Przedświąteczna rozmowa z „matką chrzestną” Dzieci Afryki

rozmowa350W tygodniu poprzedzającym Boże Narodzenie siedzibę fundacji odwiedziła s. Immakulata Urszula Faustynowicz ze Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła – „matka chrzestna” Fundacji Dzieci Afryki.

Rozmowę z misjonarką przeprowadził Tomasz Piontek. 

W 1991 roku wylądowała Siostra w Kamerunie, rozpoczynając trwającą do dziś pracę misjonarską. Jakie były pierwsze wrażenia, pierwsze doświadczenia i w jakim stopniu różniły się od Siostry wyobrażeń o sytuacji i warunkach życia w Afryce?

Do wyjazdu przygotowywałam się kilka lat, wydawało mi się więc, że wiem, jak wygląda sytuacja na miejscu. Okazało się jednak, że moje oczekiwania miały się nijak do tego, co zobaczyłam. Ogrom biedy był przerażający, przytłaczający wręcz. rozmowa2Domy to wyłącznie dziurawe chatki pokryte trawą, ludzie przed nimi ubrani w rozpadające się łachmany, dzieci zaś najczęściej były po prostu nagie. Wszyscy chodzili boso, nie było dróg innych niż „ubita ziemia”, a funkcje sklepów  – nielicznych – pełniły deski i ułożone na nich towary, tj. banany, ananasy czy wiszące na kiju upolowane zwierzęta.

A jak jest teraz, czy sytuacja zmieniła się w znaczący sposób?

Tak, na pewno. Oczywiście z polskiej, europejskiej perspektywy poziom życia Afrykańczyków jest nadal bardzo niski. Poprawa jest jednak widoczna. W prowadzonej  przez nas szkole na początku uczyła się setka dzieci. Teraz jest ich ponad 700. W sierocińcu odpowiednio 100 i 300. Także wyposażenie szkół jest o niebo lepsze. Wcześniej za pomoce szkolne służyły kreda i tablica, a nauczanie polegało na wkuwaniu. Dziś dzieci mają zeszyty, długopisy, flamastry, a wiedzę przekazują im nauczyciele po studiach. Studiach, które mogli ukończyć dzięki wsparciu wspaniałych ludzi współpracujących z Fundacją Dzieci Afryki. Podkreślam rolę edukacji, ponieważ jest to najważniejsza – jeśli nie jedyna skuteczna –  droga do poprawy warunków życia.

Czym Siostra zajmuje się w Kamerunie?

rozmowa3Przede wszystkim ewangelizacją – przygotowywaniem dzieci i młodzieży do sakramentów oraz pracą pastoralną i katechetyczną. Poza tym jestem odpowiedzialna za Akcję Katolicką dzieci w diecezji, a także nadzorowanie jej działalności w 45 wioskach naszej rozleglej parafii. Prowadzę także grupę katolicką młodzieży J.E.C. (Katolicka Młodzież Ucząca się). Od wielu lat przygotowuję doroczne pielgrzymki dzieci do sanktuarium Matki Bożej Ubogich w Nguelemendouka. Oprócz prac ewangelizacyjnych i duszpasterskich zajmuję się organizowaniem popołudniowych zajęć i wydawaniem posiłków dla osieroconych dzieci i tych z rodzin bardzo ubogich. To jedno z najważniejszych moich zadań nosi nazwę Oratorium.

Z konieczności musiałam nauczyć się prac budowlanych – kierowałam m.in. budową naszego domu misyjnego.

W tym roku w 8 „okręgach” (każdy składający się z 6-7 wiosek) po raz pierwszy zorganizowaliśmy Wakacje z Jezusem –  dwudniowe święto, podczas którego odprawiamy Eucharystię. Dzieciom rozdajemy kolorowanki, zeszyty, kredki, a także słodycze i pluszaki. Są też konkursy z nagrodami oraz oczywiście śpiewy i tańce. Dla małych i dużych, dzieci i dorosłych.

W 2009 roku Robert Noga i Paweł Werakso na Siostry zaproszenie odwiedzili misję w Kamerunie. Po powrocie niemal natychmiast założyli Fundację Dzieci Afryki. Czy pamięta siostra tamto spotkanie?

rozmowa5Oczywiście, doskonale. Chłopcy – tak właśnie wciąż o nich myślę: „chłopcy” – byli poruszeni do głębi. Jak się później dowiedziałam, już w drodze powrotnej, w samolocie postanowili zorganizować pomoc, poświęcić jej swoje siły i czas. Nazwali mnie „matką chrzestną” fundacji, co sprawiło mi wielką radość. A gdy widzę jak bardzo rozwinęła się przez te ponad 10 lat, i jak duży zasięg ma organizowana przez nią pomoc, nabieram nowych sił do misyjnej pracy. Myślę, ze wówczas Afryka coś w nich zasiała. A dziś zbieramy tego owoce. Owoce serca.

Już prawie święta Bożego Narodzenia. Jakie są różnice w ich obchodzeniu pomiędzy Polską i Kamerunem?

Znaczne. Inaczej być nie może. W Polsce kościół ma 1000 lat, w Kamerunie dopiero 100. W Afryce święta są mniej rodzinne, ludzie spotykają się we wspólnotach, by pomodlić się i razem zjeść. Menu jest oczywiście zdecydowanie skromniejsze (głównie ryby i ryż) – tyle na ile pozwalają środki, a te są mocno ograniczone.

Jest jedno istotne podobieństwo – dzieci i tu i tam czekają na nie z niecierpliwością. Marzę o tym, by kiedyś każde znalazło coś pod „choinką”.

dav

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.