O mój Boże, gdzie ja jestem?

wakacyjnie do Bangladeszu zaprasza o. Mariusz Pacuła SVD
bangladesz350

Po ośmiu miesiącach oczekiwania na wizę do Bangladeszu, kiedy ją w końcu otrzymałem, zrodziła się nowa nadzieja: otwarte drzwi na działalność misyjną. Jednak wyjazd do nowego kraju wiąże się z niepokojem i nowymi wyzwaniami.

Pierwszego grudnia ub.r. wylądowałem w stolicy Bangladeszu – Dhaka. Dhaka (w języku lokalnym oznacza ,,Ukryte Miasto”). Po dwóch dniach pobytu w Dhace ruszyłem do Chittagong (po bengalsku znaczy ,,Mała Wioska”) drugiego co do wielkości miasta po Dhace, z ponad 4 mln mieszkańców. Jest tu siedziba miejscowego biskupa Mosesa Costy ze zgromadzenia Holy Cross. Diecezja liczy ok. 22 tys. katolików. Biskup powierzył nam, werbistom, parafię Niepokalanego Poczęcia NMP w Chittagong. Obszar administracyjny Chittagong jest częściowo objęty restrykcjami dotyczącymi obcokrajowców, np. zakazem wjazdu bez pozwolenia.

bangladesz1Bangladesz, z ok. 164 mln mieszkańców, jest w 98 proc. krajem muzułmańskim, natomiast teren objęty restrykcjami to ta jego część, gdzie mieszkańcy nie chcą być muzułmanami. Dlatego miejscowy biskup pragnie wszystkich swoich lokalnych księży wysłać na tereny tzw. Hilltracks, żeby podjąć próbę ewangelizacji miejscowej ludności. Jest to obszar bez dróg, elektryczności czy sieci szkół.

ALFABET BENGALSKI I INNE SPRAWY

Bangladesz zamieszkują różne grupy etniczne, mające swój język, ale głównym językiem jest bengalski. Niewielu mieszkańców zna angielski. Jeden z misjonarzy określił alfabet języka bengalskiego w ten sposób: ,,Wygląda tak, jakby ktoś na drucie kolczastym pozawieszał rzeczy po praniu”. Podczas oczekiwania na wizę próbowałem nauczyć się tych znaków, żeby przynajmniej czytać w tym języka. Po dwóch miesiącach pobytu w Bangladeszu podjąłem nawet pierwsze próby odprawiania Mszy św. po bengalsku. Na koniec Eucharystii powiedziałem po angielsku, że mam nadzieję, iż jej uczestnicy nie cierpieli zbytnio z powodu mojej wymowy. Odpowiedzią ze strony ludzi był lekki uśmiech na twarzach. Jednak potem usłyszałem wiele słów wsparcia odnośnie nauki ich języka. Moje pierwsze doświadczenie dotyczące relacji z ludźmi zaskoczyło mnie i nieco zszokowało. W Afryce było zupełnie inaczej.

W Ghanie ludzie już z daleka witają z uśmiechem na twarzy i zapraszają na poczęstunek, by przez chwilę porozmawiać. Społeczność w Bangladeszu zachowuje się inaczej. Patrząc na twarze przechodzących obok ludzi, ma się wrażenie, jakby się nikt tobą nie interesował. Gdy pozdrawia się kogoś nieznajomego, nikt nie reaguje, nikt nie odpowiada na pozdrowienie. Mam nadzieję, że to ze względu na nieznajomość języka! Po pierwszych kontaktach z ludźmi w Bangladeszu, czy w ogóle w Azji, ma się wrażenie obojętności ze strony spotykanych na drodze osób – każdy się śpieszy, idzie do swojej pracy, czy wraca do domu bez wyrazu rudości na twarzy. Jakby całe społeczeństwo nigdy nie doświadczyło radości, która może być uzewnętrzniona uśmiechem.

Na początku grudnia próbowałem nawiązać pierwsze kontakty z parafianami. Zostałem przedstawiony przez miejscowego biskupa podczas uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP, które jest zarazem świętem założenia naszego Zgromadzenia Słowa Bożego. bangladesz2Na koniec Mszy św. otrzymałem bukiet kwiatów a następnie czekała mnie kolacja z biskupem i siostrami pracującymi w szkole podstawowej przy parafii. W Bangladeszu obowiązuje muzułmański tydzień pracy, a więc piątek i sobota są wolne od pracy, a niedziela jest pierwszym dniem pracy w tygodniu. Dlatego niedzielne Msze św. są odprawiane w sobotę i w niedzielę wieczorem, aby ludzie po pracy mogli przyjść na Eucharystię.

GDZIE JA JESTEM?

Przed Bożym Narodzeniem grupy parafialne zintensyfikowały swoją działalność, ponieważ przygotowały święta, które stały się dla mnie dobrą okazją do poznania parafian. Dzień przed Wigilią proboszcz poprosił mnie, abym odprawił Mszę św. w języku angielskim i wygłosił homilię. Dodał, że ze względu na bezpieczeństwo pojawi się ok. 15 osób z policji. Przyjdą z bronią i będą czuwać nad bezpieczeństwem uroczystości Bożego Narodzenia. W czasie oktawy będą zawsze na posterunkach wokół kościoła. Przyjąłem tę wiadomość ze zrozumieniem. Jednak na godzinę przed rozpoczęciem uroczystości, gdy wszedłem do kościoła i zobaczyłem 15 uzbrojonych osób, czy to siedzących w ławkach, czy to oglądających świąteczny wystrój kościoła, pomyślałem: „O mój Boże, gdzie ja jestem?”. Podszedłem do nich, żeby się przywitać. Pozdrowiłem po angielsku. Część z nich odpowiedziała w tym języku, a część tylko zamrugała oczami. Wśród nich było pięć kobiet, które stały osobno. Podszedłem do nich. Automatycznie wyciągnęłam rękę do przywitania, jednak one zrobiły krok do tyłu, lekko zaskoczone moim zachowaniem. Niektóre wyciągnęły rękę i przywitały się, inne tylko kiwnęły głową. Po chwili przypomniało mi się, ze w kulturze muzułmańskiej nie podaje się ręki kobietom. Po raz pierwszy w moim misyjnym życiu miałem uczucie, jakbym był trędowaty w tym świecie, tj. odrzucony. A jest to świat, w którym przyszło mi żyć – świat muzułmański. Przez moją głowę przeszła burza negatywnych myśli i niepokojów. Gdy dzieliłem się Słowem Bożym podczas homilii, patrzyłem na twarze policji muzułmańskiej, siedzącej z bronią w ławkach. Były bez wyrazu, jakby obojętne i odrzucające prawdę o narodzeniu i miłości Chrystusa, Syna Bożego. ,,W takim świecie również rodzi się Chrystus”, pomyślałem, a wtedy moje serce wypełniło się pokojem.

PRAGNIENIE WIARY?

Do parafii przychodzi wielu muzułmanów, którzy twierdzą, że chcą być chrześcijanami, katolikami i chcą przyjąć chrzest. Tak do końca nie wiadomo, czy to prowokacja, czy szczere pragnienie wiary. Nawet jeśli byłoby to szczere pragnienie wiary, to trzeba uważać na muzułmanów, chcących przyjąć chrześcijaństwo. Budzi to wątpliwości. Podejście do muzułmanów w diecezji jest raczej takie: jeśli chcesz być chrześcijaninem, chodź do kościoła, módl się, czytaj Pismo Święte, poznawaj Jezusa itd. Chrzest nie wchodzi w rachubę. Z kolei społeczność muzułmańska nie stawia przeszkód, by rozmawiać o Chrystusie czy o Kościele, a kobiety muzułmańskie przychodzą do groty Najświętszej Marii Panny na modlitwę. Natomiast jeśli zostanie udzielony chrzest osobie ze środowiska muzułmańskiego, może spotkać się to z ostrą reakcją radykalnych islamistów, którzy wykorzystają i podburzą lokalną społeczność przeciwko Kościołowi. Dlatego biskup przestrzega i prosi o zachowanie ostrożności. Pragnący poznać chrześcijaństwo i poszukujący Chrystusa mogą swobodnie nabywać Pismo Święte czy różaniec, odwiedzać kościoły, czytać lekturę religijną itd. Natomiast problem pojawia się, jeśli ktoś chce przyjąć chrzest. Kiedy spotykamy takie osoby, musimy sami niejako stać się przeszkodą na ich drodze, zanim pragnienie pójścia za Chrystusem nie stanie się w nich dojrzałe. Mimo rozdarcia i bólu w sercu, mimo chęci udzielenia chrztu to w konfrontacji ze światem, gdzie nie ma wolności wyznania, a jedynie przemoc i prześladowanie, trzeba zachować roztropność. Diecezja Chittagong 8 lutego obchodziła 500 lecie obecności chrześcijaństwa w Zatoce Bengalskiej. Mimo, że chrześcijanie żyją wśród społeczności muzułmańskiej, Duch Święty ciągle podtrzymuje ich wiarę i przynależność do Kościoła. Bogu niech będzie chwała za 500 lat wiary w tym zakątku globu.

o. Mariusz Pacuła SVD
(przedruk MISJONARZ nr 5/2019)

bangladesz3