Strach o życie własne i innych

benek2

26 czerwca br. w parafii p.w. Św. Franciszka z Asyżu w Warszawie odbyła się niedziela misyjna. Gośćmi Fundacji, w czasie tego wydarzenia, byli udający się na ŚDM w Krakowie kapucyni z Republiki Środkowoafrykańskiej: br. Benedykt Pączka – misjonarz, br. Valentin Moni – proboszcz z Ngaoundaye oraz Hippolit Kossine – pracownik i przyjaciel misji.

Tego dnia wszyscy czuliśmy się jak byśmy byli w Afryce.  I nie chodzi tylko o pogodę, gdzie temperatura przekraczała 30ᵒC i dawała się mocno we znaki, ale także o porywające kazania i opowieści naszych gości w czasie mszy świętych. Każdy obecny, na swój sposób, przeżywał to co usłyszał od misjonarzy – o strachu o życie własne i innych, o śmierci, o poświęceniu, o nienawiści… ale i o miłości bliźniego.

Praca misjonarzy to ewangelizacja oraz wspieranie lokalnej społeczności wśród której pracują. Życiem dają przykład jak postępować zgodnie z ideą i nauką, którą głoszą. Najczęściej podczas tzw. niedziel misyjnych słyszymy o skrajnym ubóstwie, chorobach, braku wody, czy ograniczonym dostępie do edukacji. Tym razem  br. Benedykt opowiedział nam historię zupełnie inną, z serca Republiki Środkowoafrykańskiej, kraju niespokojnego, co chwila nękanego przez rebelie.

Opowiedział nam o wydarzeniach sprzed kilku dni, kiedy do Ngaoundaye przyszli żołnierze Seleki (rebelianci), by pomścić swych zabitych tu niedawno towarzyszy. benek4Setki osób, w strachu o własne życie, szukało schronienia na misji. Chowali się w każdym kącie; w łazienkach, pod prysznicami, w pokojach misjonarzy. Kilkunastu uzbrojonych mężczyzn weszło na teren misji, szukając ojca Benedykta – wiedzieli, że tam jest – słyszeli płacz dzieci, wiedzieli, że ludzie chowają się u misjonarzy. Próbowali siłą wyważyć drzwi do jego pokoju – na szczęście bez skutku. W tym czasie polski kapucyn w jednym ręku modląc się na różańcu, w drugim trzymając telefon wysyłał wiadomości do przyjaciół z prośbą o pomoc, o przysłanie żołnierzy.

Kiedy rebelianci zagrozili granatem, niektórzy chowający się Afrykańczycy ulegli i otworzyli drzwi budynku. Nie chcemy myśleć, jak by się wszystko skończyło, gdyby nie szybka reakcja na wiadomości o. Benedykta i przyjazd ciężarówki pełnej uzbrojonych żołnierzy.

Tak wygląda życie na misjach w RŚA. W takich warunkach żyją i pracują bracia Benedykt i Valentin oraz Hippolit. I wszyscy trzej zgodnie mówią – wracamy! Jesteśmy w Polsce, ale mamy wyrzuty sumienia, że zostawiliśmy tam tysiące ludzi, którzy nas potrzebują. Chcemy być tam z nimi. A jeśli przyjdzie oddać życie? Oddadzą. Bo każdego czeka śmierć. Trzeba tylko o tym pamiętać i żyć w miłości do drugiego człowieka, by być gotowym, gdy nadejdzie.

W czasie ostatniej, tego dnia, mszy świętej zebrani w kościele modlili się w szczególnej dla nas intencji – za Śp. Napoleona Werakso, współzałożyciela Fundacji Dzieci Afryki, który odszedł do domu Panu w czwartek 23 czerwca, a który do końca mówił o potrzebie dawania siebie innym. Jego słowa i czyny pięknie wpisują się w to, o czym mówił br. Benedykt Pączka – o przyjmowaniu do serca drugiego człowieka.

Gosia Kałun

benek1