Podróżnicy z misją

/artykuł z Kuriera Szczecińskiego z dn. 17 listopada 2009 r./

Budują sierociniec w Kamerunie

Robert Noga i Paweł Werakso pochodzący z Choszczna postanowili pomóc w wybudowaniu oratorium dla sierot i najuboższych dzieci oraz pomagać szkole w Kamerunie.

– BYLIŚMY tam na przełomie stycznia i lutego. Ponownie pojedziemy w lutym przyszłego roku – mówi pedagog Robert Noga, który od 24 lat mieszka poza rodzinnym Choszcznem, ale to właśnie z nim wiąże swoje plany. – Spotkałem tutaj ludzi, którzy chcą pomóc osieroconym dzieciom. W Kamerunie panuje ogromna nędza. Te dzieci jedzą do syta tylko raz dziennie.
W Nguelemendouka spędził miesiąc. Poznał tam trudne warunki egzystencji ludzi żyjących w prawdziwym ubóstwie oraz małą Ingrid z Betare-Oya, którą wspiera finansowo, opłacając naukę w szkole. Robi to od czterech lat. Paweł Werakso z Poznania utrzymuje zaś Patricka z Nguelemendouka.
- Zwiedziłem niemal cały świat, ale nigdzie jeszcze nie widziałem tak ogromnej biedy. Afryka odmieniła moje życie – mówi Paweł Werakso, biznesmen z Poznania, a wcześniej student szczecińskiej Akademii Rolniczej. Obaj panowie, znający się jeszcze od czasów ministranckich, założyli fundację „Dzieci Afryki”. Założona została 15 kwietnia w Stargardzie Szczecińskim. Sprzyja jej bardzo przyjaciel podróżników ks. Andrzej Lemieszko proboszcz z parafii pw. św. Jadwigi Królowej w Choszcznie oraz Katarzyna Piotrowiak – Tyc, nauczycielka z Zespołu Szkół nr 1. Pani Kasia jest działaczką fundacji.
– Wśród fundatorów jest mój 88-letni dziadek Napoleon Werakso, który bez wahania zgodził się na to wyzwanie – podkreśla Paweł Werakso. Podróżnicy Choszczno odwiedzają często, stąd pomysł, aby włączyć jego mieszkańców do pomocy.
– Byliśmy tu z misjonarkami s. Immakulatą Faustynowicz i s. Goretti Bober, które w Kamerunie przebywają od ponad 20 lat. Spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem – mówi Robert Noga.
Paweł Werakso swój pobyt w Kamerunie przypłacił malarią.

- Po wyjściu z samolotu znalazłem się w szpitalu. Teraz już jestem zdrowy, ale warunki życia w Afryce są ciężkie – podkreśla. Obaj podróżnicy patrzyli na dzieci śpiące na prowizorycznych pryczach bez materaców. Kiedy kupili materac, to na łóżku, na którym spała dotąd piątka dzieci, zaczęło spać dziewięcioro. Zwyczajny materac kosztuje tyle, ile mogą zarobić niektórzy Kameruńczycy za miesiąc pracy. Wielkim dobrodziejstwem jest możliwość uczęszczania do szkoły. Afrykańskie dzieci opiekują się młodszym rodzeństwem, tylko nieliczni się uczą.

– Lekcja trwa trzy godziny, przerwę stanowią zajęcia z wychowania fizycznego. Po zakończeniu zajęć młodsze dzieci nie idą od razu do domu, ale przez okna zaglądają do klas i chłoną wiedzę przyswajaną przez starszych kolegów – opowiadają podróżnicy. Przerwa między lekcjami w Nguelemendouka to także czas, aby zaspokoić głód.

– Dzieciaki pędzą do kopców termitów i zjadają je żywcem – mówi Robert Noga. Mali Kameruńczycy do szkoły chodzą w mundurkach fioletowych lub brązowych, zaś do przedszkola w zielonych fartuszkach, są one często ich jedynym odzieniem. Mundurki noszą także nauczyciele. Wspomagają ich katolickie misje.

– Chcemy otoczyć opieką szkołę w Nguelemendouka i tamtejszy sierociniec. W szkole uczy się blisko 400 uczniów, zaś w sierocińcu jest około 150 podopiecznych. Dla większej ilości dzieci nie ma już miejsc. Chcemy zapewnić lepsze warunki życia pozostałym, dlatego zamierzamy wspierać budowę sierocińca dla kolejnych 150 – mówi Paweł Werakso.

Tamtejsze dzieci marzą o posiłku, więc w listach z Kamerunu jest prośba o kupno ryżu, bo mamusi na to nie stać.

– To niewielka kwota jak na europejskie warunki, ale dla afrykańskich dzieci to cena życia – podkreślają dawni choszczanie. Chcieliby, aby mieszkańcy ich rodzinnego miasta przyłączyli się do akcji Adopcji Serca.

– Można ofiarować określoną kwotę na sierociniec albo wypełnić odpowiednią deklarację i za 42 zł miesięcznie zapewnić byt jednemu dziecku do ukończenia szkoły podstawowej lub nawet do pełnoletniości – wyjaśnia Robert Noga, prezes fundacji „Dzieci Afryki”.

– Nie patronują nam żadne media, więc fajnie byłoby, gdyby „Kurier Szczeciński” zechciał objąć naszą akcję swoim patronatem – dodaje Paweł Werakso.

Fundacja chętnie przyjmie także dary rzeczowe dla dzieci.

– Dzieci i ich rodziny bardzo się ucieszą z kolorowych T-shirtów, klapek takich jak na basen. Można podarować im karimaty – takie, z jakich panie korzystają podczas aerobiku. Każda zabawka z Europy jest dla nich powodem do dumy. Mogą to być pluszaki, bo samochodziki, a nawet rowery potrafią zrobić sami z drewna. Tam nic się nie zmarnuje. Dla tych dzieciaków luksusem byłyby ołówki , kredki czy piórniki – mówi Paweł Werakso.

Dzieci z Kamerunu unikają słodyczy, bo z powodu pasożytującej w ich organizmach glisty ludzkiej bardzo cierpią. Inne pasożyty lubią miejsca pod paznokciami młodych i starszych osób.

– Wydłubują je przy pomocy agrafek. Ofiarują im je dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Choszcznie – dodaje Robert Noga.

Elżbieta LIPIŃSKA