Pamiętajcie o misjonarzach, czasem czują się samotni…

pamietajcie4Bogusław Kalungi Dąbrowski jest współzałożycielem misji w Kakooge niedaleko Kampali w Ugandzie. Świąteczny wywiad z autorem fascynującej książki „Spalić paszport” przeprowadziła Iga Urzędowska – wolontariuszka fundacji.

Czym mógłby Ojciec krótko opowiedzieć coś o sobie i miejscu w którym obecnie się znajduje?

Już ponad 17 lat pracuję na misji w Kakooge, którą osobiście zakładałem. Kakooge leży w odległości 100 kilometrów od Kampali. Jest to misja biedna. Wybudowaliśmy szpitalik i kilka szkół. Nasza szkoła podstawowa ma ponad 800 uczniów i w rankingach należy do najlepszych szkół w Ugandzie. Ludzie są bardzo biedni, uprawiają rolę, wypalają węgiel drzewny albo wypasają krowy dla bogatych właścicieli z Kampali. Aby przeżyć kolejny dzień, muszą przynieść wodę, chrust, i to najczęściej z daleka. W Kakooge przy drodze znajduje się kilka sklepów, dyskoteka, budka rzeźnika, w której jest telefon, i w razie pilnej potrzeby można stamtąd zadzwonić. W Kakooge jest kościół katolicki, anglikański, meczet i kilka kościołów zielonoświątkowych.

 Jak wygląda w Ugandzie typowa tradycja świąteczna?

W Boże Narodzenie katolicy z Kakooge uczestniczą we mszy świętej w kościele, a potem w gronie najbliższych spożywają lepszy niż zazwyczaj posiłek: gotowane banany z mięsem przyrządzonym w liściach bananowych (matooke i luwombo). Drzewko z banana przybrane jest najczęściej w różne kartki świąteczne i wstążki. Ludzie obdarowują się prezentami, lubią śpiewać, tańczyć, piją po południu alkohol. Temperatura wynosi około trzydziestu stopni ciepła. Nie ma zwyczaju wieczerzy wigilijnej i dzielenia się opłatkiem. Tylko w nielicznych kościołach są szopki. Tradycję robienia szopek sto lat temu przekazali miejscowym misjonarze z Europy, ale nie za bardzo się przyjęła.
pamietajcie5Ma Ojciec jakiś swój ulubiony zwyczaj bożonarodzeniowy? Zarówno z afrykańskiej tradycji jak i polskiej, który wdrożył Ojciec lub chciałby do zrobić?

Na moje pierwsze święta Bożego Narodzenia w Ugandzie postanowiłem zrobić jasełka. Jako dziecko chodziłem z bratem i mamą na jasełka do szkoły, w której mama była nauczycielką, więc miałem o nich jako takie pojęcie. Wcieliłem się w rolę reżysera. Tekst wziąłem z Biblii i trochę go zmodyfikowałem, na potrzeby tutejszych warunków. Jednak prawdziwy problem miałem przy obsadzie ról, np. kogo wybrać na diabła? W Polsce musiał to być ktoś czarny, a w Afryce — najlepiej pasowałby biały, więc posypaliśmy kandydata mąką. Przy jasełkach pomagała mi miejscowa młodzież. Poleciłem im, żeby zrobili dekoracje. Wykazali się niesamowitą wyobraźnią, między innymi owinęli drzewko sosny papierem toaletowym, w którym powycinali pomysłowe wzory, gwiazdę zrobili z suchego liścia bananowego, a szopkę na wzór miejscowych chatek z gliny.

Czy pamięta Ojciec coś, co najbardziej Ojca poruszyło lub zaskoczyło?

Sprawowałem już wiele mszy tzw. „misjonarskich”, odprawianych pod gołym niebem w wioskach, gdzie nie było kaplic, w buszu. Niejeden raz za naczynia liturgiczne służyły mi plastikowe butelki, a do chrztu używałem wody z kałuży. Na mszę w Kamuninie razem z ludźmi przychodzą krowy i psy. Krowy pasą się koło kaplicy, a psy siedzą koło właścicieli. Jest tylko zadaszenie z trawy nad ołtarzem. Kiedyś podczas mszy krowa zjadła pół dachu. Istna szopka betlejemska i msza franciszkańska.

Czy mieszkańcy lubią śpiewać kolędy albo piosenki świąteczne? Znają jakąś polską kolędę?

Niestety takich typowych kolęd jak my znamy w Polsce to w Ugandzie nie ma. Ale mają oczywiście swoje pieśni mówiące o Bożym Narodzeniu. Są radosne i ludzie bardzo lubią je śpiewać.

A jak wygląda tradycja Świętego Mikołaja i zwyczaj dawania prezentów?

Nie ma tu takiego zwyczaju. Ale jak byłem proboszczem to jechałem przez Kakooge na pace pikapa w przebraniu świętego Mikołaja i rzucałem dzieciom cukierki. Nie bardzo wiedziały o co chodzi, ale cieszyły się jak złapały. Oczywiście w kościele mówiłem o postaci Świętego Mikołaja, ale niewiele dzieci przyszło.

Dziękujemy Ojcu za tą wspaniałą rozmowę. Czy chciałby Ojciec jeszcze coś dodać?

Pamiętajcie o misjonarzach, którzy czasem czują się samotni…

I na koniec czego możemy życzyć naszym czytelnikom?

Radosnych i rodzinnych, pełnych wzajemnej życzliwości Świąt Bożego Narodzenia.

o. Bogusław Dąbrowski,
franciszkanin

pamietajcie6

Jeśli ktoś szuka prezentu pod choinkę to książka “Spalić paszport” – autorstwa o. Bogusława Dąbrowskiego, może być doskonałą propozycją. 

spalic paszportDochód ze sprzedaży książki jest przeznaczony na misje, a konkretnie na szkołę techniczną im. św. Jana Pawła II – Technical Institute. To szkoła zawodowa Kakooge na terenie parafii, w której będzie szkolona młodzież pod kątem pracy w prostych profesjach, takich jak rolnicy, stolarze, sekretarki, krawcowe, kucharki czy ślusarze, tak aby młodzież miała później jakiś konkretny fach i mogła się z niego utrzymać.