Ulica nie powinna być domem

ana1

Ulica daje wolność, przestrzeń, poczucie bezpieczeństwa i bywa że jest też domem. Domem dla dzieci, które nie mogą wrócić do rodziny. Albo rodzina już ich nie chce.

Jak wygląda jeden dzień z życia dziecka na ulicy? Materac wyciągnięty przed jednym ze sklepów i setki, tysiące par nóg mijających go codziennie. ana2W Afryce nie zawsze jest ciepło. Więc o 5 rano budzi się skostniałe z zimna. W tym samym ubraniu… jedynym które ma. Dziury nie chronią przed zimnem. Czas poszukać czegoś do jedzenia. Przecież nie ma mamy, która przygotuje chleb i herbatę. Trzeba poszukać pracy – noszenie ciężkich wiader z wodą, praca na budowie i wiele innych zadań jak najmniej odpowiednich dla dziecka. I tak cały dzień. To dużo, kiedy ma się tylko 10 lat. Nawet gdy ma się 16. Po całym dniu ciężkiej pracy z pustym żołądkiem, nadchodzi czas wypłaty – uczciwie i ciężko zarobione ćwierć dolara. Akurat na chleb i herbatę. Nie wszyscy mieli dzisiaj tyle szczęścia. Niektórzy, wałęsając się cały dzień po ulicy, zebrali tylko resztki z okolicznych wysypisk śmieci. Ciężko myśleć o szkole w takiej sytuacji, nie mówiąc już o przyszłości. Rozpacz, smutek i monotonia popycha dzieci ku drastycznym decyzjom. Wąchają benzynę, piją najpodlejsze gatunki alkoholu. Widać to na ich twarzach. Dziecinne, spuchnięte, smutne. Po ciężkiej pracy nadchodzi wieczór. Zbierają się wszyscy przed jedną z dyskotek, przed sklepem albo na wysypisku śmieci. By pograć razem w karty, pośmiać się. Nie zawsze jednak jest wesoło. Często dochodzi do bójek, których wspomnienia dzieci noszą w postaci blizn na całym ciele. Najgorsze w życiu na ulicy jest to, że nikt na ciebie nie czeka, nikt ciebie nie chce. Każdy podejrzewa cię o najgorsze, może nawet kopnie, rzuci kamieniem, uderzy w twarz. Głód. Zimno. Beznadzieja. Dla wielu z nich – tych którzy od lat żyją na ulicy, jest już za późno. Nie chcą niczego zmienić, już nie wierzą, że mogą.

Nie wszystkie historie muszą mieć jednak taki sam koniec. ana3Są ludzie, którzy wiedzą, że miejscem dla dziecka nie powinna być ulica. Robią wszystko, by dla tych najmłodszych nie stała się domem. Cierpliwie, dzień po dniu, zbierają dzieci z ulicy i zachęcają do zmian. Przekonują, że wszystko jeszcze może być inaczej. Czasem się udaje.

Alternatywą dla życia na ulicy jest dom – ośrodek Ana Jeto, który znajduje się w miejscowości Luena – stolicy wschodniej prowincji Angoli – Moxico.

Moxico jest jedną z tych prowincji, które wojna (rozpoczęta i zakończona właśnie tutaj) naznaczyła najbardziej. Po konflikcie, prowincja została pozbawiona pomocy, opuszczona i wyizolowana. Pomoc międzynarodowa docierała głównie do Luandy, która jednakowoż nie doświadczyła tak traumatycznych skutków wojny. Prowincja zmaga się z ogromnymi stratami i brakami. Dodatkowo powrót uchodźców oraz osób przesiedlonych spowodował gwałtowny wzrost potrzeb w każdej dziedzinie. Niestety nie mogą one zostać zaspokojone, głównie przez słaby rozwój infrastruktury czy brak wykwalifikowanej kadry. Ogromnym problemem społecznym jest też ustawiczny brak pracy i żywności. Prowincja notuje nieustanny regres ekonomiczny. Wiele miejsc pozbawionych jest łączności ze światem, torów kolejowych a drogi uniemożliwiają odbycie podróży samochodem, bo wiele z nich nie zostało jeszcze do końca oczyszczonych z min…

Ośrodek Ana Jeto został stworzony z myślą o dzieciach i młodzieży, które z różnych powodów zostały zmuszone do życia na ulicy.

ana4Jego głównym celem jest ponowna integracja dzieci z rodziną i społeczeństwem. Nie jest to łatwe – podopieczni ośrodka wywodzą się z rodzin dysfunkcyjnych obarczonych wieloma problemami takimi jak: molestowanie seksualne, nadużywanie alkoholu, przemoc, ubóstwo. Często też rodziny nie są w stanie sprostać podstawowym potrzebom dziecka. Nawet kilka miesięcy życia na ulicy niesie ze sobą ryzyko traum, które wymagają pomocy psychologa.

By proces integracji zakończył się sukcesem, potrzebna jest dobra wola nie tylko dziecka ale i rodziców, dlatego opiekun społeczny pracuje też z nimi.

Jednym z głównych założeń projektu Ana Jeto jest danie dzieciom możliwości obserwacji zdrowych relacji rodzinnych nie obciążonych patologią, dlatego jego struktura została pomyślana tak by przebywające w nim dzieci uczyły się życia w rodzinie.

ana7Pomimo, że ośrodek zapewnia wyżywienie i spanie środków finansowych nie starcza na wszystko. To co jest najpilniejszą potrzebą, to plecaki, książki, materiały szkolne, ubrania, piłki, zabawki. Na to wszystko, co jednocześnie jest tak podstawowe, nie ma pieniędzy.

Rodziny chłopców, choć chcą, nie mają żadnych pieniędzy by zatroszczyć się o swoje dzieci. Wielu sponsorów którzy obiecali pomoc już nigdy nie wróciło. Ośrodek jest na utrzymaniu lokalnej diecezji. Pieniędzy starcza jedynie na kupienie jedzenia, czasem lekarstw. Angola pogrążona jest w kryzysie ekonomicznym, który z roku na rok jest coraz większy, dlatego ciężko będzie liczyć na pomoc lokalnych instytucji dla których ośrodek nie jest priorytetem. Nie mamy mocy, by zwrócić chłopcom dzieciństwo. Możemy jednak zbudować dla nich lepszą przyszłość. Inwestycja w książki, edukację i ubrania są naprawdę istotną sprawą. W nowych ubraniach z nowymi książkami nie będą czuli się gorsi w szkole. A tylko szkoła jest dla nich szansą.

Państwa pomoc może naprawdę dużo zmienić. Nie każdy z nas urodził się w bogatym kraj, nie każdy otrzymał takie same szanse. Razem możemy wyrównać ten rachunek. Ocalić to co pozostało. Dziękujemy.

Małgosia Zawacka & Gosia Kałun

ana8Dom Ana Jeto – więcej