FUNDACJA DZIECI AFRYKI

al. Zjednoczenia 13

01-829 Warszawa

 

tel. 22-381-27-74, 601-319-878

e-mail: biuro[at]dzieciafryki.com

 

rachunek w mBank:
04 1140 2004 0000 3302 8070 6407

09 1140 2004 0000 3902 8070 7963

kod SWIFT: BREXPLPWMBK

 

Robert Noga i Sylwia Ausfeld pokonali tysiące kilometrów w Afryce Wschodniej, by spotkać się z kilkuset beneficjentami Dzieci Afryki, odwiedzić kilkunastu partnerów i osób współpracujących z fundacją oraz wizytować miejsca, do których dociera pomoc z Polski za pośrednictwem Fundacji Dzieci Afryki. W ciągu trzech tygodni przedstawiciele fundacji doświadczyli wielu emocji, w tym radość, nadzieję, życzliwość, dumę ale też smutek, złość, rozczarowanie i bezradność. 

 

T A N Z A N I A  

 

studnia w Loltopes

 

Spotkanie ze społecznością masajską zawsze jest ekscytujące. Tym razem przedstawiciele fundacji odwiedzili wioskę Loltopes w dorzeczu Mkundi. To właśnie w tym niedostępnym dla turystów zakątku dzikiej Afryki od wielu lat posługuje polski misjonarz ks. Marek Gizicki. Mimo, że w tym czasie misjonarz przebywał na urlopie w Polsce to jednak wzorowo zorganizował dla fundacyjnych gości transport oraz pobyt na misji.

 

Na jego prośbę Fundacja Dzieci Afryki w ubiegłym roku sfinansowała odwiert studni oraz zakup i montaż paneli słonecznych do jej obsługiwania. Projekt został zrealizowany z 1% podatku dla Dzieci Afryki. Z nowego źródła wody korzystają dziś setki wdzięcznych mieszkańców wioski.

 

Kilkanaście kilometrów dalej, na zupełnym pustkowiu, Stowarzyszenie To Help Africa wybudowało szkołę dla masajskich dzieci – także na prośbę ks. Marka. W szkole uczy się ich ponad 100. Mieszkańcy zgotowali Iwonie Kreczmańskiej – uczestniczącej w tej części wyprawy – niemalże królewskie powitanie. Śpiewem, tanecznym marszem i z wielką radością kobiety i dzieci witały "Mamę Iwonę". Starszyzna wygłosiła okolicznościowe przemówienia oraz przygotowała poczęstunek dla zagranicznych gości. Sylwia i Robert nie skrywali wrażenia, szkoła prezentuje się wyśmienicie a społeczność masajska z dumą pokłada w niej rodzicielskie nadzieje na lepsze jutro dla swoich dzieci. 

 

 

szkoła Dzieci Afryki 

 

Robert i Sylwia odwiedzają wioskę Kwamneke, gdzie wspólnie ze Stowarzyszeniem To Help Africa, wizytują szkołę Dzieci Afryki nr 4. Społeczność szkolna zgotowała gościom miłe przywitanie, były tańce, przemówienia i moc serdeczności. Prezes fundacji pogratulował szkole zwycięstwa w I Międzynarodowym Konkursie Szkół Dzieci Afryki, wręczył nagrody pieniężne na zakup podręczników i przyborów szkolnych, wyróżnił także kieszonkowym 10 uczniów z najlepszymi wynikami w nauce.

 

Nowozatrudniony pan dyrektor szkoły kładzie duży nacisk na podnoszenie jakości nauczania. To doskonała wiadomość, bo poprzedni posiadał znaczne braki w wykształceniu. W zaciszu dyrektorskiego gabinetu Robert Noga (Dzieci Afryki), Iwona Kreczmańska (To Help Africa) oraz nowy dyrektor szkoły omówili szczegóły współpracy i podpisali umowę trójstronną. Jakież było zdziwienie kilka godzin później, gdy okazało się, że lokalne władze oświatowe nie wyrażają zgody, by szkoła nosiła nazwę „Dzieci Afryki”. Już następnego dnia z masztu przed budynkiem szkoły zniknęła biało-czerwona flaga oraz została zdemontowana tablica informacyjna z nazwą. Złość i rozczarowanie niezrozumiałą decyzją lokalnych władz ogarnęła gości z Polski. Gdzie tu logika? Tanzański przedstawiciel To Help Africa interweniował w urzędzie, ale bezskutecznie. Władze wyrażają zgodę, aby polskie organizacje rozbudowywały nadal szkołę oraz wyposażały ją w podręczniki i pomoce dydaktyczne a nawet dożywiały uczniów, ale nie stawiając żadnych warunków. O tej bezkompromisowej decyzji władz szybko dowiedzieli się rodzice. Ich reakcja była bardzo emocjonalna, wszystkich ogarnął gniew, niektóre kobiety płakały, wszyscy zaczęli obawiać się o przyszłość szkoły i swoich dzieci.

 

Jeszcze kilka lat temu w tym miejscu pośród kolczastych krzewów i piaszczystej ziemi nie było dosłownie nic, do czasu kiedy pojawiła się tu Iwona Kreczmańska i wybudowała budynek dla jednej klasy, by dać szansę masajskim dzieciom na pójście do szkoły. Dziś szkoła liczy już sześć klas, posiada kuchnię, sanitariaty, zbiorniki na deszczówkę, piękny plac zabaw. Stale jest wyposażana w podręczniki i przybory szkolne. Wszystko to sprawia, że rodzice chętnie zapisują do niej swoje dzieci. Szkoła jest nie tylko atrakcyjna ale konkurencyjna dla okolicznych szkół publicznych. Decyzja władz, która instrumentalnie wykorzystuje polskie organizacje, uniemożliwia dalszą współpracę. Jeżeli protesty rodziców nie przyniosą pożądanych efektów Fundacja Dzieci Afryki będzie zmuszona do wycofania się z Kwamneke.

 

Tymczasem 10 uczniów z najlepszymi wynikami w nauce zostało zaproszonych przez Roberta i Sylwię do najbliższego miasteczka, by mogli pierwszy raz w życiu wydać otrzymane kieszonkowe na wyłącznie własne potrzeby (w ramach projektu „Kieszonkowe”). Aby dostać się do Handeni wynajęto trzy badziadzi – niewielkie trzykołowe pojazdy motorowe z kabiną, bardzo popularne do transportu osób w Tanzanii. Już sama podróż przez busz, a potem po ruchliwej drodze asfaltowej przysporzyła dzieciom dużo wrażeń. W mieście dzieci udały się najpierw do sklepu spożywczego, później do okolicznych mniejszych przy głównej ulicy. Wszyscy spacerowali razem, z polskimi i miejscowymi opiekunami, nikt nikogo nie pospieszał, by każde dziecko mogło samo zaplanować zakupy i rozdysponować kieszonkowe 6.000 TZS (12,5 zł). Co dzieci kupiły? Jakich dokonały wyborów? Dominowały artykuły spożywcze: bułki, ciastka, mleko zagęszczone, lody, lizaki i napoje gazowane. Dwoje dzieci kupiło klapki, jedno zegarek. Radości było naprawdę wiele. Zmęczone ale wyraźnie zadowolone i dumne z siebie dzieci z pełnymi torbami zakupów z uśmiechem na twarzy wracały do wioski. Przeżyć miały ogrom, ten niezwykły dzień z Fundacją Dzieci Afryki zapamiętają na długo.

 

 

K E N I A 

 

woda w Homa Bay powodem zmartwień

 

Ta bardzo krótka wizyta w Kenii, bo zaledwie trzydniowa, nie mogła nie znaleźć się na trasie wyprawy „East Africa”, gdyż sąsiedztwo Ugandy i Tanzanii było najlepszym pretekstem, by przedstawiciele fundacji wreszcie odwiedzili kenijskich beneficjentów.

 

To pierwsza oficjalna wizyta Dzieci Afryki w Kenii, do współpracy której zaprosił dk Patrick Okwaro ze Zgromadzenia Misjonarzy Consolata. Patrick do maja br. studiował jeszcze w Polsce, obecnie przez najbliższy rok przygotowuje się do święceń kapłańskich w swojej ojczyźnie – Kenii. W związku z powyższym Sylwia i Robert z radością odwiedzili diakona w jego rodzinnym mieście Bale, położonym w okolicy równika, leżącym po drodze do Homa Bay.

 

Na wschodnim wybrzeżu Jeziora Wiktorii, w najdalszym zakątku dystryktu Homa Bay, leży niewielka wioska Tonga – cel wyprawy podróżników „z misją”. Wioskę od brzegów największego jeziora Afryki oddzielają góry wysokości 1600 m n.p.m. Okolica jest zatem bardzo piękna ale pozbawiona odpowiedniej ilości źródeł wody pitnej i do celów sanitarnych. Kobiety i dzieci każdego dnia pokonują wiele kilometrów do studni, by zaopatrzyć rodzinę w wodę. Widok dzieci z ciężkimi kanistrami jest tutaj bardzo powszechny. Kenijskie siostry ze Zgromadzenia Franciszkanek św. Józefa prowadzą szkołę oraz przedszkole. To dla tych placówek nasza fundacja sfinansowała zakup i montaż zbiorników wodnych (środki z programu CZYSTA WODA), by uczniowie mieli zapewniony dostęp do wody deszczowej. Przedstawiciele fundacji wielokrotnie przekonali się osobiście jak wielkim wyzwaniem jest dostarczenie wody do domostw. Także na misji u sióstr doświadczyli reglamentacji tego najcenniejszego z cennych darów natury. Brak wody, zwłaszcza w porze suchej, jest głównym zmartwieniem mieszkańców tych pięknych lecz ubogich terenów. W porze deszczowej jest znacznie lepiej, każdy może gromadzić deszczówkę na bieżące potrzeby, lecz już nie każdy na jej magazynowanie z uwagi na ogromne koszty zakupu odpowiednich zbiorników. Dodatkowo w porze deszczowej mieszkańcy są uwięzieni w swoich domostwach, gdyż nieutwardzone drogi rzadko kiedy są przejezdne.

 

Siostry i miejscowy proboszcz, w rozmowach z Robertem i Sylwią, poruszyli m.in. temat sieroctwa. To drugi poważny problem występujący w tej części dystryktu Homa Bay. W wiosce działają dwa duże sierocińce jeden dla dziewcząt, drugi dla chłopców. Oba prowadzone są przez zgromadzenia zakonne. Utrzymanie setki osieroconych dziewcząt i chłopców jest wielkim wyzwaniem. Z braku czasu, przedstawiciele fundacji, nie zdążyli odwiedzić placówek opiekuńczych ale sfinansowali zakup żywności dla dzieci za kwotę blisko 500 USD.    

 

    

U G A N D A 

 

Dom św. Lilian w Gayaza

 

„Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam urlop, trudno o niego, bo nie ma mnie kto zastąpić” – wyjaśnia s. Lucy Amoit ze Zgromadzenia Córek Maryi, która od wielu lat prowadzi sierociniec na przedmieściach Kampali. Uśmiech nie schodzi jej z twarz, dla jej niepełnosprawnych podopiecznych jest balsamem na wszelkie dysfunkcje fizyczne i psychiczne, które doświadczają od urodzenia. 

 

W Domu dzieci św. Lilian mieszka ich trzydzieścioro, w ciasnych i ciemnych pokoikach, w których jednak spędzają tylko noc. W ciągu dnia wychowankowie bawią się na niewielkim dziedzińcu otoczonym murem, tu wszyscy są bezpieczni.

 

Przedstawiciele fundacji zostali bardzo miło przyjęci przez całą społeczność domu. Towarzyszyła im Consolate Abbe – wolontariuszka Dzieci Afryki, która od czasu do czasu odwiedza sierociniec. Przed rokiem poleciła go opiece Fundacji Dzieci Afryki.

 

Dzieci są zadbane i uśmiechnięte, to dowód że w placówce czują się bezpiecznie. Poza ugandyjską zakonnicą opiekują się nimi jeszcze trzy kobiety; gotują posiłki, przebierają i myją dzieci, sprzątają dom. Siostra uskarża się na codzienne bolączki; nieustanny brak środków na żywienie i artykuły do higieny ciała. "Niektóre dzieci potrzebują pampersów – to wielki, ale ważny wydatek, by dzieciom zapewnić komfort życia z poszanowaniem godności". Zakonnica utrzymuje sierociniec z datków od dobrych ludzi. Ze szczerą wdzięcznością przyjmuje od Roberta i Sylwii owoce i warzywa jakie przywieźli ze sobą z półwyspu Kojja – podarowane im wcześniej przez blisko 200 uczniów szkoły w Kiruddu. Aby ulżyć siostrze w codziennych troskach fundacja przekazała także dotację 500 EUR na najpilniejsze artykuły dla dzieci - radości było co niemiara.

 

„Aby stać się nieco samowystarczalnym postanowiłam kiedyś założyć chlewik – kontynuuje s. Lucy. Gdy wszystko było już gotowe zakupiłam świnki. Trudno było mi jednak pogodzić wszystkie obowiązki. Zatrudniłam zatem pana, by się nimi opiekował. Już pierwszej nocy ukradł je wszystkie, a my zostaliśmy z niczym”.

 

Sylwia przekonana o słuszności idei prowadzenia chlewiku zaproponowała pomoc w jego uruchomieniu. Ma w tym już spore doświadczenie. Dzięki jej staraniom powstały już trzy chlewiki przy sierocińcach w Tanzanii i Kamerunie. Siostra oczywiście z radością przyjęła tę propozycję, sugerując jednak by chlewik powstał już przy nowym domu, który za kilka miesięcy przyjmie jej podopiecznych. Czasu jeszcze sporo ale już dziś można wspomóc jego budowę, wpłacając na ten cel darowiznę z tytułem: U1.1 – chlewik dla sierocińca – na rachunek Fundacji Dzieci Afryki: 09 1140 2004 0000 3902 8070 7963.

 

 

odwiedziny podopiecznych w Kiruddu

   

Wspólnie z Conoslate Abbe – wolontariuszką Dzieci Afryki, podróżnicy „z misją” odwiedzili podopiecznych fundacji na półwyspie Kojja, m.in. rodzinę mamy Nalongo w Kiruddu oraz 8.letnią Aishę i 6.letniego Deshny w Mpunge.

 

Rodzina mamy Nalongo, która samotnie wychowuje 6.cioro dzieci w skrajnie ciężkich warunkach znana jest sympatykom fundacji z akcji „Pomoc rodzinie”. Życie na 8 metrach kwadratowych w szałasie zbitym z desek, połatanym blachą i folią musi być niewyobrażalnie ciężkie. Mama Nalongo wokół swojego domku uprawia warzywa na własne potrzeby. Jednakże, aby utrzymać sześcioro dzieci „zatrudnia się” u ludzi, pracując po 10 godzin za dniówkę równowartości 12 zł. Troje dzieci od kilku miesięcy jest objętych program „Adopcji Serca” i uczęszcza do szkoły Dzieci Afryki. Podczas odwiedzin kobieta wyraziła zgodę, aby do programu dołączyć kolejną dwójkę, co znacznie ułatwi jej codzienną walkę o przetrwanie. Dzieci w szkole, poza opieką i edukacją, mają zapewnione śniadanie i obiad – posiłki finansowane z programu „Posiłek dla ucznia”. Robert, Sylwia i Consolate zadbali, aby rodzinę wyposażyć w nowe ubrania i obuwie oraz artykuły pierwszej potrzeby takie jak materace, koce czy kanistry na wodę. Przedstawiciele fundacji zapytali też czy Nalongo chciałaby, aby pomóc jej w budowie niewielkiego ale bardziej solidnego, bezpiecznego domu? Kobieta zdecydowanie odmówiła, argumentując iż ziemia należy do rodziny jej męża, i że ten w każdej chwili może wrócić i wygnać ją razem z dziećmi. „Ten problem można jednak rozwiązać – zasugerował ks. Stephen Ggita – partner fundacji i miejscowy proboszcz - poprzez starszyznę wioski, która posiada kompetencję przepisania ziemi i ochrony rodziny”.

 

Aisha – 8.letnia dziewczynka mieszkająca w slumsach Mpunge jest już po pierwszej operacji jednej ze stóp. Takich zabiegów, mających wyprostować jej powykręcane stopy, ma mieć kilka w odstępach od kilkutygodniowych do kilkumiesięcznych w zależności od tempa zrastania kości i samodyscypliny dziecka. Każdego tygodnia dziewczynka zawożona jest motocyklem do specjalistycznego szpitala w stolicy na kontrolę i dwudniową rehabilitację – o co dba ks. Pius Dunga Kibunga. Podczas odwiedzin przedstawicieli fundacji Aisha cierpiała z powodu poważnej infekcji skórnej spowodowanej brakiem higieny. W slumsach, poza trudnymi warunkami życia, brakiem dostępu do bieżącej wody i mydła, dziecko nie ma też odpowiedniej opieki. Z tego powodu jej pobyt w szpitalu musiał zostać przełożony na jakiś czas. Aisha nie uczęszcza też do szkoły, w jej stanie nie jest to możliwe. Ten rok szkolny będzie musiała nadrobić w przyszłym.

 

Deshny - 6.latek z Mpunge jest synem rodziny, u której przedstawiciele fundacji zatrzymują się na noc za każdym razem, będąc na półwyspie Kojja. Chłopiec w kwietniu ubiegłego roku uległ wypadkowi. Jakimś przedmiotem uszkodził sobie oko, które wymaga leczenia operacyjnego. Rodzina nie posiadała oszczędności, aby pokryć koszt operacji. Od ponad roku rodzice odkładają pieniądze, aby sfinansować operację w szpitalu w Mukono, dotąd zgromadzili 16% wymaganej kwoty. Robert - prezes fundacji, nie zastanawiał się ani przez chwilę, "Dzieci Afryki sfinansują operację oka Deshnyego z Funduszu Medycznego!" - szybko oznajmił. Radości było co niemiara! 

 

 

szkoła Dzieci Afryki

 

Półwysep Kojja to najważniejszy punkt roboczej wyprawy, od którego rozpoczęła się wizytacja. W Kiruddu fundacja finansuje działalność szkoły Dzieci Afryki nr 2 p.w. św. Elżbiety dla ponad 200 uczniów. W tym miejscu, od ostatniej wizyty Roberta w marcu 2021 r., zmieniło się naprawdę wiele. Apel Prezesa fundacji o położenie nacisku na podnoszenie jakości edukacji przynosi pożądane efekty. Nowozatrudniona pani dyrektor, krok po kroku, wdraża wytyczne fundacji oraz inicjuje szereg własnych pomysłów mających przynieść pożądane cele. Szkoła jaką zastali przedstawiciele fundacji dumnie nazywana jest Szkołą Dzieci Afryki i jak twierdzą mieszkańcy Kiruddu należy do najlepiej działających w okolicy. Przed budynkiem, przez cały rok, obok ugandyjskiej flagi powiewa też biało-czerwona a uczniowie ubrani się w mundurki w polskich barwach narodowych. Pierwszego dnia społeczność szkolna w obecności rodziców zgotowała gościom z Polski uroczyste przywitanie. Obok tańców i przedstawień dziecięcych były przemówienia, w tym wielokrotnie powtarzane wyrazy uznania dla narodu polskiego za solidarność i okazaną pomoc uchodźcom z Ukrainy. 

 

Od roku w szkole zatrudnieni są wyłącznie nauczyciele z wymaganymi kwalifikacjami. Klasy nie są liczne jak na standardy afrykańskie, najmłodsze liczą po 40 uczniów, a najstarsze po 30. W każdej ławce siedzi maksymalnie po dwóch uczniów, i na każdą przypada co najmniej jeden podręcznik - to fundacyjne standardy mające zwiększyć efektywność uczenia. W każdy piątek uczniowie piszą egzamin wewnętrzy, a uczniowie klasy VII w soboty i niedziele przygotowują się do egzaminów końcowych. Każdego dnia wszyscy uczniowie jedzą śniadanie oraz obiad. Posiłki finansowane są przez fundację z programu "posiłek dla ucznia" oraz dofinansowywane przez rodziców. Po zajęciach szkolnych nauczyciele organizują dzieciom zajęcia praktyczne oraz sportowe, by czas czas wolny spędzali konstruktywnie. Takie działania mają pomóc odkrywać i rozwijać talenty dzieci oraz zapobiegać zachowaniom patologicznym.

 

W marcu br. została wstrzymana budowa kuchni i stołówki przy szkole, gdyż dotychczasowy partner fundacji został przeniesiony do innej parafii. Podczas wizytacji Prezes fundacji zapoznał się z nowym proboszczem o. Stephen`em Ggita, z którym omówił zasady współpracy i podpisał aneks do obowiązującej umowy z parafią w Kisoga. Postanowiono, że budowa kuchni i stołówki zostanie wznowiona w sierpniu, a część nowego budynku zostanie czasowo zaadoptowana dla grupy przedszkolnej, która uczy się obecnie w pobliskiej kaplicy lub w cieniu drzewa. Społeczność Kiruddu zobowiązała się, że z własnych środków sfinansuje odwiert nowej studni, gdyż dotychczasowa, sfinansowana przez fundację przestała działać a koszt naprawy jest nieopłacalny.

c.d.n.

 

 

 

* * * * *

 

sierociniec w Bukanga

/wkrótce/ 

 

 

ZE SZLAKU MISJI "EAST AFRICA" 2022

11 sierpnia 2022

wpłać teraz przez DOTPAY

lub wykonaj przelew

Fundacja Dzieci Afryki

09 1140 2004 0000 3902 8070 7963

darowizna CH6 - czadowe gimnazjum