Szlakiem 6. misjonery

Wieczorem 16 dnia miesiąca Tarr 2006 r. lądujemy na lotnisku w Addis Abeba, jest godz. 2.15 – choć w naszych telefonach wyświetla się 20.15. Etiopski sposób mierzenia czasu różni się od tego, którym posługujemy się w Europie. Jesteśmy lekko zdezorientowani.

I tak, cofając się w czasie o 8 lat, rozpoczynamy ostatni etap 6. misjonery.
Dwa dni później mkniemy kilkunastoletnim terenowym Nissanem na etnograficzne safari po najdzikszym zakątku Afryki. Nasz przewodnik Tsehai Bogale doskonale orientuje się w terenie, obiecuje spełnić nasze marzenia, obwożąc po odległych wioskach zamieszkałych przez dzikie plemiona wzdłuż rzeki Omo.Pierwsze dwie noce spędzamy w osadzie u Hamerów – dumnych hodowców bydła.  Na tych ziemiach są najliczniejszym plemieniem. Przyjmują nas serdecznie. Nocujemy pod gwieździstym niebem. Moskitiery zwisające z gałęzi drzewa chronią nas przed insektami, zaś ogrodzenie z gałęzi przed nocnymi drapieżnikami. Rankiem na śniadanie gospodarz podarowuje mam kozę, za którą wieczorem będziemy musieli zapłacić licznymi podarunkami.

Obcowanie z rodziną Hamerów, podglądanie ich codziennych czynności, wspólne spożywanie posiłków, sączenie napoju kawowego z drewnianej tykwy czy wieczorne opowieści i śpiewy hamersko – polskie dostarczają nam całej gamy niezapomnianych wrażeń, chwil do których z pewnością będziemy długo wracali.

W następne dni odwiedzamy kolejne wioski z dzikimi plemionami. Aby dotrzeć do każdej z nich musimy podróżować po kilka godzin w jedną stronę. Niestety w każdej czujemy się jak na zakopiańskich Krupówkach. Zbliżając się do lichych zabudowań dostrzegamy jak ich mieszkańcy zaprzestają wykonywania wszelkich czynności. Ustawiając się w szeregu, zakładają na głowę gliniane naczynia, ozdoby zwierzęce bądź roślinne, wkładają w dolne wargi gliniane krążki. Jedną ręką chwytają za dzidę lub inny przedmiot a drugą wyciągają w kierunku gości powtarzając „one photo five birr” (jedno zdjęcie za 5 birów).

W pierwszej wiosce u Dessanecz przeżywamy szok i czujemy złość. W drugiej, u Karo,  fotografujemy wyłącznie krajobraz oraz siebie nawzajem. Czujemy zażenowanie, gdy staruszek żebrze o zdjęcie za odpłatnością. Uciekamy po 15 minutach i szybko dochodzimy do wniosku, że kończymy z takim safari, wracamy do bardziej cywilizowanych Afrykanów, nieskomercjalizowanych jak ich najdziksi sąsiedzi z Doliny Omo.

Ostatni wieczór spędzamy w Jinka. Odwiedzamy samotną starszą kobietę, którą opiekuje się nasz przewodnik. Z dala od głównej ulicy miasteczka wraca klimat, który najbardziej lubimy. Spontaniczna radość dzieci, naturalne sytuacje, gościnność mieszkańców. Kobieta w tradycyjny etiopski sposób parzy dla nas kawę. Napój jest pyszny jak w całej ojczyźnie kawy – Etiopii. Otacza nas umorusana i bardzo żywa dzieciarnia z sąsiedztwa. W pewnej chwili dostrzegamy chłopca z szóstym paluszkiem u dłoni i …   no właśnie. Szybko porozumiewamy się wzrokiem i wszystko jasne. Wracamy do misjonery. Dopytujemy o rodziców, o najbliższy szpital, o możliwość przeprowadzenia zabiegu chirurgicznego. Następnego dnia, tuż przed naszym wyjazdem z doliny, spotykamy się wszyscy w szpitalu. Tsehai w naszym imieniu ustala z lekarzem szczegóły, płacimy za zabieg, żegnamy się z chłopcem leżącym już na stole operacyjnym, z jego dziadkami i ruszamy w drogę powrotną do Arba Minch.

Z Arba Minch do Lodge, której właścicielem jest nasz etiopski przewodnik musimy się wspiąć aż o 1200 metrów wyżej. Na dwie noce zatrzymujemy się na Wzgórzu Przymierza na którym, według wierzeń Etiopczyków, spoczęła biblijna Arka Noego. Mieszkamy na wysokości 2374 m. n.p.m. – to prawie jak polskie Rysy. Pod naszymi stopami, ze stromej skarpy, rozciąga się przepiękny widok na całą okolicę, w tym na Jezioro Abaya, którego woda ma wyraźnie czerwonawą barwę oraz na Arba Minch, w którym przebywał i tworzył Ryszard Kapuściński.

Przed południem wyruszamy na spacer po okolicy. Tutejsze wzgórza zamieszkuje plemię Dorze słynące m.in. z wytwarzania charakterystycznych tkanin w intensywnych kolorach czerwonym, żółtym i czarnym. Już po kilku minutach podchodzi do nas mały chłopiec i towarzyszy nam w drodze. Zwracamy uwagę, że z trudem maszeruje, buciki które nosi spadają z nóżek. Okazuje się, że plastikowe klapki od spodu mają dziurę w wielkości kurzego jaja. Postanawiamy kupić naszemu towarzyszowi nowe obuwie na miejscowym targu. Po chwili podbiega do nas boso jego młodszy braciszek. No oczywiście, dla niego również kupimy nowe, kolorowe klapki.

Po drodze odwiedzamy miejscową szkołę oraz kościół. Wszędzie towarzyszy nam grupa dzieci. Śpiewają piosenki, chętnie się fotografują, z radością oprowadzają po swojej wiosce. Dwie trzecie z nich nie posiada obuwia, kaleczą stopy o liczne kamyki. Jesteśmy pod wrażeniem, gdy wszystkie klękają przed świątynią, całując jej próg, ściany, zamknięte drzwi. Wszyscy są wyznawcami Ortodoksyjnego Kościoła Koptyjskiego. Etiopia jest trzecim najstarszym państwem chrześcijańskim po Gruzji i Armenii.

Wieczorem dzielimy się wrażeniami z Tsehai`em. Długo nas słucha, po czym oznajmia, że takich turystów to jeszcze nie obsługiwał. Przyznał, że podczas wspólnego tygodnia przeżył przemianę. Nigdy nie spotkał turystów, którzy zamiast czerpania radości z egzotycznych wypraw szukali zupełnie czegoś innego; zwykłej codzienności, noclegu pod gołym niebem, okazji aby nieść pomoc jej potrzebującym. Osiągnąłem już wszystko co chciałem, mam piękną żonę, wspaniałe dzieci, wygodne mieszkanie, samochód, własny biznes. Jestem szanowanym człowiekiem ale… no właśnie, do tej pory nie miałem w głowie takiej funkcji, żeby pomagać. Chciałbym do was dołączyć!

Nazajutrz organizujemy studio nagrań „pod chmurką”. Ponad dwadzieścioro dzieci śpiewa piosenki do podręcznego rekordera (wkrótce na płycie CD). Kilkanaścioro z nich jest boso. Tsehai otrzymuje pierwsze zadanie: my fundujemy, Ty kupujesz buciki dla naszych rozśpiewanych przyjaciół.

Opuszczając Etiopię podejmujemy decyzję o nowej akcji wsparcia ubogich dzieci. We współpracy z Tsehai`em Bogale – właścicielem Dorze Lodge na Wzgórzu Przymierza, zamierzamy przekazywać etiopskim dzieciom kolorowe klapki, by chronić ich stopy przed niewygodą i okaleczaniem.