Życie misjonarza w Czadzie nie jest łatwe

motor350Ksiądz Jakub Szałek – misjonarz w Czadzie, niezwykle barwnie opisuje prozę życia misyjnego. Tym razem w prywatnym liście opisał trud przemieszczania się po bezdrożach Afryki. W Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym warto poznać życie misjonarza także i od tej strony. 

Na naszych terenach misyjnych rozpoczyna się kolejny rok pastoralny 2019-2020. Dla mnie jest to piętnasty rok posługi misyjnej. Jestem obecnie w miasteczku Lai, gdzie znajduje się nasza Kuria Diecezjalna. Mamy tutaj spotkanie kapłańskie (formacyjne) z naszym administratorem. Od prawie roku oczekujemy na nominację nowego biskupa dla naszej diecezji… Ciągle czekamy…

Już za kilka dni ruszam z miasteczka Lai do mojej misji Doumougou. W normalnych warunkach mam do pokonania 70 kilometrów – trzy godziny jazdy motorem lub samochodem. Niestety w porze deszczowej trzeba jechać innymi drogami – muszę pokonać 120 kilometrów (tylko motorem, samochodem się nie da). Zajmuje mi to cały dzień. Taki przejazd jest dość stresujący. Po pierwsze nie mogę jechać sam. Muszę mieć przewodnika. Sam bym pobłądził. Główne drogi są nieprzejezdne i trzeba szukać na wyczucie ścieżek, którymi można dojechać do mojej misji. Każdego roku ścieżki się zmieniają, co oznacza, że co roku trasa jest inna. Dlatego musi być przewodnik, który dobrze zna teren.

Po drugie, dość mocno stresuje mnie to, bym fizycznie dał radę przetrwać taką wyprawę. Nie łatwo jest jechać motorem 120 km w błocie i wodzie. Bywają takie odcinki, że motory zapadają się po samą ramę i wtedy trzeba przepychać jeden motor we dwóch, lgnąc czasami po kolana w błocie. Najpierw jeden motor, potem drugi i znowu jedziemy dalej rekordową prędkością 15 – 20 km/h. Najgorszymi etapami drogi do mojej misji są:

- Pierwsze piętnaście kilometrów. Jedzie się ciągle w błocie, które ma konsystencje masła. Strasznie to błoto klei się do opon i do butów (ciągle trzeba się podpierać, by się nie wywrócić). Potrzeba dwóch godzin, by pokonać ten odcinek.

- Oraz ostatnie dziesięć km, które jest podzielone na dwa etapy. Pierwsze pięć kilometrów to woda (50 cm i więcej). Na szczęście podłoże jest piaszczyste i można spokojnie jechać. Trzeba tylko uważać, by nie wpaść w jakieś koleiny, czy dziurę – wtedy wywrotka pewna! No i ostatnie pięć kilometrów nie da się już pokonać motorem. Wody jest prawie jeden metr i podłoże bagniste. To są tereny, gdzie rośnie ryż. Nasze motory wkładamy na bryczkę ciągniętą przez dwa byki i po prawie dwugodzinnej przejażdżce jestem już w mojej misji.

Przy tym wszystkim trzeba się modlić o dobrą pogodę, by co najmniej dwa dni przed wyjazdem nie padało. Jeśli popada, to wtedy wszystko się bardzo komplikuje, droga staje się trudniejsza. Tak, czy owak, trzeba jechać. Chyba, że w sam dzień wyjazdu leje, to wtedy wyjazd przekłada się na następny dzień.

Jak widać, życie misjonarza w Czadzie nie jest łatwe! Sama posługa misyjna sprawia wiele radości, ale codzienne warunki życia są bardzo trudne (momentami).

Bardzo proszę o modlitwę, bym miał dużo siły duchowej i fizycznej, by trwać na posterunku, który mi wyznaczył Jezus! Tegoroczny październik – decyzją papieża Franciszka – jest nadzwyczajnym miesiącem modlitw za misje! Niech w tym  miesiącu nie zabraknie modlitwy za Czad! Bardzo o to proszę!

Sam też odwdzięczam się modlitwą! Do usłyszenia następnym razem. Pojawię się w cywilizacji, po zakończeniu pory deszczowej – jak już przestanie padać i woda wsiąknie. To będzie pewnie za niecałe dwa miesiące.

ks. Jakub Szałek

motor2