Niesiemy polskie święta do etiopskich domów

MISJONERA 2018, cz. 1 Etiopia

et1a

Podróżując po Afryce w poszukiwaniu miejsc, gdzie pomoc dzieciakom może przynieść radość, niewątpliwie specyfika miejsca, kultura, lokalne zwyczaje tworzą wieź duchową do tworzenia fundamentu dla niesienia dobra. Może Bóg nam tak plan życia układa, może nasz anioł stróż naszymi drogami kieruje, by odnajdywać miejsca, gdzie zostawiamy coś z siebie.

W styczniu znowu dotarliśmy misjonersko razem z Pawłem Werakso i Markiem Girowskim - który w ostatniej chwili dołączył do fundacyjnych podróżników „z misją”, do Etiopii. Odkrywaliśmy na nowo stolicę Addis Abebę i niecierpliwie czekaliśmy na Arba Minch, a najbardziej na dotarcie do naszego przyjaciela i wolontariusza fundacji Tsehaia Bogale i jego Dorze Lodge. et2Witaliśmy się na lotnisku jak starzy przyjaciele. Wracaliśmy do naszych wcześniejszych projektów a radość sprawiała nam wspólna idea niesienia dzieciom radości z okazji koptyjskiego Święta Bożego Narodzenia, które przypada na 6 stycznia.

Mieliśmy okazję przeżywać bożonarodzeniową „Gwiazdkę” dwa razy – raz po polsku, drugim razem po etiopsku, tym razem jako Mikołajowie w czerwonych czapkach, którzy byli wydarzeniem niezapomnianym dla wielu dzieci Dorze. Święto Bożego Narodzenia nie ma w Etiopii takiego charakteru jak Polsce, nawet trudno znaleźć wymiar świąt po wioskach, ale cieszył nas fakt, że to my niesiemy polskie święta do etiopskich domów.

Po wspaniałym powitaniu w szkole i miejscu, gdzie Fundacja Dzieci Afryki rozpoczyna pomoc w rozbudowie placówki edukacyjnej, odbyła się oficjalna prezentacja przez władze lokalne i naszego przyjaciela Tsehaia idei projektu „Szkoły Dorze„. Było nam bardzo miło, gdy starszyzna wioski i dzieci wspominały nas i naszą wizytę przed 4-oma laty. Wielu pamiętało, że brak z nami Roberta Nogi, wielu pokazywało nam, gdzie była i jakie dzieło zostawiła po sobie Sylwia Kilińska.

et4Nasza działalność w Etiopii to symboliczne buciki, które od lat ofiarujemy dzieciom Dorze w ramach projektu „Buciki dla dzieci„. Wszystko zaczęło się kiedyś od spacerowych spostrzeżeń po wioskach, że dzieci po kamienistym terenie gór chodzą tu w czymś co nie godzi się nazwać butem. Zawsze wspominaliśmy pierwszego chłopca, który otrzymał od nas buty. I to co piękne staje się prawdziwe, bo odnaleźliśmy naszego bohatera, którego spotkaliśmy 4 lata temu. Był naszym gościem honorowym w a akcji ofiarowywania bucików dzieciom dla uczniów całej szkoły zasiadał w loży przy wioskowym stole obrad. Czasem byliśmy zakłopotani jak sprostać oczekiwaniom dzieci, wzorów i rozmiarów butów ale dla chcącego pomóc rozwiązanie zawsze się znajdzie.

Znów akcja przekazywania piórników dzieciom była pięknym darem serca wszystkich naszych darczyńców i wolontariuszy. Uśmiechy dzieci, ich ciekawość, zainteresowanie  nowymi możliwościami nauki dlatego, że oto mają w ręku to „piórnikowe coś” były jak zawsze wspaniałym przeżyciem. et6To my – nasza Fundacja – stworzyła prawdziwą, świąteczną atmosferę, której te dzieci i ich rodzice nie zapomną nigdy. Bardzo wzruszające były chwile  podziękowań i próśb o dalszą pomoc. My naprawdę czujemy się z tym miejscem związani i mamy nadzieję, że przyjdzie czas, gdy fundacyjny klub duchowych sympatyków Dorze Lodge dojrzeje do większego spotkania. Koszulka fundacyjna jest tu już symbolicznym elementem wkomponowanym w historię miejsca, które w lokalnych wierzeniach było miejscem, gdzie miała przystanek Arka Noego w czasie potopu. W takim miejscu powstaje wspólnota duchowa i kulturowa dzieła fundacyjnego.

Ważnym wydarzeniem w trasie naszej misjonerskiej podróży była nieplanowana wizyta. Ideą zaszczepił nas Tsehai, zadając wieczorne pytanie – a może pojedziemy na jedną noc do Hamerów? Odpowiedź była prosta – oczywiście, że TAK. Wielogodzinna podróż nie męczyła, bo nagrodą miało być spotkanie z naszymi wyjątkowymi wspomnieniami znowu sprzed 4 lat. Zastanawialiśmy się co tam mogło się zmienić, czy ktoś nas jeszcze pet5amięta? Wkrótce dowiedzieliśmy się, że pamięć hamerska jest dobra, że znowu w naszej ekspedycji kłuł w oczy wodza Hamerów brak Roberta. A pierwszą niespodzianką było spotkanie z młodymi córkami wodza, które były miło zaskoczone naszym przybyciem. To co zwracało naszą uwagę to to, że młode kobiety nie tylko fizycznie dojrzały ale zgodnie ze zwyczajem, w ocenie hamerskiej dojrzałości kobiecej, przybyło im blizn na plecach. Dla nas radość ze spotkania była okazją do wyrażenia jej naszą świąteczną atmosferą. Były znowu symboliczne zdjęcia z karabinem hamerskim, na którego posiadanie zezwala lokalne prawo, było prezentacje dawnych, wspólnych zdjęć i dyskusja co się zmieniło. Takich obrazów chyba jeszcze świat nie widział – Hamera w czapce świętego Mikołaja z piórnikiem swojego dziecka w ręku. et7Piórnik nie był tylko skarbem dziecka, piórnik był skarbem całego domu, był nieznanym warsztatem nauki, jakby oknem na świat, który trudno zrozumieć.

Fundacyjnie wciąż edukujemy, pokazujemy, zmieniamy, zachęcamy do pracy, by poprawiać status życia afrykańskiego dziecka. Do zobaczenia w Etiopii.

Krzysztof Bucholski

et1

od lewej: Paweł, Krzysztof i Marek z uczniami szkoły Dorze