężną procesją przechodzi pod naszymi oknami, dźwięki modlitw i świeckich piosenek mieszały się w tym niemiłosiernym hałasie. Jak się później okazało, tak wcześnie i tak głośno zaczynają dzień Ghańczycy i kończą go równie głośno i bardzo późno. gabriela3Nie mówię, że cała Afryka jest taka, nawet nie mogę powiedzieć, że cała Ghana. Północ kraju jest już całkiem inna. Jednak ten region w którym posługujemy jest właśnie taki: ludzie są szalenie gościnni, radośni i… bardzo hałaśliwi. Hałas towarzyszy tu człowiekowi na każdym kroku: w kościele, na ulicy, na ryneczkach, w urzędach. Nie jest to takie natężenie dźwięku, z którym łatwo żyć. Piszę o tym dlatego, że jak się okazało właśnie to, było jednym z największych wyzwań z jakimi musiałam się tu zmierzyć. Zresztą  nie tylko ja. Wielu misjonarzy, nawet takich z poważnym stażem w innych rejonach Afryki mówi o tym. Wcale nie upały, choć bywają potężne i męczące, nie  jedzenie, nie różnice kulturowe, ale właśnie ten hałas daje się najbardziej we znaki.

Elżbieta Klimaszewska

gabriela4część druga