Zostałam wolontariuszką w Afryce

teresa1

Afryka była we mnie od dzieciństwa. Zaczęło się od książek o Tomku czy Stasiu i Nel. Po przeczytaniu ich zapragnęłam odwiedzić ten niezwykły, dziki kontynent. Marzenie to udało mi się spełnić dopiero po 30 latach. Przy okazji jakiegoś służbowego spotkania poznałam kobietę, która wybierała się ze znajomymi do Etiopii. Spontanicznie spytałam, czy mogę dołączyć.

POZNAWAŁAM AFRYKĘ OD PIĘKNEJ I SMUTNEJ STRONY

Po wylądowaniu na lotnisku w środku nocy i wyjściu z samolotu, uderzył mnie zapach. Ciepły i pełen kwiatów. Czuję go i tęsknię za nim do dziś. Było nas cztery, wynajęłyśmy auto, kierowcę i ruszyłyśmy w drogę. Już w pierwszym dniu, na kompletnych bezdrożach, zepsuł się samochód. Innym razem, gdy płynęłyśmy prymitywną łódką, podpłynął krokodyl i zaczął kręcić naszą łupiną. Zachwycałyśmy się pejzażami Afryki, obserwowałyśmy rodziny pelikanów, hipopotamów, czy zebr… W plemieniu Mursi, spotkałyśmy kobiety, które w wargach noszą krążki o średnicy nawet 30 cm. W społeczności Hamerów zobaczyłyśmy ludzi, którzy żyją tak, jakby zatrzymał się czas. Mieszkają w szałasach pozlepianych krowim łajnem, kobiety chodzą  z nagimi piersiami i ozdobnymi obręczami na szyjach.

teresa4Widziałyśmy wiele żebrzących i głodnych dzieci. Byłyśmy poruszone widząc, jak różni się ich życie i życie rówieśników w Europie. Nawet najmniejsze dzieci muszą bardzo ciężko pracować, przynoszą wodę z odległej studni, pilnują rodzeństwa, wypasają bydło, nie mają zabawek, więc wykorzystują rzeczy z otoczenia, by je stworzyć. Z bambusów robią lalki z kępką liści na czubku imitującą włosy, blaszane puszki zmieniają w sita, a ze zużytych dętek wycinają buty japonki.

ZROZUMIAŁAM, ŻE JA TEŻ MOGĘ POMAGAĆ – I TO Z JAKIM SKUTKIEM!

Gdy wróciłam do Polski, do swojej bezpiecznej pracy w urzędzie, cały czas przed oczami miałam obrazy z Afryki. Głodne, chore, ale i uśmiechnięte dzieci. Po tej podróży zauważyłam, że moje spojrzenie na wiele rzeczy przewartościowało się. Zaczęło się od oszczędzania wody. Przestałam ją marnować. Widziałam, że w Afryce każda kropla jest na wagę złota, wielu ludzi umiera, pijąc brudną odsysaną z błota wodę. Ograniczyłam zbędne zakupy. „Czy naprawdę jest mi to potrzebne?”– zastanawiałam  się przed kupnem  kolejnej bluzki. Zwolniłam też obroty. W Europie wszyscy biegamy jak w kołowrotku, spieszymy się, nie mamy chwili dla siebie i dla innych. W Afryce więzi rodzinne są mocne, wspierające, życie płynie wolniej. Autobusy odjeżdżają, kiedy zapełnią się do ostatniego siedzenia i nikt się nie ciska z tego powodu, mimo że na odjazd czeka się 2-3 godziny. Istnieje nawet powiedzenie – Afrykańczycy mają czas, a Europejczycy zegarek.

Któregoś dnia na ulicy dostałam ulotkę fundacji Dzieci Afryki. Przeleżała wiele miesięcy w moim biurku. W końcu, gdy moi synowie usamodzielnili się, wypełniłam zgłoszenie do wolontariatu i wybrałam się na spotkanie. Zobaczyłam tam wielu fantastycznych ludzi, którzy z poświęceniem i sercem współpracują z polskimi misjonarzami pomagającymi afrykańskim dzieciom. Na spotkaniu dowiedziałam się, że w środku kameruńskiej dżungli, polska siostra prowadzi przychodnię, w której nie ma dostępu do wody. Wśród pacjentów są ciężarne kobiety, dzieci i starcy. Poruszona, zgłosiłam się, że zbiorę środki, 6 tysięcy euro, na budowę studni. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i nie miałam pojęcia, z jak żmudną pracą to się łączy, ale byłam zdeterminowana.

teresa2Pieniądze zbierałam na Facebooku, pytałam wśród znajomych. Gdziekolwiek jeździłam, zabierałam ze sobą ulotki. Nawet podczas podróży pociągiem zachęcałam ludzi do wzięcia udziału w akcji. Po 9 miesiącach ciężkiej pracy udało się. A gdy po roku pojechałam do Kamerunu i na własne oczy, zobaczyłam, jak rusza budowa, jak zakładają pierwsze betonowe kręgi, rozpłakałam się. Wzruszenie i radość… Dotarło do mnie, że te miesiące trudu były tego warte. Dzięki dostępowi do bieżącej wody, dzieci zaczęły mniej chorować, a ja mogłam i im pomóc.

Takie momenty jeszcze bardziej motywują mnie do działania. W kolejnym roku urządziłam zbiórkę na wieżę ciśnień, która doprowadza strumień wody z baniaka do kranów. Innym razem, wraz z fundacją, wspierałam zakup maszyn dla młodych kobiet, by umożliwić im start w życie. Robiąc coś, co ma znaczenie i daje wymierne rezultaty, czuję się spełniona.

teresa5Teresa Stachowicz (54 l.) po przyjeździe z Etiopii zmieniła spojrzenie na wiele spraw. Zwolniła, ograniczyła zakupy i dołączyła do fundacji wspierającej afrykańskie dzieci.

Dorota Salus

przedruk
ŚWIAT KOBIET 08/2017 sierpień

możesz wspomóc najnowszy projekt bohaterki artykułu:
Podarujmy czystą wodę!