Nad ranem 2 lutego, razem z Kamilą Sus, szczęśliwie wylądowałyśmy na lotnisku w Entebbe, w Ugandzie - rozpoczyna relację z miesięcznego wolontariatu Aneta Suchoszek-Targosz, wolontariuszka misyjna Dzieci Afryki. Dla mnie był to pierwszy kontakt z prawdziwą, subsaharyjską, równikową Afryką.
Wcześniej miałam okazję być tylko w Egipcie, który nie jest uznawany (i słusznie) za „prawdziwą” Afrykę. Trudno mi opisać moje pierwsze wrażenia, a to tylko dlatego, że wrażeń pierwszych, drugich i wszystkich następnych było tak wiele, i były tak intensywne, iż nie jestem w stanie ich wszystkich ubrać w słowa i opisać, czy opowiedzieć.
Pierwszym zaskoczeniem była wszechogarniająca ciemność na drogach, po wyjeździe z lotniska. Wiedziałam, że w Ugandzie są problemy z elektrycznością, ale ta wiedza na nic się zdała, w momencie, gdy na własnej skórze doświadczyłam braku oświetlenia na drogach. Fakt, że od zachodu do wschodu słońca podróżuje się w kompletnych ciemnościach był szokujący. To był dopiero początek niekończącej się ilości szokujących i zadziwiających sytuacji. Po wschodzie słońca moim oczom ukazał się obraz skrajnie biednej okolicy. Takiej biedy nigdy nie widziałam, jedynie może na filmach dokumentalnych pokazujących najbiedniejsze zakątki świata. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę, przecierałam oczy i szczypałam się, żeby sprawdzić czy to się dzieje naprawdę. Następnie zaczęłam się pocieszać, że może jedziemy tylko przez taką biedną okolicę i jak przejedziemy kawałek dalej, to ten obraz nędzy się skończy. Ale niestety nie skończył się. Widok biedy i niedoli ludzkiej w Ugandzie towarzyszył mi do samego końca.

Nasz program wolontariatu obejmował cztetry tygodnie pracy z dziećmi w Szkole Podstawowej Fundacji Dzieci Afryki położonej w wiosce obok w odległości 30-minutowego spaceru ogólnie uczęszczaną, wyboistą, gruntową, nieutwardzoną drogą.
Szkoła w Kiruddu jest zadbanym, ładnym i bezpiecznym miejscem dla ponad 300-stu uczniów. Uwielbiałam z werandy szkoły patrzeć na widniejące w oddali Jezioro Wiktorii. Atmosfera w szkole jest po prostu cudowna. Tworzą ją żywe i radosne dzieci, kompetentni i życzliwi nauczyciele, a wszystko razem sprawiało, że szkoła była miejscem, w którym nie tylko realizowałam nasz wspólny program wolontariatu, ale było to miejsce, w którym lubiłam przebywać od rana do późnego popołudnia.

Wielkimi wydarzeniami w życiu całej szkoły okazały się zorganizowane przez nas atrakcje: wycieczka łódkami po największym jeziorze Afryki oraz piknik nad brzegiem Jeziora Wiktorii. Eventy były atrakcją dla wybranych przez panią Dyrektor klas. Niemniej jednak w organizację i przebieg byli zaangażowani wszyscy, zaczynając od pani Dyrektor i Radę Szkoły, poprzez nauczycieli, a kończąc na pracownikach obsługi placówki. Działając w realiach ograniczonych zasobów w trakcie organizacji „Pikniku nad Jeziorem Wiktorii” były chwile, w których obawiałam się, że nie będziemy w stanie zrealizować wszystkiego co było zaplanowane. Nic bardziej mylnego. Moje zaskoczenie było niewyobrażalnie wielkie, kiedy okazało się, że dzięki niespotykanej, zadziwiającej wręcz kreatywności Afrykańczyków, niemożliwe stawało się możliwe.
Wszystkie równie niesamowite przeżycia w Afryce zbudowały we mnie ogromny podziw do ludzi zmagających się na co dzień z trudnymi warunkami życia na Czarnym Lądzie. Afryka nauczyła mnie również pokory i wdzięczności za to co posiadam. Europejskie warunki, w których dane jest mi żyć, są dla mnie istnym rajem na ziemi.
Ten fascynujący, afrykański kontynent pokazał mi, że jestem silniejsza niż przypuszczałam i mogę więcej niż podejrzewałam. Pojechałam pomagać, nie oczekiwałam niczego w zamian, a dostałam tak wiele… Zawsze czułam, że trzeba pomagać dzieciom w Afryce, teraz wiem, że jest to naszym obowiązkiem.
Aneta Suchoszek-Targosz
wolontariuszka misyjna
FUNDACJA DZIECI AFRYKI
al. Zjednoczenia 13
01-829 Warszawa
tel. 22-381-27-74, 601-319-878
rachunek w mBank:
04 1140 2004 0000 3302 8070 6407
09 1140 2004 0000 3902 8070 7963
kod SWIFT: BREXPLPWMBK