Pierwsze doświadczenie Afryki

davJubileuszowa, dziesiąta Misjonera Fundacji Dzieci Afryki, dla mnie była pierwszą. Pierwszą pod wieloma względami. Pierwszą wyprawą w roli wolontariuszki misyjnej. Pierwszą podróżą samolotem trwającą kilkanaście godzin. Pierwszym spotkaniem z Afryką. Pierwszym rozstaniem z dziećmi na tak długo. 

Tak, w tym wypadku, 15 dni wydało mi się bardzo długą rozłąką. W tych dwóch tygodniach udało się upchać tak wiele zdarzeń i emocji, że można by porównać je do przejażdżki roller coaster. Od euforii i ekscytacji, przez strach, smutek, wzruszenie i przygnębienie z powrotem w kierunku radości i szczęścia.

doswadczenie4Cieszę się, że pojechałam z doświadczonymi podróżnikami Robertem Nogą i Iwoną Kreczmańską. Nie ma słów by oddać, jak dużo im zawdzięczam. Miałam dużo obaw, gdy pierwszy raz nieśmiało zaproponowałam, że chętnie wyruszę na „czarny ląd”. Gdy powiedziałam, że chcę spróbować pomóc własnymi rękami, nie pieniędzmi. Nie zignorowali mnie. Nie potraktowali tego jak czczej gadaniny. Co więcej, od razu zaproponowali coś konkretnego! Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Czułam wdzięczność, że zaproponowali mi udział w tak zacnym przedsięwzięciu. Podczas przygotowań do wyjazdu, a także w jego trakcie, uchronili mnie przed wieloma kosztownymi pomyłkami. Kosztownymi nie tylko w sensie finansowym ale przede wszystkim zdrowotnym.

W naszym misjonerskim planie były dwa kraje: Namibia i Angola. W pierwszym spędziliśmy półtora tygodnia, w drugim trzy dni. Robert uprzedzał mnie, że są to zgoła inne kraje. Namibia to w porównaniu z innymi krajami Afryki bogate państwo o niepodważalnych walorach turystycznych. Ludzie są tam otwarci, ciekawi innych. Angola zaś odwrotnie, bardzo uboga, bardzo nieufna. Ślady niedawnego konfliktu zbrojnego są widoczne nie tyle na ulicy, co w świadomości ludzkiej i w ich opowieściach. Nieważne ile razy Robert by mnie jeszcze uprzedził o tej rozbieżności między państwami, nic nie zastąpi własnych doświadczeń.

davPrzez Namibię podróżowaliśmy wynajętym autem, co z jednej strony umożliwiło szybkie dotarcie do Katima Mulilo, gdzie znajduje się Cheshire Home – dom dla dzieci niepełnosprawnych, prowadzony przez polskie i namibijskie misjonarki ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Imienia Jezus, z drugiej zaś umożliwił zatrzymanie się po drodze w kilku pięknych miejscach.

Zaraz po wylądowaniu w Windhoek, stolicy Namibii, przekonałam się, że możemy liczyć na pomoc miejscowych. Mieliśmy poważne kłopoty z dotarciem do miejsca noclegu, ponieważ nasza miejscowa karta telefoniczna nie działała, podobnie jak GPS. Poza tym ruch w Namibii jest lewostronny, a kierowcy, w tym momencie byli jeszcze niedoświadczeni w poruszaniu się po tej stronie ulicy. Był upał, a my po kilkunastogodzinnym locie nieco zdezorientowani i przytłoczeni nagłą zmianą klimatu. Właśnie wtedy pomógł nam zaradny miejscowy, który wsiadł do naszego samochodu, poprowadził w dobre miejsce, zapukał do bramy i niemal podprowadził pod próg. Dodatkowo obdarzył opowieścią, o tym, że studiuje życie i że jest szczęśliwym, choć formalnie niewykształconym człowiekiem. Po drobnym wynagrodzeniu pieniężnym odszedł, jak gdyby nigdy nic. A my stojąc u bram upragnionego, poszukiwanego od dobrych dwóch godzin miejsca, poczuliśmy ogromną ulgę i wdzięczność.

Kolejnego dnia postanowiliśmy dotrzeć do plemienia Himba. To koczownicze plemię, stanowi  jedną z głównych atrakcji turystycznych Namibii, bo niewiele jest w Afryce tak fascynujących grup etnicznych, które zachowały swój pierwotny charakter. Zaskoczyła mnie otwartość tych ludzi, ich poczucie humoru oraz dbałość o przyrodę. Przywieźliśmy im podarki. Prezenty rozdysponowywał pomiędzy współplemieńców wódz wioski. Jednym z upominków były kubeczki dla dzieci. Każdy osobno, przez producenta, został opakowany w folię (a jakże!). Wódz plemienia Himba przywołał do siebie dzieci, po czydoswiadczenie1m skrupulatnie wyjmował każdy kubek z folii, wręczał dziecku, a folię podawał swojemu pomocnikowi, który wszystkie przywiezione przez nas śmieci umieszczał w specjalnie na tą okazję utworzonym koszu na śmieci. Cóż mam rzecz, było mi wstyd. Wstyd, że przy okazji potrzebnych im rzeczy, przywieźliśmy do wioski także śmieci.

Kolejne dni podążania do celu misjonery, miejscowości Katima Mulilo, obdarzyły nas niecodziennymi widokami w Parkach Narodowych: Etosha i Bwabwata.

Do Katima, miasta położonego nad rzeką Zambezi, przybyliśmy już pełni wrażeń. Tu zaś przywitały nas radosne twarze dzieci i życzliwe siostry zakonne. Czuliśmy się tam jak w domu. Moim zadaniem było przeszkolenie trójki wychowanków Cheshire Home z oprogramowaniem do komunikacji alternatywnej AAC wraz z przeszkoleniem rodziców i nauczycieli z pobliskich szkół. davKilka dni szkoleń uświadomiły mi, że mogę być spokojna o wykorzystanie programu GRID3. Dzieci bardzo szybko zaczęły prześcigać mnie podczas wykonywania zadań… Podczas szkoleń widziałam, że nie mogą się doczekać, kiedy sprzęt na zawsze powędruje w ich ręce. Myślę, że będą dla siebie nawzajem wsparciem i motywacją do doskonalenia komunikacji za pomocą specjalistycznego oprogramowania. Byle tylko dorośli stanęli na wysokości zadania ;-) /sprzęt z oprogramowaniem został sfinansowany z 1% podatku dla Dzieci Afryki/

Podczas wizyty w Katima Mulilo zorganizowaliśmy także zawody sportowe dla dzieci. Było dużo śmiechu, odrobina współzawodnictwa i szczypta szelmostwa. doswiadczenie3Garść zachwytu i ogrom radości z wymarzonych prezentów i nowych doświadczeń. Należy zaznaczyć w tym miejscu ogrom pracy sióstr Faustyny, Judyty i Lucy oraz niezastąpionej holenderskiej rehabilitantki Jesse. Były niezwykle zaangażowane, oddane sprawie.

Żal było opuszczać to wspaniałe miejsce, ale Angola już na nas czekała. Lot z Windhoek do Luandy, stolicy Angoli, zajął nie więcej niż 2,5 godziny ale przeniósł nas do innego wymiaru. Na lotnisku było parno i duszno. I rzeczywiście, gdy wsiadaliśmy do samochodu z księdzem Emilem Kalka SVD, który przyjechał nas odebrać, lunęła ściana deszczu. W ciągu 20 minut część dróg Luandy stała się nieprzejezdna. Tu od razu rzucała się w oczy wszechobecna bieda, ogromne nierówności społeczne, brak dobrej infrastruktury. Mijaliśmy ludzi w śmietnikach, poszukujących resztek jedzenia. Handlarki, które na straganie mają do sprzedaży jedynie dwa kilo słodkich ziemniaków, czy kilka mioteł. Wszystko sprawiało wrażenie tymczasowego, niedokończonego lub zaprojektowanego zbyt szybko.

W Angoli nie mieliśmy tak jasno określonych celów jak w Namibii. To nowe miejsce na mapie pomocowej fundacji. Nasza wizyta miała sprawdzić, jakie są możliwości współpracy z tutejszymi misjonarzami i jaka pomoc jest potrzebna. doswiadczenie8Ksiądz Emil, którego poznaliśmy dopiero na miejscu, okazał się człowiekiem wyjątkowym – niezwykle gościnnym, prostolinijnym, otwartym. Takim, który cały czas działa i nie przestaje myśleć o innych. Pokazał nam zarządzaną przez siebie klinikę w Kifangongo, umożliwił odwiedzenie CACAJ – sierocińca dla dzieci ulicy. Choć w Angoli byliśmy zaledwie kilka dni, udało się tu sprawić nieco radości dzieciom. Dzięki niezwykłej organizacji księży werbistów, oraz ich życzliwemu podejściu do naszego pomysłu, zorganizowaliśmy dla chłopców ze wspomnianego sierocińca, zawody sportowe. doswiadczenie11Choć początkowo nieufni, szybko wciągnął ich duch rywalizacji. Miło było patrzeć na ich radość z wygranych w zawodach plecaków, opasek odblaskowych czy piłek do gry w futbol. Chłopcy nie byli jedynie biernymi uczestnikami. W ramach podziękowań zaproponowali, że dla nas zatańczą. Ach, co to była za energia! Gdy, już po skończonych zawodach, prosiłam by pokazali mi kroki swojego tańca, a ja nieudolnie próbowałam je powtarzać, patrzyli na mnie z lekkim politowaniem, ale będę ćwiczyć i jeszcze im pokażę!

Dwa tygodnie umknęły zbyt szybko. Nie obejrzałam się, gdy już siedziałam w samolocie w drodze do Europy. Wracałam przede wszystkim do swojej rodziny. Jeszcze bardziej doceniłam jej wartość. Wracałam do służby medycznej na wysokim poziomie. Do krainy wolnej od malarii, dengi i jadowitych węży. Wracałam również, co cieszyło mnie już znacznie mniej, do wiadomości o koronawirusie, wyborów parlamentarnych i wszechobecnego plastiku.

Grażyna Pol
doswiadczenie9

post scriptum
Dziękując Grażynie oraz Iwonie za poświęcony czas, energię i wolontariacką pracę podczas MISJONERY 2020, pragnę nadmienić, iż poza zaplanowanym szkoleniem dzieci oraz ich opiekunów, organizowaniem zabaw i konkursów dla dzieci a także, co oczywiste, podziwianiem walorów przyrodniczych Afryki przedstawiciele fundacji m.in. realizowali materiał do kampanii „Kilometry Dobra” a także bacznie przyglądali się dzieciom i rozpoznawali w pilnych potrzebach na ich rzecz. I tak postanowiono rozpocząć działania diagnostyczno-lecznicze dla 16. letniego Dawida (Namibia), który od lat cierpi z powodu przykurczy mięśniowych kończyn oraz dla 12. letniego wychowanka CACAJ (Angola), którego poparzona na całej powierzchni twarz wymaga przeszczepu skóry.

Możesz pomóc już dziś poprzez FUNDUSZ MEDYCZNY, dziękujemy :-)

Robert Noga,
współzałożyciel fundacji

doswiadczenie12Serdecznie dziękujemy
za okazaną pomoc i gościnę 

Misjonarkom Marylkom
w Windhoek i Katima Mulilo

oraz Misjonarzom Werbistom
w Luandzie
a także Ludziom Pięknych Serc
za wsparcie finansowe dzieci
ze szlaku MISJONERY 2020 :-)

Iwona, Robert  i Grażyna

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.